piątek, 25 listopada 2011

# Jaruzel -strażnik kłamstwa katyńskiego.

Od pewnego czasu były komunistyczny dyktator Wojciech Jaruzelski, korzystając ze wsparcia usłużnych mediów, przypisuje sobie zasługi, do których nijak nie ma żadnego prawa. Jedną z tych oczywistych uzurpacji jest powtarzanie, że to on pierwszy publicznie ujawnił sprawców mordu katyńskiego.

Podobne wątki pojawiły się w wypowiedziach Towarzysza Generała dla portalu Wirtualna Polska w czerwcu 2010 r.: „Może zabrzmi to nieskromnie, ale to ja pierwszy doprowadziłem do ujawnienia i publicznego przedstawienia kulis mordu i jego sprawców – NKWD. Nie było to jednak łatwe – po pięciu latach usilnych starań, w tym rozmów z Michaiłem Gorbaczowem, po powołaniu dwustronnej komisji historyków, 13 kwietnia 1990 r. prezydent Gorbaczow w świetle jupiterów oficjalnie oświadczył, że strona rosyjska ponosi odpowiedzialność za mord, wyraził ubolewanie i przekazał mi teczki ze spisami zamordowanych oficerów”.

Rok później, w żenującym wywiadzie opublikowanym we „Wprost”, wyraźnie onieśmielony brakiem ostrzejszych protestów po pierwszym wystąpieniu, Jaruzelski z właściwą sobie megalomanią mówił: „Przecież to ja pierwszy po pięciu latach usilnych starań, wydarłem oficjalne uznanie prawdy o Katyniu”.

Zasługi Towarzysza Generała w sprawie przyznania przez władze sowieckie w 1990 r., że Katyń to jednak zbrodnia NWKD, są mało istotne. Ot, po prostu, przyszedł nowy I sekretarz (Michaił Gorbaczow) i zaczęła się polityka głasnosti. Zmiana podejścia do historii po zmianach na Kremlu prędzej czy później dotknęłaby także sprawy Katynia. Wystarczyło, że Jaruzelski będzie robił to co zwykle. Czyli bacznie nasłuchiwał i dostosowywał się do najnowszych sowieckich tendencji.

Ale najbardziej oczywistą nieprawdą są twierdzenia, że to on „doprowadził do ujawnienia i publicznego przedstawienia kulis mordu i jego sprawców – NKWD”. Tak się składa, że przed Jaruzelskim w 1943 r. był minister propagandy III Rzeszy dr Joachim Goebbels. Po nim sprawę szeroko opisywała konspiracyjna i emigracyjna prasa polska, wielu historyków i pisarzy. Wprawdzie brakowało wtedy kluczowych dokumentów sowieckich, ale wiele opublikowanych na Zachodzie wspomnień i opracowań nie pozostawiało żadnych wątpliwości, kto i kiedy dokonał zbrodni. Przypisując sobie ujawnienie całej sprawy w 1990 r., Jaruzelski wyraźnie nie uznaje tego, co w tej sprawie działo się przez poprzednie 50 lat. Fakt to dla jego umysłowości bardzo symptomatyczny. Wprawdzie inni mówili i pisali prawdę o Katyniu, ale nie mieli na to zezwolenia Kremla. To się więc nie liczy.

Bohaterski generał

Wspominając o swoich wyimaginowanych zasługach w sprawie ujawnienia zbrodni katyńskiej, Jaruzelski zapomniał powiedzieć, jaką naprawdę rolę odegrał w tej historii. Nie ma bowiem wątpliwości, że to właśnie on przez dziesiątki lat był jednym z najważniejszych strażników kłamstwa katyńskiego. Od 1960 r., jako szef Głównego Zarządu Politycznego ludowego WP, Jaruzelski dbał o to, by prawda o losie kilkunastu tysięcy oficerów wziętych do niewoli przez Sowietów w 1939 r. nigdy nie dotarła do społeczeństwa, a w szczególności do żołnierzy. Dotyczyło to zresztą wielu innych faktów dotyczących historii Polski, nie tylko kwestii stosunków polsko-sowieckich. Naukowców, którzy choćby na krok odstawali od oficjalnej linii PZPR. Towarzysz Generał wyrzucał z pracy. W orwellowskiej rzeczywistości ludowego WP nie było żadnych zasad prawdy historycznej czy przyzwoitości: z polskich bohaterów robiono tu zdrajców, kryminalistów i renegatów, a agentów sowieckich pasowano na bohaterów – jak było chociażby z biografią Michała Żymierskiego. W latach 70. każda „nieprawomyślna” wypowiedź o sprawie katyńskiej, jaka doszła do uszu Towarzysza Generała – ówczesnego ministra obrony – była na jego polecenie ścigana przez WSW. Niemal do końca PRL, już jako I sekretarz PZPR, Jaruzelski był wiernym synem komunistycznej propagandy. Zaciekle zwalczał pisanie o wrześniu 1939 r., o mordzie katyńskim i inne „antysowieckie prowokacje”. W 1987 r. w rozmowie z jugosłowiańską dziennikarką Zrnką Nowak pomstował przeciwko niesprawiedliwym ocenom wydawanym czasem o głównym sprawcy mordu katyńskiego – Józefie Stalinie, twierdząc, że dopiero w przyszłości zostanie on doceniony przez historię: „Sądzę, że zwiększający się dystans historyczny pozwoli spojrzeć na postać Stalina spokojniej, bez obciążeń świeżymi jeszcze emocjami”.

Swoje poglądy wyrażał nie tylko słowem, ale i czynem. Za druk i kolportaż książek o Katyniu można było trafić do więzienia. Represjonowano też piszących na ten temat historyków. Jedną z najważniejszych prac tej epoki („Dzieje sprawy Katynia”) opublikował w wydawnictwie „Głos” Antoniego Macierewicza syn jednego z zamordowanych, prof. Jerzy Łojek (pod pseudonimem Leopold Jeżewski). 13 grudnia 1981 r. funkcjonariusze SB wyłamali drzwi jego mieszkania i, pozorując rewizję, celowo niszczyli meble i sprzęty. Prof. Łojek został internowany, władze zablokowały mu profesurę i zwolniły z pracy. Potem esbecy próbowali zastraszyć naukowca, zabierali mu z domu książki i rękopisy. Dziś m.in. o zasługi prof. Łojka upomina się jego ówczesny prześladowca.



Całość artykułu w tygodniku “Gazeta Polska”
  
źródło: niezalezna.pl

1 komentarz:

  1. Jaruzelski zawsze był tchórzem i zostało mu to do dziś(nie potrafi pogodzić się z prawdą o sobie samym i spojrzeć na siebie w lustrze o przyznaniu się publicznie do swoich czynów chyba nie ma co marzyć)a swoją drogą to jego wychowanie u Marianów marne przyniosło efekty.Widać wychowanie zakonne jest świetnym kluczem do wypierania mózgów narzędziom mniej lub bardziej użytecznym..

    Maya

    OdpowiedzUsuń