Za umowny początek amerykańskiego imperializmu można uznać przystąpienie USA do I wojny światowej. Amerykanie zrezygnowali wówczas ze swojej prawie stuletniej doktryny izolacjonizmu i nieingerencji w sprawy europejskie. Od tamtej pory z każdym rokiem ich pozycja na świecie rosła, aż do momentu uzyskania całkowitej dominacji po zakończeniu Zimnej Wojny.
Europejski nacjonalizm wobec amerykańskiego imperializmuImperialna polityka Stanów Zjednoczonych niesie negatywne konsekwencje i te postaramy się ukazać. Na różnego rodzaju forach politycznych często padają pytania, dlaczego nacjonaliści nie popierają USA. Przecież ten kraj jest ostoją cywilizacji zachodniej i walczy z islamskim fundamentalizmem. Niestety, piękne hasła walki z terroryzmem, szerzenia demokracji, tolerancji i praw człowieka, z którymi na swoje krucjaty wyrusza armia amerykańska, jak to zwykle bywa, są tylko przykrywką dla pazernego dobierania się do zasobów naturalnych i bogactwa napadanych krajów, rozszerzania strefy wpływów i usadawianiu „swoich” ludzi na stołkach. Tak było z Irakiem, kiedy wszem i wobec trąbiono o broni masowego rażenia będącej w posiadaniu Saddama Husajna. Tego samego, złego Saddama, z którym Stany kilka dekad wcześniej owocnie współpracowały, dostarczając sprzęt wojskowy, informacje wywiadowcze i materiały niezbędne do wytwarzania różnego rodzaju broni masowego rażenia, którą Bagdad wykorzystywał w wojnie z Iranem. Analogiczna sytuacja była z agresją na Afganistan. Osama Bin Laden i talibowie odpowiedzialni za ataki 11 września, inwazja i okupacja, która kosztowała życie wielu ludzi.
Ameryka, przez swoje militarne interwencje, jest odpowiedzialna za cierpienia rzesz ludności w wielu zakątkach świata. Ubocznym skutkiem wojen i rewolucji wzniecanych przez Wujka Sama są migrację ludności – w większości przypadków do Europy. Przykładów nie trzeba szukać w zamierzchłej przeszłości – w 2011 roku rewolucje w państwach północnej Afryki, w których roznieceniu pomogły Stany, spowodowały falę imigrantów płynących na czym tylko się da w kierunku Europy (autonom.pl/?p=837).
Interwencje militarne USA doprowadziły do destabilizacji Bliskiego Wschodu, ale również Europy nie ominęła „pomoc” wielkiego brata zza oceanu. Po II wojnie światowej wojska amerykańskie zostały na terenie Niemiec i tam też żołnierzy  amerykańskich jest najwięcej. Na Starym Kontynencie stacjonuje ich ok. 100 tys. Same bazy w Niemczech jednak nie wystarczały Amerykanom. Po bombardowaniach Serbii w 1999 roku i stworzeniu fasadowego, bandyckiego państwa Kosowo, zbudowano od zera bazę wojskową Camp Bondsteel. Czy Amerykanie oderwali kolebkę serbskiej państwowości z humanistycznych pobudek, żeby ratować biednych Albańczyków przed agresją ze strony Serbów? Wyjaśnia to Piotr Bein w książce „Nato na Bałkanach”: „Przez Bałkany i Serbię przebiegają planowane nitki rurociągów obsługujących Europę Zachodnią i USA. (…) Waszyngton ma zrobić z NATO ochroniarza swych globalnych interesów… Węzeł bałkański leży na szlaku przesyłu ropy i gazu z Azji Środkowej na Zachód, na trasie adriatyckiej odnogi szlaku, bo inna kończy się w Cejhan nad Morzem Śródziemnym, skąd ładunek mogą zabierać 300-tysięczniki. Największy tankowiec na Morzu Czarnym nie przekracza 150 tys. ton, bo nie przepłynąłby przez Bosfor. Zależny od ropy Zachód nie może pozwolić, by Jugosławia czy Serbowie kontrolowali strategiczne skrzyżowanie korytarzy tranzytowych. USA zbudowała zatem w Kosowie bazy Bondsteel i Monteith, największe i najkosztowniejsze od czasu wojny w Wietnamie…”. W tym miejscu warto wspomnieć o manifestacji „Kosowo jest serbskie”, którą od 2011 roku współorganizuje środowisko autonomicznych nacjonalistów. Oprócz poparcia dla serbskiego Kosowa, manifestacja jest też sprzeciwem wobec imperialnych działań Stanów Zjednoczonych.
W 2012 roku Amerykanie zawitali do Polski. W bazie lotniczej w Łasku stacjonuje już oddział amerykańskiego wojska. Kolejni żołnierze będą stacjonować zapewne w Redzikowie, gdzie pod koniec listopada 2012 pojawiła się grupa inżynierów Korpusu Inżynieryjnego Armii USA, żeby obejrzeć lotnisko i zrobić pomiary przed planowaną budową elementów tarczy antyrakietowej. Obecność Amerykanów wywołała euforię wśród tzw. polityków, od lewicy po prawicę. Tzw. minister obrony narodowej Tomasz Siemioniak powiedział, że „amerykańscy żołnierze w Polsce to spełnienie marzeń”. Od 1945 roku zatem nic się nie zmieniło – niewolnicza mentalność jest nadal główną cechą ludzi sprawujących władzę w Polsce, a jej skutkiem będzie umacnianie w roli światowego żandarma Stanów Zjednoczonych.
Nie sposób nie wspomnieć o współpracy USA z Izraelem. Stany wykorzystują swoją pozycję światowego imperium do obrony Izraela – państwa, które jest największym zagrożeniem i przeszkodą do zaprowadzenia pokoju na Bliskim Wschodzie. Wszystkie rezolucje i działania uderzające w syjonistyczne państwo podejmowane na forum ONZ są od razu „torpedowane” przez USA, stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ. Pod koniec listopada, gdy w ONZ odbyło się głosowanie nad zmianą statusu Autonomii Palestyńskiej z obserwatora na nieczłonkowskie państwo obserwatora, jednym z 9 państw będących przeciw były Stany Zjednoczone. Pomoc dla Izraela nie ogranicza się tylko do działań dyplomatycznych – co roku duża część budżetu amerykańskiego przeznaczana jest na pomoc militarną dla Tel Avivu. W 2013 roku będzie to 849 milionów dolarów.
Amerykański imperializm to także „inwazja” gospodarcza i kulturowa. Znakiem rozpoznawczym imperializmu gospodarczego stała się sieć gastronomiczna McDonald’s, szumnie zwana restauracją. Obecna jest w ponad 100 państwach na świecie. Słynie z niezdrowego jedzenia, łamania praw pracowniczych i agresywnych kampanii reklamowych skierowanych do osób najmniej odpornych na chwyty marketingowe – dzieci. Ponadto w każdym miejscu, w którym się pojawia, niszczy lokalną kuchnię i rynek gastronomiczny. Są jednak państwa, gdzie rząd liczy się ze zdaniem społeczeństwa i tak było w Boliwii – McDonaldsa się po prostu pozbyto (autonom.pl/?p=1090). Amerykańskie korporacje to nie tylko McDonald’s i firmy z branży gastronomicznej. Do największych firm należą Microsoft, potentat branży paliwowej Exxon, Chevron, największy dostawca usług finansowych na świecie Citigroup (w Polsce jest właścicielem m.in. banku Citi Handlowy) czy Procter & Gamble, działający w segmencie FCMG, do którego marek należy np. Gillette.
Nad Wisłą firmy z Ameryki pojawiły się w okresie transformacji ustrojowej, często przejmując za bezcen dobrze prosperujące polskie zakłady. Firmy te, podobnie zresztą jak żołnierze, przynoszą wraz z sobą amerykański styl życia – kolejną część składową amerykańskiego imperializmu. Pierwszą dziedziną kultury, która od razu kojarzy się ze Stanami, jest kinematografia. Repertuar kin stanowią głównie produkcje hollywoodzkie. Oprócz niezbyt skomplikowanej fabuły (w uproszczeniu oczywiście), filmy z Fabryki Snów mają jeszcze jedną cechę charakterystyczną. Otóż w większości z nich występuje pozytywna postać – inteligentna, oczytana, pełna cnót wszelakich i wciela się w nią aktora bądź aktorkę czarnoskórą. Natomiast w rolach szumowin i zwykłych debili obsadza się aktorów białych. Tak było chociażby w „Siedem”, gdzie porucznik Somerset, którego grał Morgan Freeman, jest znającym literaturę, trzeźwo myślącym człowiekiem, natomiast Mills (Brad Pitt) to jego całkowite zaprzeczenie. Kino, łatwo dostępna i lubiana przez szerokie rzesze ludzi rozrywka, to najprostszy i najbardziej skuteczny sposób na „przeszczepienie” amerykańskich wzorców do innych państw.
Amerykański rząd, poprzez m.in. szantaż, próbuje w krajach słabszych ekonomicznie wprowadzić konkretne, korzystne dla dewiantów rozwiązania prawne dotyczące homoseksualizmu i innych chorób, uzależniając od tego pomoc humanitarną czy finansową (pch24.pl/lewacki-imperializm-kulturowy-obamy,7227,i.html). W państwach europejskich promują dewiację jawnie – ambasador USA na Węgrzech uczestniczyła w lipcu br. w marszu zboczeńców w Budapeszcie.
Nie omijają nas święta zza oceanu. Walentynki już się przyjęły, nachalnie promowane Halloween zadomowiło się, ale przegrywa z tradycyjnym dniem Wszystkich Świętych i Zaduszkami. Boże Narodzenie kojarzy nam się z grubym, siwowłosym starcem z długą brodą, ubranym w czerwony strój, przemierzającym świat na saniach ciągniętych przez renifery – św. mikołajem. Jest to postać wymyślona na potrzeby reklam Coca–Coli. Szybko zyskała popularność, stając się komercyjnym symbolem świąt i wielu osobom przesłoniła ich sens. Prawdziwy Św. Mikołaj, biskup Miry, został zapomniany. Nie obchodzimy jeszcze Dnia Dziękczynienia, ale nie jest powiedziane, że w przyszłości to święto nie wywędruje poza USA i Kanadę, o ile oczywiście będą z tym związane korzyści finansowe.
Działalność Wujka Sama powoduje sprzeciw wśród ludności całego świata. Nacjonaliści europejscy również wpisują się w nurt oporu wobec imperialnej polityki USA. W Niemczech corocznie organizowany jest Antikriegstag – demonstracja przeciwko wojnie, kapitalizmowi i globalizacji. Antikriegstag gromadzi ludzi z całej Europy. W innych państwach manifestacje wymierzone są przeciw konkretnym lub potencjalnym przedsięwzięciom Ameryki – tak było np. na Węgrzech, gdzie Jobbik demonstrował pod ambasadą amerykańską przeciw możliwej agresji na Iran.
Nasi żołnierze giną w interesie obcego nam narodu. Płacimy miliardy złotych na wojnę w Afganistanie, podczas gdy w kraju tnie się wydatki na świadczenia socjalne, edukację i służbę zdrowia. Dziś w interesie narodów Europy leży sprzeciw wobec USA. Nie wobec narodu amerykańskiego, ale jego rządu i polityki przez niego prowadzonej. Dla światowego pokoju. Dla obrony naszej tożsamości.
W