wtorek, 26 lipca 2011

Smoleński przebierze się za SS-mana?

Totalniacy z „Gazety Wyborczej” przedstawiają się jako płomienni szermierze wolności i dlatego przez wielu naiwnych ludzi uważani są za liberałów. Oczywiście tacy z nich liberałowie, jak ze mnie chiński mandaryn. Z kim przestajesz, takim się stajesz, a cóż dopiero, gdy ten ktoś jest przełożonym, któremu podwładni muszą jadać z ręki? Nie ma żadnej możliwości, żeby podlegając panu redaktorowi Michnikowi ani zostać, ani pozostać liberałem. „Gazeta Wyborcza” jest żydowską gazetą dla Polaków. Co to znaczy? Na początku okupacji niemieckiej Niemcy zainterpelowali znanego polskiego germanofila Władysława Studnickiego, dlaczego nie pisuje do niemieckich gazet. Studnicki na to, że jak to „nie pisuje”, kiedy przecież pisuje - na przykład do „Das Reich”. Niemcy, że owszem, wiedzą o tym - ale dlaczego nie pisuje do „Nowego Kuriera Warszawskiego”? Studnicki im odpowiedział, że on pisuje do niemieckich gazet dla Niemców, ale nie będzie pisywał do niemieckich gazet dla Polaków. Jaka między nimi była różnica? Taka, że niemieckie gazety dla Niemców przedstawiały niemiecki punkt widzenia jako niemiecki - i to było w porządku - natomiast niemieckie gazety dla Polaków przedstawiały niemiecki punkt widzenia jako obiektywny - a to była nieprawda. Więc „Gazeta Wyborcza” jest żydowską gazetą dla Polaków i żadnych liberałów tam nie ma, ani być nie może. Nie za liberalizm im płacą.
Oto właśnie redaktor Paweł Smoleński próbuje drapować się w kostium szermierza wolności przy okazji wybryku pana Pawła Hajncela, który przebrał się za motyla i w takim przebraniu, podrygując i podskakując próbował dołączyć do procesji Bożego Ciała w Łodzi. Proboszcz parafii, gdzie wybryk miał miejsce, złożył doniesienie do prokuratury, która oświadczyła, że musi zbadać, jakie intencje przyświecały panu Hajncelowi. Redaktor Smoleński uważa, że nie ma czego badać, bo pan Hajncel to wyjaśnił; chciał „zaprotestować przeciwko zawłaszczaniu przez Kościół przestrzeni publicznej”, bo to go „wkurza”. Wprawdzie pan red. Smoleński szczerze przyznaje, że nie odważyłby się pana Hajncela naśladować, ale „zdaje mu się”, że „każdy obywatel polski i każda organizacja ma prawo protestować i stawiać pytania”. Demokracja bowiem - powiada - to orkiestra, w którtej co prawda nie wszyscy mogą tyle samo, ale zagrać wolno każdemu.
Taka deklaracja sprawia wrażenie szalenie liberalnej, ale spróbujmy pana redaktora Smoleńskiego sprawdzić. Oto do obozu w Oświęcimiu co roku przyjeżdżają z Izraela wycieczki i urządzają tam tak zwany „Marsz Żywych”. Jest to bez najmniejszych wątpliwości forma czasowego zawłaszczenia przestrzeni publicznej, z udziałem uzbrojonych izraelskich komandosów, którzy chyba nawet nie pytają tubylczych dygnitarzy o pozwolenie na taką zbrojną obecność, a ponadto - jak dowodzą relacje hotelarzy i restauratorów - nawet dość uciążliwa z powodów obyczajowych.
Wyobraźmy sobie jednak, co napisałaby „Gazeta Wyborcza” - być może nawet piórem samego red. Smoleńskiego - gdyby tak jacyś happenerzy, „wkurzeni” taką ostentacją, przebrali się za SS-manów i otoczywszy kordonem uczestników Marszu Żywych wnosili okrzyki: „Juden raus!” albo „Juden schnell!”? Nietrudno wyobrazić sobie („ten szum, ten krzyk, ten gwałt ja sobie wyobrażam”) ten klangor i lawinę donosów, skoro dziennikarze „Gazety Wyborczej” w rodzaju pana Karola Adamaszka z Lublina zasypują prokuraturę doniesieniami w sprawach znacznie mniejszej wagi. Zatem od razu widać, że ten kostium liberała, w jaki drapuje się pan red. Smoleński, to tylko przebranie, spod którego wygląda znajomy wizerunek totalniaka, próbującego wykorzystać jakichś biednych maniaków do sekowania i obezwładniania znienawidzonego chrześcijaństwa.
Stanisław Michalkiewicz
źródło:
http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2133

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz