czwartek, 17 listopada 2011

# Krytyka polityczna ,mistrzowie kłamstwa ,obłudy i bezczelności.


Jak zmieniał się stosunek do niemieckiej antify - najpierw jej w ogóle nie było, a na końcu została pretorianami polskiej lewicy.

Krytyka polityczna - festiwal hipokryzji
Krytyka polityczna i Por. 11 Listopada piórami swoich walczaków jeszcze wieczorem 11 listopada oświadczała, że żadnych antyfaszystów z antify nie zapraszała. Nie byli w tym jednak konsekwentni. Okazuje się, że antifa była i ba, niektórzy byli nawet dumni z jej obecności. Przypomina to tłumaczenie w stylu nie palił - palił, ale się nie zaciągał, zaciągał się, ale nikomu to nie zaszkodziło, a nawet jak zaszkodziło, to inni szkodzili bardziej.
Prześledźmy więc publicystykę KryPola z ostatnich 6 dni.Pierwszym był felieton p. Macieja Gdula. Pomijam fakt, że p. Gdula wciska w nasze usta słowa, które ani razu nie padły ("Polska cała tylko biała"), co jest manipulacją, ale twierdzenie, że w stolicy dokonał się prawicowy festiwal destrukcji, to chyba mała przesada. Szedłem w środku Marszu obok spokojnych 20-25 tys. ludzi i jakoś nie zauważyłem destrukcji i dzikich tłumów. Cóż, jedziemy dalej.

Potem wyszło na świat oficjalne i totalne dementi.
Obok płaczliwo-cukierkowatego przekonywania o pokojowym charakterze blokady (fajny oksymoron, co nie?) pojawia się fraza: „Nie zapraszaliśmy żadnych bojówek" i że „nasza blokada była pokojowa”. Zdjęcia zamaskowanych i bynajmniej niekolorowych antyfaszystów, tak jak i spory arsenał znaleziony w klubokawiarni KryPola zdaje się temu przeczyć. Ale spokojnie, następny przystanek.

Nieoceniony redaktor Żakowski przyszedł z odsieczą i w swojej odpowiedź na tekst red. naczelnego RzePy napisał co następuje:
"Bulwersuje go to, że na obrzeżach „Kolorowej” stała grupa może 200 młodych ludzi gotowych bronić naszej demonstracji i rzeczywiście broniących jej przez chwilę, zanim policja podciągnęła posiłki i przegoniła bandytów."
Czujecie jak na Państwa twarzy pojawia się szeroki uśmiech? Parę godzin wcześniej Kazimiera Szczuka i jej płacząca wręcz towarzyszka zaprzeczały, że na Kolorowej był ktokolwiek z nie-pacyfistycznymi zamiarami, a jak był, to nieproszony – a czy ktoś z ONR czy MW zapraszał zadymiarzy? Też nie! Lewica żąda uczciwości, a sama na uczciwość gwiżdże.
Na szczęście red. Żakowski wyświadcza KryPolowi niedźwiedzią przysługę i mówi, że na "obrzeżach" (ja tam na zdjęciach widzę, że to było samo czoło manify kolorowych) byli tzw. ochraniarze.

Tego samego dnia (13.11) było jeszcze zabawniej, ponieważ do akcji włączył się p. Cezary „Taran” Michalski, człowiek wyspecjalizowany w cytowaniu „nawróconych liberałów”.
Widać pewną ewolucję kolektywnej mądrości KryPola. Pan Michalski nie przeczy, że i radykalna lewica robi dintojry (jak pobicie prawicowców pod Sochaczewem przed MN 2010 i szpecenie pomnika Dmowskiego), lecz od razu stosuje taktykę „bodyslaming” i owym lewicowym wybrykom przeciwstawia nieporównywalnie cięższe przewinyuczestników MN (fakt, że sami organizatorzy potępili zadymiarzy, wydaje się całemu KryPolowi nieistotny).
Felieton p. Michalskiego zsynchronizował się idealnie z kolejnym dementi. Przypominam zatem, że na stronie Kolorowa Niepodległa ichni antyfaszystowski manifest pojawił się w 12 językach, a informacja o zaproszeniu niemieckiej Antify do Polski krążyła parę miesięcy wcześniej. W Berlinie, konkretnie w dzielnicy Kreuzberg-Friedrichshein, znanej z istnienia swoistych punkowych komun i młodzieży spod znaku kawiorowej lewicy, można było zobaczyć plakaty nawołujące do blokowania „marszu faszystów w Warszawie”. A jacyś Niemcy ostatecznie się w Warszawie pojawili.
Postronny człowiek Krytyki Politycznej, p. Maciej Nowak kontynuuje pokaz konsekwencji swojego środowiska:„Skrajności „Nie” Jerzego Urbana czy „Gazety Polskiej” uchodziły za eksces. Teraz gwałtowność przelewa się do mediów i dyskusji głównego nurtu, następuje ostra polaryzacja postaw i poglądów.Nadchodzą ciekawe czasy. Dla Cimcirymci nie będzie już miejsca
Zauważmy, że p. Nowak autentycznie cieszy się z zaostrzenia dyskursu. Jak to się ma do wcześniejszego dementi i potępieniadla przemocy? Ale to nie koniec. Oddajmy głos p. Hannie Gill-Piątek:"Nie chcę nawet myśleć, jak wyglądałoby miasto, gdybyśmy zamiast w miarę zorganizowanej parady przemocy idącej do pomnika Dmowskiego mieli kilkadziesiąt grasujących, uzbrojonych w pały grupek, nad którymi policja nie miałaby żadnej kontroli.Zaręczam, że nie skończyłoby się tak miło jak teraz."
Gdyby nie było Antify, to tzw. zadymiarze i kibole nie mieliby pretekstu do pojawienia się w Warszawie, a tak, co można wyczytać na stronach Drogi Legionisty i kiboli GKS Katowice, zjednoczyli się specjalnie dla niemieckich bojówkarzy. Urocza Hania wciska także do głów, że uczestnicy MN krzyczeli cała Polska biała, co oczywiście nie ma żadnego pokrycia w faktach. Lewica zapomina jak zwykle zresztą, że każda akcja pociąga reakcję. W tamtym roku nie było niemieckiej Antify i nie było rozrób. Ciekawa zależność, prawda? Tak samo wątpliwości uroczej Hani na temat zakazu zasłaniania twarzy (który na stadionach notabene już obowiązuje) rozumiem - w końcu nie tylko kibole, ale i antifa musiałaby wtedy pokazać swoją twarz.

W sukurs przychodzi także p. Edwin Bendyk:
„Odbijaliśmy kolorowe piłki, tańczyliśmy, podśpiewując, choć w pewnym momencie z interwencją wkroczyła Kazia Szczuka, apelując o zaprzestanie, na prośbę policji, śpiewania Warszawianki. Zbyt bojowa, więc daliśmy sobie spokój, zmieniając repertuar na łagodniejszy. I tak się bawiliśmy nieświadomi, że Warszawę demoluje militarystyczna lewica.”
Na filmie Nowego Ekranu pt. „Widziałem naziola” widać, że Kazia krzyczy te słowa w momencie, kiedy Antifa ucieka do lokalu Krytyki Politycznej. Drobiazg. Chciałbym jednak zadedykować dla pana Bendyka moje słowa po obejrzeniu  „Faktów” TVN-u:„Szedłem w Marszu Niepodległości nieświadomy, że naziolska prawica demoluje Warszawę".
Wypadałoby być uczciwym wobec 25 tys. ludzi, którzy podczas Marszu Niepodległości zachowywali się spokojnie.
Ten dzień był zresztą dniem hiperaktywności KryPola. Pan Michał Bilewicz: „Choć nie zgadzam się z użyciem jakiejkolwiek przemocy przez kogokolwiek na warszawskim Święcie Niepodległości, to doceniam tych wszystkich niemieckich przyjaciół, którzy dołączyli do nas, by pokojowo zaprotestować przeciw szerzącemu się w całej Europie neofaszyzmowi.”
Zwróćmy uwagę na słowo „jakiejkolwiek”. Gdyby to była przemoc wyłącznie po stronie uczestników Marszu Niepodległości (czyżby?), p. Bilewicz nie ośmieliłby się chyba użyć tego słowa, ba, zaatakowałby z furią „brunatnych przemocników”. A tak... pokrętnie, pośrednio (jak na lewicę przystało) p. Bilewicz przyznaje się, że i Jego „strona” dopuściła się aktów jakiejkolwiek przemocy. Dzięki Michał!
Nadchodzi sądny dzień 15 listopada. Policja przekazuje informację, że w klubokawiarni KryPola znajdują się typowy dla pacyfistów ekwipunek: pałki, kastety, pojemniki z gazem, noże. W KryPolu panika i dementi do sześcianu i na domiar złego p. Olga Tokarczuk na dobre „wsypała” swoją lewicową brać:„Wierzę jednak, że grupa niemieckich anarchistów, która otarła się o NWS, nie jest w stanie zasłonić sobą dwóch lat ciekawej działalności i ogromnej pracy wielu ludzi. "
Rozbierzmy to zdanie na części pierwsze. P. Tokarczuk przyznaje, że na manifie kolorowych byli niemieccy anarchiści - słowo „otarli się” to taki rozpaczliwy eufemizm. W dodatku, skoro p. Tokarczuk się od nich odżegnuje, znaczy się ci niemieccy anarchiści musieli zrobić coś niegrzecznego i niegodnego afiszowania się z nimi.
Należałoby p. Oldze Tokarczuk podziękować, tak jak p. Żakowskiemu za spektakularne wsypanie (się).Kiedy przesłuchuje się na komisariacie dowolną szajkę przestępców, cała sztuka przesłuchania polega na tym, by jej członkowie wsypywali się nawzajem, składając sprzeczne zeznania.
O to prawdziwy gwóźdz programu, artykuł z Wyborczej.:„Niemcy, bo od nich dziś zaczyna rozmowę każdy patriota, zjawili się 11.11.11, by wesprzeć polską antifę. To był rewanż, bo nasi jeżdżą blokować neofaszystów w Dreźnie. Ot, międzynarodówka antyfaszystowska. „Chciałbym im podziękować za przybycie i przeprosić, że media nazywały ich »importowanymi bojówkarzami «” - mówił mi Rafał Złotopolski z Warszawskiej Akcji Antyfaszystowskiej.
Teraz szybki przegląd organizatorów kolorowej blokady:
http://11listopada.org/strona/porozumienie-11-listopada
Na pozycji 41. jest nasza Warszawska Akcja Antyfaszystowska, wsparcia udzielił też 2. antifashop.pl (Nawiasem mówiąc: Antifa i sklep? to przecież takie kapitalistyczne!).P. Złotopolski, współorganizator przyznaje się BEZPOŚREDNIO do zaproszenia niemieckiej antify. Tej samej, która miała być wg Jacka Żakowskiego „na obrzeżach”, a wg p. Tokarczuk „otarła się”. Robienie z ludzi kompletnie niemyślących debili to specjalność lewicy, ale tutaj bezczelność przekracza wszelkie granice.
Od siebie dodam, że antifa w Dreźnie wcale nie jedzie pokojowo blokować neonazistów. Wie to każdy normalny człowiek w Niemczech, zapewne wie o tym i p. Złotopolski.
Piotr Laskowski, historyk, filozof z UJ, uczestnik Kolorowej Niepodległej był gościem Anny Laszuk w Komentarzach Radia TOK FM i w czasie, gdy p. Złotopolskiego rozpierała duma z zaproszenia antify, p. Laskowski zapodał nam takie dementi:Rzeczą którą trzeba powiedzieć już na początku to, że to duże starcie to było starcie uczestników marszu niepodległości czyli tego narodowo-radykalnego z policją. Nie brali w tym udziału żadni Niemcy ani uczestnicy  blokady czy Kolorowej Niepodległej, ponieważ byli oddzieleni podwójnym kordonem a pomiędzy policjantami było 200 metrów wolnej przestrzeni (…).”
Nikt z zatrzymanych nie jest członkiem ONR-u, MW i innych ruchów narodowo-radykalnych. Oczekiwanie uczciwości od lewicy podchodzi jednak pod myślenie życzeniowe, więc wypowiedź p. Laskowskiego po prostu zignorujemy.
16 listopada nastąpiło „szczytowanie” hipokryzji i niekonsekwencji. Felieton p. Tymańskiego nie pozostawia złudzeń.
Cytaty:
„Z marszu zagrałem parę numerów, począwszy od prowokacyjnego „Dymać Orła Białego“ – od razu zrobiło mi się cieplej”.
A przecież do cholery jasnej anielki, ponoć nikt z Kolorowej nie prowokował i nie miał takiego zamiaru!  
„Gdyby nie policja oraz ludzie z polskiej i międzynarodowej Antify, rozpieprzyliby nas w drobny mak.”
Gdyby was nie było, nie byłoby czego rozpieprzać, p. Tymański. Ale mimo to dzięki za potwierdzenie obecności Antify, jak i zdradzenia jej „ochroniarskiego” przeznaczenia, ty mój prowokatorze odważny, chowający się za policją!
W tym samym czasie nieoficjalny rzecznik KryPola, Pan Jan Kapela prześledził karierę krewkiego p. Rafała Golucha w swoim artykule. Owszem, znam jegomościa i wiem, że nie jest bynajmniej niewiniątkiem. Ale to akurat on był w grupie 5 osób,  zaatakowanych przez setkę antifowców. Nie ma tutaj usprawiedliwienia, niezależnie co p. Goluch głosi – żadna grupa 5-osobowa, poza japońskimi kamikadze, nie rzuca się na 20 razy liczniejszą od siebie grupę. Elementarna logika podpowiada, że było odwrotnie i że ostatecznie niszczy to tezę o tym, że wszyscy uczestnicy kolorowego pochodu byli faktycznie pokojowi i kolorowi. Na poparcie tej oczywistości krąży w internecie filmik, jak to pokojowi antifowcy atakują człowieka z białą flagą („dawaj kurwę!”).
Jeszcze tylko p. Kinga Dunin i jej błazenada („niemieckie wampiry zaatakowały Warszawę...”) i zaraz dojdziemy do podsumowania:
Komentarz Likusa na KryPolu: „A ja przewrotnie wcale nie uważam, że to przedstawianie lewicy jako potężnej
siły ulicznej posiadającej potencjał nawet bojówkarski, jest takie do końca złe. Od lat na ulicach rządziły bojówki faszystowskie, a tutaj nagle okazuje się, że lewica także może spuścić łomot.
W Polsce to nie do pomyślenia. Niemcy, Włochy, Francja - tam to tak, ale u nas? U nas ulice od 20 lat należą do skrajnie prawicowych oszołomów. A teraz masz babo placek - tłuką naszych! :)”
.
Jest to ta sama duma, która wyrywa się z piersi p. Złotopolskiego.A skoro można cytować p. Golucha, to można i p. Likusa.
Widać też, jak na nowo zostaje zawiązany sojusz pomiędzy KryPolem a grupą ITI, która wyemitowała długi reportaż na temat tego, jak to niemieccy lewacy dają się spokojnie wyprowadzić z lokalu Krytyki Politycznej, zostawiając tam narzędzia codziennego użytku. Myślałem, że odbudowa sympatii pomiędzy lewicą a mediami zajmie tygodnie, a tutaj, patrz Pan - 5 dni i pozamiatane.
Wobec tego chyba i mi pozostaje cieszyć się ze spalenia wozu transmisyjnego TVN-u – w 68' zachodnia lewica miała ubaw z palenia samochodów należących do Axel Springera, o czym dzisiaj pewnie woleliby nie wspominać. A wystarczy zajrzeć w raporty berlińskiej policji by przekonać się o liczbie ekscesów zaproszonej niemieckiej antify by przekonać się, że jak ona gdzieś jeździ, to nie z pokojowymi zamiarami, zresztą co tam antifowa wylęgarnia, spójrzmy na protest Oburzonych w Rzymie, gdzie liczba zatrzymanych pokojowych manifestantów z Niemiec jest podobna do tej z Warszawy.
Wiadomo też, że lewica cierpi obecnie na brak męczenników, jako żywy dowód prawicowego/kapitalistycznego terroru. Ja nie będę czarował – grupy kibolskie same przyznały się do rozrób, lecz pretekst do tego dostały na srebrnej tacy. Należy podkreślić, że nie zatrzymano żadnego członka grup narodowo-radykalnych (ba, członka żadnej organizacji). Zadymiarze, którym puściły nerwy, powinni swoje odsiedzieć i przemyśleć (jeśli potrafią) – ale szans na przemyślenia po drugiej stronie nie ma, mimo haniebnego przejścia z totalnego dementi do pewnego rodzaju dumy z obecności lewicowych ochroniarzy.
Kto podejmuje jakąś akcję, musi się liczyć z reakcją i o to właśnie mediom i lewicowcom chodziło. To sprawdzian dla Nas wszystkich, sprawdzian, czy wytrzymamy nerwowo prowokacje i manipulacje i czy pojawimy się za rok w Warszawie 2-3 razy liczniejsi. O ile nie wyjdziemy wcześniej z powodu kryzysu państwa opiekuńczego.
Krytyka Polityczna niech urządzi sobie za rok swoje kolorowe po(d)chody w Puszczy Kampinoskiej i zaprosi tam tvn, który zrobi dłuuugi reportaż o tym, jak to fajnie i grzecznie bawi się lewica.

autor: Karzeł Reakcji

5 komentarzy:

  1. Aż prosi się zapytać;czym się dzisiejsi europejczycy różnią od Japończyków?tym że Japończycy jak coś s@%@ to popełniają sempuku,jak trzeba to nawet publicznie a utrata twarzy dla Japończyka to wielka porażka którą tylko krew może zmazać,a europejczycy?udają że nic się nie stało...to była pomyłka i w ogóle wszytko było ok.Czy europejczycy nieważne czy z lewacy czy też nie wiedzą co to jest honor?odwaga,szacunek,godność osobista?bo chyba nie,dla nich to już tylko puste teksty liczy się tylko ich racja...

    Maya

    OdpowiedzUsuń
  2. Zacznijmy od tego ,że lewactwo to zwierzęta które się dobrowolnie wyrzekają wszystkiego co ludzkie w tym godności. Po drugie Japończycy popełniają najwięcej samobójstw na świecie ,ale to głównie słabi psychicznie nastolatkowie. Tzw. sepuku zostało zmitologizowane przez japońskich nacjonalistów. Zdarzały się takie rytualne samobójstwa ,ale bardzo rzadko i to zazwyczaj na wyższych urzędach. Poza tym porównywanie starożytnych ,czy średniowiecznych Japończyków z dzisiejszymi Europejczykami (a dokładnie jak rozumiem lewakami) jest równie na miejscu co porównywanie starożytnych i średniowiecznych europejczyków do dzisiejszych japońców.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie porównuję starożytnych tylko współczesnych.Może to dziwne ale dzisiejsi europejczycy są bardziej lewaccy niż w czasach gdy nato walczyło z układem warszawskim,nawet dużo bardziej.I to w ciągu zaledwie 20kilku lat.
    Z przykrością można stwierdzić że dzisiaj w europie o.70% populacji to niestety ale lewacy czyli z punktu widzenia przeszłości i przyszłości dramat.
    Co do rytuału sempuku dla nich wcale nie jest to oznaka słabości psychicznej oni po prostu mają taką kulturę polegającą na "odejściu z honorem".
    Co do tych samobójstw na szczeblach w ministerstwach czy korporacjach owszem media o tym piszą ale przynajmniej shańbiony zejdzie ze sceny raz na zawsze a u nas?ciągle wracają jak bumerangi hańbią się tak że ludzie się z nich śmieją,a oni udają że nic się nie dzieje i ciągle walczą choć nikt już ich nie szanuje i poważnie nie traktuje,i o tą różnicę mi chodzi.Japończycy wiedzą i potrafią powiedzieć dość ale u nas w naszej strefie kulturowej nie potrafią i nie umieją,i czy to niby jest lepsze?

    Maya

    OdpowiedzUsuń
  4. "Co do rytuału sempuku dla nich wcale nie jest to oznaka słabości psychicznej oni po prostu mają taką kulturę polegającą na "odejściu z honorem"." - W Japonii zabijają się masowo dzieci ,nastolatkowie i nie popełniają żadnych bolesnych rytualnych samobójstw tylko normalnie rzucają się np. z okna. Poza tym ,jaki to straszny dyshonor może spotykać tych wszystkich nastolatków? Oczywiście skupiam się na tej warstwie najliczniejszej ,ale przecież jednocześnie w Japonii jest najwięcej samotnych Ojców na świecie. Nie łamią się jakoś chociaż mają tacy życie niezwykle ciężkie. To właśnie ich dzieci ,które chcą na siebie zwrócić uwagę w kraju gdzie wszyscy wyglądają tak samo (żart) popełniają te samobójstwa.
    Nie wiem ,możliwe ,że faktycznie zdarzają się rytualne samobójstwa ludzi w rządzie w co ciężko mi uwierzyć ,ale pisząc o zmitologizowanym sepuku ,miałem na myśli własnie starożytne czasy kiedy to -można by pomyśleć- co chwila ktoś je popełniał. Otóż i wtedy było to rzadkością i tym bardziej dzisiaj.
    Japonia to kraj nacjonalistyczny stąd wiele mitów w okół nich krążących wytworzonych przez nich świadomie. Ale to oczywiście godne naśladowania.

    OdpowiedzUsuń
  5. W Japonii najwięcej samobójstw bierze się z ich stylu życia.Wyścig szczurów jest tam rozdęty do granic możliwych tylko w Azji i biali ludzie zwyczajnie nie wytrzymali by tego ciśnienia,a i tak tak coraz więcej naszych dzieci nie wytrzymuje presji szkoły i środowiska.Do tego dochodzi przemoc psychiczna,bo w japońskich szkołach jeżeli chodzi o bezkarność uczniów jest dużo gorzej niż u nas.Faktycznie życie młodych japończyków top nauka nie tyle będąca wynikiem ich własnej pasji wiedzy ile presji środowiska.Nie przypakiem w Japoni wykształcenie średnie ma aż 95% całego społeczeństwa,a aż 85% ma wyższe i kończenie jednych studiów po drugich w tym kraju to norma ,zwyczajnie nie wszyscy wytrzymują presję rodziny a pracy dla tych młodych wykształconych nie ma bo ich ojcowie to starzy dobrzy pracownicy którzy przechodzą na emeryturę w wieku o.70lat bo zwyczajnie nie lubią swoich najbliższych(żon dzieci).Nie przypadkowo Japończycy wymyślają mnóstwo niepraktycznych rozwiązań technicznych robią i oglądają filmy i seriale animowane tylko dla dorosłych rysują komiksy(mangi),bo po prostu ich wyspy są małe by ich wszystkich pomieścić dać pracę i normalne perspektywy życia i posiadania rodziny.Ich wyspy to jedne z najbardziej przeludnionych krajów świata a i tak ostatnio płacza że mają ujemny wzrost narodzin.A faktycznie zapotrzebowanie na nich jako wykwalifikowanych obywateli jest o dziwo ale zerowe.Na jedno miejsce pracy jest kolejka i to spora.Nic wiec dziwnego że wielu Japończyków gdy ma okazję migruje do obu Ameryk innych krajów Azji czy Europy,bo u siebie w ojczyźnie zwyczajnie się duszą.Zwróć uwagę ze w ich kulturze masowej potencjalna zagłada cywilizacji,wojny światowe,władza cyborgów i wojny ludzie -androidy to częsta tematyka.Bo człowiek nie wiadomo ile naprawdę jest jeszcze w stanie wytrzymać tej presji w jakiej żyje bo zostało mu to odgórnie narzucone przez system.Nie przypadkowo japoński i koreański surrealizm zadziwiają w filmie nie tylko Azję a i Europy bo u nich już ta bańka zaczyna powoli się przelewać.Ta tragedia z ta elektrownią atomową to być może preludium do przyszłych nieszczęśliwych wydarzeń.Japończykom czy Azjatom i tak jest prościej,bo większość z nich oprócz buddyzmu,shinto jest też konfucjanistami co uznaje ten styl życia za dobry,dla rodziny i ojczyzny.A nas w Europie,Polsce?coraz częściej pisze się o samobójstwach nastoletnich dzieci których nikt sobie wytłumaczyć nie potrafi bo nie chce,szuka się innych tłumaczeń zamiast spojrzeć prawdzie w oczy.Nie jesteśmy Japończykami co potrafią poświecić swoje życie korporacji,ojczyźnie cesarzowi i życiu w mrowisku,i ofiar będzie coraz więcej.To jest właśnie ta kwestia psychiki o której piszę.Japończyk nie boi się śmierci,czy popełni honorowe sempuku czy tylko wyskoczy z okna lub się powiesi,oni mają w sercu pewnego rodzaju wolę by zakończyć swój los kiedy nie widzą dla siebie prawdziwych perspektywa w ich kraju. i tak zostają najsilniejsi i najodporniejsi co potrafią się lepiej zasymilować.Co do samobójstw w ministerstwach owszem są i to w ciągu ostatnich 20 lat było ich co najmniej kilka o co najmniej 3 pisała nawet nasza prasa.Pamiętaj że ci co zostają w Japonii politykami nie są jak u nas ludźmi co dzięki demokracji się wybili,zazwyczaj mają pochodzenie samurajskie bo choć ten stan został już dawno temu zlikwidowany to ich wpływ jednak nie.

    Maya

    OdpowiedzUsuń