poniedziałek, 18 czerwca 2012

# Gen. Petelicki miał startować z list Nowej Prawicy wnajbliższych wyborach.

Najbardziej oczywiste dowody ,iż to było morderstwo:
-najpierw mówiono o kilku ranach postrzałowych ,teraz o jednej.
-w dniu jego 65 urodzin podczas rozmowy w Radiu WNET kilka miesięcy temu ,redaktor życzył mu sto lat ,Generał odpowiedział ,że ma zamiar pożyć nieco dłużej.
-planował startowanie w wyborach z list Nowej Prawicy.

+"Petelicki był na poniedziałek umówiony na podpisanie umowy intencyjnej w sprawie intratnego kontraktu dla swojej firmy. - Miało być to szkolenie antyterrorystów w jednym z państw arabskich. Nie rozumiem tego. On miał dwoje małych dzieci, był bardzo z nich dumny - mówi rozmówca "Gazety"".

+" Ppłk Krzysztof Przepiórka z Fundacji Byłych Żołnierzy Jednostek Specjalnych GROM mówił w Radiu TOK FM: - Szok. Byliśmy od początku w jednostce. Razem z panem generałem zakładaliśmy GROM. Wiele mu zawdzięczam. To on nauczył nas prawdziwej żołnierki, jeśli chodzi o działania specjalne. Był moim dowódcą, szefem - powiedział.

Jak dodał, nie jest przekonany do wersji o tym, że Petelicki sam się zastrzelił. - Nie wierzę w samobójstwo. To jest taki typ człowieka... Twardy facet, nie przejmował się złymi rzeczami, które się zdarzają. Zostawmy wyjaśnienia prokuraturze i policji - mówił w Radiu TOK FM. Ostatnio Przepiórka rozmawiał z Petelickim tydzień temu."

# Najlepszy dowód ,że Gen. Petelicki został zamordowany.

Najlepszym dowodem na to ,iż Generał Sławomir Petelicki został zamordowany lub zmuszony do samobójstwa jest jego wypowiedź w dniu 65 urodzin tego roku ,kiedy w Radiu WNET redaktor życzył mu "Sto lat" ,a Petelicki odpowiedział ,iż ma zamiar pożyć trochę dłużej.

Wystąpienia Generała można wyszukać TUTAJ.

Zobacz też:  http://samodzielniemyslacy.blogspot.com/2012/06/gen-petelicki-mia-startowac-z-list.html

niedziela, 17 czerwca 2012

# Komunikat Ministerstwa Prawdy.


# Szermietiew - Komu przeszkadza Polska.

Jeżeli zgodzimy się na dalszą degradację polskiej szkoły, na ogłupienie kolejnych roczników młodzieży, na ostateczny upadek autorytetu nauczycieli i wychowawców, na zastąpienie wszelkiej dyskusji tanią rozrywką, a głosów rozsądku telewizyjnym bełkotem, to za kilka, może kilkanaście lat okaże się, że nie jesteśmy już u siebie. Dlatego już dzisiaj każdy z nas musi sobie zadać pytanie: co zrobić, aby na to nie pozwolić.

„Myślę, że to, co najlepsze w polskiej historii, to tradycja żydowska w małych miasteczkach wschodniej Polski.
Właściwie interesuje mnie w Polsce wszystko, co było antykatolickie: polska masoneria i okultyści, Jan Potocki i Hoene-Wroński, Mienżyński i Dzierżyński... Oni wszyscy wybrali drogę eurazjatycką.... Trzeba rozkładać katolicyzm od środka, wzmacniać polską masonerię, popierać rozkładowe ruchy świeckie, promować chrześcijaństwo heterodoksyjne* i antypapieskie. ....
Kiedy mówi Pan: "chrześcijaństwo", ma Pan na myśli katolicyzm albo coś analogicznego do katolicyzmu. Tymczasem prawosławie definiuje się jako niekatolicyzm. Jeśli więc katolicyzm to chrześcijaństwo, wówczas prawosławie to niechrześcijaństwo. I na odwrót: jeśli my jesteśmy chrześcijanami, to wy nie jesteście. ... Dlatego nie jest możliwe zjednoczenie prawosławia i katolicyzmu.”
Z rozmowy z Aleksandrem Duginem http://niniwa2.cba.pl/rosja10.htm
Heterodoksja - (gr. ἕτερος i δόξα), nieprawowierność; uznawanie odmiennych poglądów, dogmatów, niezgodnych z obowiązującą w danej religii doktryną wiary.

 
 
Kościół Rzymsko-Katolicki przyjął dogmaty o Niepokalanym Poczęciu NMP i o Wniebowzięciu NMP. Prawosławie te dogmaty odrzuca.
.............................................. 
Przybiera na sile walka z polskością. Polem bitewnym staje się nie tylko polityka międzynarodowa, ale także wewnętrzna; obszar mediów (odmowa przyznania miejsca na tzw. multipleksie dlaTV Trwam), a także szkoły i uczelnie.
Rada Wydziału Prawa KUL w Stalowej Woli przyjęła stanowisko dotyczące protestów w związku z planowanymi przez rząd zmianami w nauczaniu historii.
Dobrym komentarzem do problemu jest artykuł „Tu kiedyś była Polska...”prof. Ryszarda Terleckiego, posła PiS („Nasz Dziennik” 24.04.br.). Polecam ten tekst.

Tu kiedyś była Polska...

Miejscem tego zdarzenia jest wyższa szkoła w średniej wielkości mieście. Zaczyna się wykład dla studentów pierwszego roku politologii. Tematem jest historia Polski XX wieku, z niewielkim wprowadzeniem dotyczącym XIX wieku. Wykładowca wspomina o polskich powstaniach, pyta słuchaczy, czy wiedzą coś na ten temat. Jeden ze studentów - na sali jest około 40 osób - po chwili wahania rzuca: "Powstanie Styczniowe". Wykładowca go chwali: świetnie, a może jeszcze data, jakieś szczegóły? Cisza. Wykładowca zachęca: "Powiedzcie przynajmniej, z kim walczyli Polacy w Powstaniu Styczniowym". Dłuższa chwila milczenia i z sali zaczynają padać zgadywane odpowiedzi: "Z Prusakami?", "Z Niemcami?", "Z Krzyżakami?".
Przypominam: to są studenci pierwszego roku, po szkole średniej, po maturze, zdecydowani studiować politologię, a więc przedmiot, którego podstawą jest najnowsza historia. Na 40 osób nikt nie potrafi odpowiedzieć na - wydawałoby się - proste pytanie. To nie jest zasłyszana historia. To ja byłem tym wykładowcą. Anegdoty o tym, co studenci potrafią wymyślić podczas egzaminu, krążyły od zawsze. Ale były to przypadki wyjątkowe, świadczące raczej o indywidualnych chwilach umysłowego zaćmienia niż o ogólnym poziomie przygotowania młodych ludzi. W ciągu ostatnich lat sytuacja zmieniła się dramatycznie. I nie jest to tylko problem średnich czy małych miast, ale także największych. A jak mówią koledzy z innych uczelnianych wydziałów, bynajmniej nie dotyczy on tylko historii.
Jeżeli student na egzaminie stwierdza, że Jan Paweł II nazywał się Wyszyński (imienia nie potrafi już wykrzesać z pamięci), jeżeli inny, usiłując zlokalizować w czasie "Solidarność", mówi z przekonaniem, że powstała "po wojnie", jeżeli studentka zapewnia mnie, że Armia Krajowa walczyła w I wojnie światowej, to właściwie chciałoby się wyjść z sali, trzasnąć drzwiami i zająć jakimś bardziej pożytecznym zajęciem. Jeżeli student nie potrafi wymienić państw, z którymi sąsiaduje Polska, jeżeli nie zna nazwiska obecnego prezydenta albo nie umie wyjaśnić, na czym polega różnica między rządem a parlamentem, to z bólem trzeba przyznać, że porównując dwa pokolenia wstecz, jego poziom wykształcenia odpowiada wiedzy ucznia ówczesnej piątej, no, może szóstej klasy podstawówki. Komuna fałszowała historię, zakłamywała wiele faktów, ale przynajmniej absolwenci liceum mieli jakieś pojęcie o tym, skąd wzięła się Polska oraz dlaczego uczą się i myślą po polsku.

Urzędowa głupota
Co się stało w ciągu kilkunastu, a szczególnie ostatnich kilku lat, że większość młodych Polaków przestaje rozumieć związek własnego losu z trwałością własnego państwa i poczuciem wspólnoty własnego Narodu? Jak się to stało, że szarlatanom od propagandowej inżynierii udało się wmówić Polakom, że skoro liczy się tylko przyjemność i względny dostatek, to po co zaśmiecać sobie głowę sprawami trudnymi i skomplikowanymi? W świecie, który ogranicza się do "tu i teraz", można nie tylko odrzucić przeszłość, a wykształcenie sprowadzić do rozumienia prostszych zdań w internetowych encyklopediach. Można także zredukować życie do fizjologicznych czynności, a refleksję nad własną egzystencją ograniczyć do pełnego zdumienia okrzyku "ale jaja".
Przez ostatnie cztery lata mogliśmy mieć jeszcze nadzieję, że program edukacyjny minister Hallowej był efektem ciasnego doktrynerstwa (zniszczyć szkoły publiczne, a z oświaty uczynić zyskowny "biznes") lub braku elementarnych kompetencji. Zawzięty upór, aby na złość rodzicom i nauczycielom sześciolatki zapędzić do nieprzygotowanych szkół; systematyczne obniżanie poziomu wykształcenia młodzieży przez forsowanie "nauki pod testy", pozbawiające ją zarówno wiedzy, jak i elementarnych umiejętności; wykoślawianie wychowania poprzez eliminowanie szkolnej dyscypliny i wmawianie rodzicom, że nie chodzi o to, aby szkoła czegokolwiek nauczyła, ale była "przyjazna", a dziecko dobrze się w niej czuło; wreszcie rugowanie nauczania historii, szczególnie najnowszej, a także literatury polskiej, szczególnie jej kanonu romantycznego i pozytywistycznego - tym wszystkim, według powszechnej opinii, zajmowała się pani minister, słusznie uważana za najgorszą polską minister edukacji od dwudziestu lat. Jeżeli do tego dodać chaos rzekomych reform (to samo dotyczy także szkolnictwa wyższego, ale za to odpowiada już inna pani minister) oraz notoryczny brak pieniędzy na kształcenie młodzieży (co powinno być jednym z priorytetów każdej władzy), to dla ratowania polskiej szkoły potrzebna będzie wielka determinacja przyszłego (bo na pewno nie tego) rządu oraz wola zmian, wyrażona przez znaczącą większość wyborców. Nad wysiłkami ministerialnych dyletantów można było załamywać ręce, ostatecznie kilka innych resortów (infrastruktura, zdrowie, obrona) mogło ścigać się o tytuł największego nieudacznika. Ostatnio jednak na postać pani minister popatrzeć można w kontekście wydarzeń, które układają się w logiczną całość. Przecież takie fakty, jak seria prowokacji wobec Marszu Niepodległości, próba wyrzucenia polskiego orła z koszulek sportowej reprezentacji, usunięcie państwowego godła z dyplomów szkół wyższych czy planowanie występu skandalizującej gwiazdy w rocznicę Powstania Warszawskiego - nie dzieją się przypadkowo. Jeżeli projekt utworzenia Muzeum Historii Polski ląduje na dnie ministerialnych szuflad (tym razem ministerstwa kultury), w miastach likwiduje się młodzieżowe domy kultury, a na jedyny w Polsce chór Polskiego Radia (wykonujący dzieła narodowej spuścizny) brakuje pieniędzy, podczas gdy wystarcza ich na rozmaite produkcje pseudoartystycznej szmiry, to można nabrać podejrzeń, że za tym wszystkim kryje się celowa polityka Tuska i jego putinowskiej partii.

Komu przeszkadza Polska
- Przyszedł czas, by powiedzieć Polakom, że muszą wyrzec się swojej polskości - perorował niedawno jeden z politycznych krzykaczy, a przysłuchiwało się temu z aprobatą grono postarzałych działaczy polskiej lewicy. To zdanie, niemal niezauważone przez media, dobrze oddaje program działania politycznego establishmentu, od dwudziestu lat - z niewielkimi przerwami - narzucającego Polakom swoją nietolerancję i sekciarskie uprzedzenia.
Pomysł, aby Polacy mniej wiedzieli i mniej umieli, a tym samym nie byli konkurencyjni na europejskim rynku pracy (pomijając tzw. zmywaki czy stacje benzynowe), nie zrodził się w głowach ćwierćinteligentów z rządzącej partii. Pomysłu, żeby zamiastinwestować w edukację, zajmować się budową boisk i stadionów, nie wymyślił dwór Tuska, towarzyszący mu podczas piłkarskich czy tenisowych rozrywek. Aby stać się wyborcą prawicy, trzeba wysiłku umysłowego, który pozwoli odcedzić fałsz lewicowej propagandy, szerzonej przez większość mediów. Aby zagłosować na Tuska czy Palikota, wystarczy bezmyślnie sączyć piwko przed telewizorem oferującym bezwartościową rozrywkę i dziennikarską chałturę. Dlatego ogólnokształcące liceum trzeba zastąpić kursami rozwiązywania testów, do których kluczem jest przekonanie, że nie warto się uczyć, skoro można - po odpowiednim treningu - odgadnąć wystarczającą pulę zalecanych odpowiedzi. Ale polityczne ubezwłasnowolnienie młodych Polaków, poprzez pozbawienie ich poczucia historycznych związków z poprzednimi pokoleniami, to jeszcze za mało dla komiwojażerów europejskich nowinek. Mniejsze narody mają zniknąć, bo są zawadą dla wielkich narodów. A które są wielkie? Cztery, trzy, a może okaże się, że tylko jeden? Polacy mają być głupsi (ci mądrzejsi powinni wyjechać i szybko się wynarodowić) i ma ich być zdecydowanie mniej (najwyżej 15-20 milionów). Dlatego nie będzie żadnej polityki prorodzinnej i dlatego należy propagować związki "partnerskie" i tym podobne dziwactwa. Polacy są potrzebni Europie jako tani pracownicy, w miarę dobrze mówiący po angielsku lub niemiecku. Ale gdy będzie ich za dużo, to znowu zaczną fantazjować o niepodległości i patriotyzmie. Na to pozwolić im nie można. Czy tylko w Europie pojawiają się takie pomysły? A na Wschodzie? A może akurat w tej sprawie Europie, czyli wielkim Niemcom, będzie łatwo dogadać się z wielką Rosją? Polskę podzieli się na "regiony" (obok separatyzmu śląskiego zaraz pojawi się pomorski czy mazurski), a wschodnie województwa, bardziej oporne wobec "europeizacji", mocniej przywiązane do wiary i głosujące na prawicę, pozwoli się skolonizować przybyszom ze Wschodu. "Stara" Europa znów będzie sąsiadować z "Wielką" Rosją...

Strach przed dumną przeszłością
Gdy już wyprzedaliśmy większość narodowego majątku, postawiliśmy w stan likwidacji polską armię, otworzyliśmy granicę z Rosją i zadeklarowaliśmy w Berlinie, że będziemy oddanym kamerdynerem niemieckich interesów w Europie, pozostało jeszcze zabezpieczyć się na przyszłość, aby za kilkanaście lat kolejne pokolenie, zarażone odradzającym się wirusem patriotyzmu, nie rozliczyło politycznych emerytów Platformy, beztrosko konsumujących nagromadzone majątki. Trzeba więc jeszcze wmówić Polakom, że jako głupsi od Niemców, Francuzów czy Duńczyków muszą pogodzić się z rolą pracowitych "tutejszych", dla których jedyną perspektywą społecznego awansu stanie się wtopienie w obcojęzyczną "klasę średnią". Już tak bywało, kiedy w zaborze pruskim czy rosyjskim drogą do kariery i dostatku było wyrzeczenie się związków z przeszłością i kulturą własnego Narodu.
Jak to osiągnąć na początku XXI wieku? Przede wszystkim trzeba młodym Polakom spłycić i obrzydzić własną historię. Właśnie wkracza to do liceum, które ogólnokształcące będzie już tylko z nazwy, nowy program: historia XX wieku w klasie pierwszej oraz infantylne pogadanki w klasie drugiej i trzeciej (przykładowe tematy tych półrocznych pogadanek, tzw. modułów: Kobieta i mężczyzna; Pieniądz; Swojskość i obcość; Język, komunikacja, media). Licealista już po pierwszej klasie będzie musiał wybrać specjalizację, a jeżeli nie będzie to klasa humanistyczna, jego edukacja historyczna i obywatelska ograniczy się do przypadkowych i nieuporządkowanych ciekawostek zależnych od inwencji nauczyciela. Takie lekcje, traktowane jako michałki, będą okazją do relaksu, ewentualnie odrobienia zadań z przedmiotów objętych specjalizacją. A co wyniesie młody człowiek z rocznego kursu historii najnowszej w klasie pierwszej? Widziałem cztery różne podręczniki przewidziane dla liceów. Trzy czwarte ich objętości zajmują tematy z okresu przed 1945 rokiem, zaledwie jedna trzecia - i to w znacznej części obejmująca historię Europy i świata - poświęcona jest drugiej połowie XX wieku. A to, co się stało w Polsce w 1989 roku i później, zostało wstydliwie sprowadzone do dwóch, najwyżej trzech lekcji. Analiza zawartości tych podręczników to temat na inną okazję. Ale jedno jest jasne: im wydarzenia bliższe naszych czasów, tym uczeń mniej będzie o nich wiedział. Najlepiej, żeby nie wiedział nic. A ministerialni urzędnicy kłamią, że właśnie teraz historia najnowsza została doceniona. Nieprawda. Kształcimy i będziemy kształcić politycznych analfabetów. Zgodnie z dewizą tego rządu: lepiej kopać piłkę, niż myśleć.

Nie pozwolimy
Rządząca dziś koalicja zostawi po sobie kulturalną i edukacyjną pustynię. Zamyka szkoły, likwiduje biblioteki i domy kultury, zabiera fundusze muzeom i teatrom. Według niej, uniwersytety to "biznes", który ma przynosić zysk, a nie troszczyć się o wykształcenie absolwentów. Uczeń to "produkt", kultura to "towar", nauka to kiepski interes, no, chyba że jest to nauka "kombinowania". Ambicją tej władzy jest wyprodukować głupszych od siebie.
 
źródło:  szeremietiew.blox.pl

# Jedne z ostatnich rozmów ze ś.p. Gen. Sławomirem Petelickim.

Zobacz też:  http://samodzielniemyslacy.blogspot.com/2012/06/gen-petelicki-mia-startowac-z-list.html

sobota, 16 czerwca 2012

# Tresura umysłów.

Panuje totalna dyktatura głównego nurtu. Wiele osób dobrowolnie i z chęcią poddaje się miękkiemu totalitaryzmowi - mówi Krzysztof Szczerski, poseł PiS, b. wiceminister spraw zagranicznych, w rozmowie z Dawidem Wildsteinem.

Jesteśmy tuż po przemarszu rosyjskich kibiców przez Warszawę. Nie obyło się bez zadym, prowokacji i symboli komunistycznych. Jak Pan ocenia całą tę sytuację?
Trudno pozbyć się wrażenia, że strona rządowa chce ugrać na przemarszu rosyjskich kibiców swój interes w walce z opozycją. A to przecież politycy z obozu władzy prowokowali i zaogniali emocje związane z pobytem Rosjan i tym meczem. Zaczęło się od skandalicznych sugestii Joanny Muchy w sprawie zmiany hotelu ekipy rosyjskiej zagrożonej rzekomo przez Marsz Pamięci o 10 kwietnia. A potem było już coraz gorzej, aż po dziwne przyzwolenie Hanny Gronkiewicz-Waltz na przemarsz w oderwaniu od przepisów i normalnych procedur prawnych dotyczących demonstracji. Kalkulacja była taka, że ewentualne awantury i zadymy będzie można wykorzystać do ataku na opozycję. Teraz obserwujemy wspólny, medialny front „przepraszania Rosjan za Polaków”. Chodzi o to, by stworzyć dwie grupy – z jednej strony ludzi światłych, zawstydzonych wybrykami nieodpowiedzialnych grup Polaków, a z drugiej – złych kiboli (w domyśle PiS-owskich), których należy wyeliminować z przestrzeni publicznej. Do tych drugich zalicza się wszystkich, którzy nie popierają rządu i stawia się znak równości między nimi i chuliganami. Wpisuje się to zresztą także w obecną od czasów tragedii smoleńskiej opowieść „o konieczności pojednania polsko-rosyjskiego” lansowaną przez „tych światłych”. Ale ponieważ zbudowana jest ona na kłamstwie smoleńskim, to nie może być trwała i w rzeczywistości sprowadza się do kilku kiczowatych gestów służących propagandzie środowisk prorządowych i do walki z opozycją.

Podczas marszu pobito naszego przyjaciela, dziennikarza „Gazety Polskiej Codziennie” Wojciecha Muchę. Zamiast głosów potępienia tej agresji, już widzimy bagatelizowanie sytuacji bądź wręcz atak na Wojtka.
Agresja kibiców rosyjskich w stosunku do dziennikarza łamie tę ustaloną już opowieść, że źli byli Polacy, a dobrzy Rosjanie. Stąd próba zbagatelizowania tego incydentu. Dochodzi do tego też inny aspekt. Rządy Platformy Obywatelskiej to projekt totalny, forma totalitaryzmu w białych rękawiczkach. Wymaga ona absolutnego i ciągłego grania na emocjach. Człowiek, który jest zwolennikiem dzisiejszego obozu władzy, musi mieć na wszystko prostą odpowiedź, jednoznaczną. To jest dobre, a tamto złe. Dziennikarz „Gazety Polskiej Codziennie” nie jest więc po prostu dziennikarzem, ale dziennikarzem złego medium, które należy wykluczyć. Jeśli oberwie, należy się z tego wręcz cieszyć. Jest to ktoś wyjęty spod prawa do bycia pokrzywdzonym – tak samo jak Ewa Stankiewicz. Na swój sposób zresztą analogiczną sytuację widzimy dziś w całej Unii Europejskiej. Tam też panuje totalna dyktatura głównego nurtu. W obu wypadkach wykluczenie dotyka osób, które ośmielają się przeciwstawić głównemu nurtowi interesów i opinii. To smutne i niebezpieczne, bo wiele osób dobrowolnie i z chęcią poddaje się takiemu miękkiemu totalitaryzmowi. Zastępuje on samodzielne myślenie i daje pewność, że w każdej chwili ma się gotową odpowiedź na każdy problem: PiS = zły, główny nurt = dobry. To nieustanna tresura umysłów.

Jak Pan ocenia Euro – nagle się okazało, że w obrębie tej modernizacji ma prawo pojawiać się polska flaga, polski hymn, uczucia dumy narodowej – jak Pan widzi samo Euro? W ciemnych czy jasnych barwach?
Nie należy przesadzać ani z krytyką, ani z zachwytami. Trzeba zrozumieć, że Euro nie zmieni fundamentalnie Polski, czy to w sferze symbolicznej, czy praktycznej. Problem polega na tym, że w Polsce, gdy państwo się zwija, jest coraz słabsze, do fundamentalnej rangi urastają małe rzeczy. Jest to forma kompensacji słabości wspólnoty. Otwieramy jedną, jedyną autostradę – i tym nagle ekscytuje się cały naród. No bo czym innym? Tymczasem Euro 2012 nie jest wydarzeniem, które zmieni zły stan naszego państwa. Budowa stadionów nie jest osiągnięciem cywilizacyjnym. Nie przesadzałbym więc z państwowotwórczą rolą Euro. Tymczasem ostatnio rząd zamiast rządzić, zamienia się w drużynę szalikowców. Faktycznie Euro 2012 wyzwoliło patriotyczne emocje – i bardzo dobrze. Ale tego typu uczucia często cechuje przemijalność, dlatego nie mogą zbudować trwałej wspólnoty. Oczywiście bardzo się cieszę z widoku tylu polskich flag i szanuję tych, którzy kibicują naszej reprezentacji. Ale nie możemy zapominać o naprawdę poważnych sprawach – Polska jest rozkradana, powoli oddawana część po części innym państwom. A jedyne, co nam się oferuje w zamian, to lepki budyń przykrywający to, co ważne. Np. w zalewie informacji o Euro zupełnie zniknął temat Smoleńska i nowych ustaleń w tej materii.

Myśli Pan, że uda się ukryć sprawę tragedii smoleńskiej?
Nie. Wbrew zabiegom polityków PO wszystko wskazuje na to, że sprawa smoleńska coraz bardziej rządowi ciąży. Tragedia smoleńska wciąż za nim podąża, jak cień. Dlatego zresztą kłamstwo rządowe coraz bardziej się potęguje i jest coraz bardziej absurdalne i totalne. To właśnie świadczy o słabości dzisiejszego obozu władzy. Rządzący wiedzą, że istnieje szansa dotarcia do prawdy i są coraz bardziej przerażeni, ich reakcje są coraz bardziej nerwowe. Sytuacja zaczyna przypominać wręcz powieść kryminalną. Żeby przestępca utrzymał swoją opowieść, musi kłamać co do każdego szczegółu. Jeżeli jego wersja zacznie się łamać choć w jednym miejscu, cała opowiastka się posypie. Kłamie więc totalnie, ale prawda wyjdzie na światło dzienne.

Rząd z perspektywy ław opozycji musi wyglądać źle. Ale czy swoista skuteczność rządu nie imponuje Panu?
Platforma oferuje Polakom psychopolitykę, zarządzanie emocjami, PR. Tymczasem mam uczucie, że rząd Donalda Tuska pluje mi, jako polskiemu posłowi, w twarz. Rząd nie informuje mnie o tym, co robi, nie akceptuje żadnych dyskusji czy konsultacji, usiłuje ukryć przede mną jako posłem opozycji swoje działania. Tymczasem dzieją się sprawy fundamentalne dla naszego kraju, a rząd unikając informacji na ten temat, po prostu łamie prawo. W UE następuje zmiana reguł gry. Coraz wyraźniejsza staje się tendencja do tworzenia federacji na wzór spółki, w której bogatsze kraje (szczególnie Niemcy) będą mogły kontrolować politykę słabszych i biedniejszych państw, czyli brutalnie wkraczać w ich suwerenność. Rodzi się wizja Unii hierarchicznej – w której silniejsze państwa kontrolują słabsze i za nie decydują. Dzisiejszy układ rządzący Polską akceptuje tę nową wizję UE, mimo że jej konsekwencją będzie marginalizacja Polski. Rząd Rzeczypospolitej ukrywa więc ten proces przed obywatelami, ukrywa akceptację dla wspomnianych antydemokratycznych przemian, oszukując Polaków i bojąc się zapytać o ich opinię.

W poniedziałek będzie rocznica urodzin Lecha Kaczyńskiego. Jak ocenia Pan postać tego polityka w kontekście dzisiejszej polityki?
Naszym szczęściem jest to, że Polska ma swoich bohaterów, do których może się odwoływać. Nie jest tak, że cała polska polityka to działania ludzi z „nocnej zmiany”, spod znaku Donalda Tuska i jego koleżków. Dziedzictwo Lecha Kaczyńskiego jest aktualne – pozostaje dla nas wyzwaniem, konkretnym projektem politycznym. Trzeba pamiętać o myśli państwowej śp. Prezydenta, która powinna stać się dla nas drogowskazem politycznym. Dzisiejszy stan Polski nie wynika bowiem z tego, że tak akurat mielą koła historii, ale z konkretnych błędów niekompetentnego rządu. Można je odwrócić, gdy powrócimy do władzy i zrealizujemy zobowiązanie wobec śp. Prezydenta. Polska ma potencjał i znowu będzie wielka.

# Kolejne "samobójstwo" ,tym razem Gen.Petelicki.


Generał Sławomir Petelicki, pierwszy dowódca GROM, nie żyje. Jego ciało, z ranami postrzałowymi znaleziono w sobotę w garażu na warszawskim Mokotowie. Najprawdopodobniej popełnił samobójstwo.
Jak nieoficjalnie dowiedziała się PAP ze źródeł zbliżonych do służb, wiele wskazuje na to, że generał mógł popełnić samobójstwo
Mogę potwierdzić jedynie, że otrzymaliśmy zgłoszenie od członków rodziny o znalezieniu zwłok mężczyzny. Na miejscu są policjanci i prokuratorzy. Wyjaśniamy wszystkie okoliczności tej śmierci - powiedział PAP rzecznik komendanta stołecznego policji mł. insp. Maciej Karczyński.
Więcej informacji podaje radio RMF FM. Według rozgłośni, generał Sławomir Petelicki popełnił samobójstwo, którego powodem mogły być sprawy rodzinne.
Stacja podaje, że w garażu znaleziono łuskę i pistolet, z którego padł strzał w skroń.
Na miejscu są policjanci i prokuratorzy.
Sławomir Petelicki był twórcą specjalnej jednostki polskiej armii GROM i jej pierwszym dowódcą.

Źródło: PAP
==============================================================
 Komentarze:
"Petelicki głośno mówił w wywiadach, że oddanie Ruskim śledztwa Smoleńskiego to skandal. Opowiadał o oficerach NATO z którymi rozmawiał w Brukseli, że są oburzenie i skonsternowani takim działaniem Tuska. Czyżby dowiedział się od nich za dużo?"
" Gen. Petelicki ujawnił, że zaraz po katastrofie do polityków PO rozsyłane były wiadomości SMS z instrukcją, w jaki sposób mają się wypowiadać na ten temat. Petelicki oświadczył w mediach, że takiego SMS-a otrzymał od jednego z polityków Platformy, a autorami wiadomości były najważniejsze osoby w PO.
SMS, którego otrzymali czołowi politycy PO brzmiał tak: „Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił"."
" Czas wyboru samo bójstwa, też nie przypadkowy, przed ważnym meczem Polski."