Fakt zalozenia przez niego bloga umozliwil ludziom kontakt z nim,wprawdzie pisalem juz z nim maile ale byla to niezbyt chętnie przez niego stosowana metoda komunikacji.
Dzięki blogowi mialem okazje go lepiej poznać i szczególnie po tym co zrobil ostatnio zmieniłem zdanie na gorsze.
Generalnie jego wiedza i wypowiedzi są bardzo zbliżone do wiedzy i wypowiedzi naszej stałej czytelniczki Mayi ,a ta wiedze ma sporą. Przyznam ,ze zainteresowal mnie stwierdzeniami o Bialych zródlach wszelkich znaczacych cywilizacji Azji i Afryki. O Egipcie wiemy wszyscy jednak o Sumeryjskiej ,czy Chińskiej (i kilku innych) muszę poczytać.
Poróżniliśmy się w momencie kiedy na mój wpis nt. Genetyki Europy odpisał "Napisałeś to by wkurzyć Niemców prawda? Proszę ,nie rób tego.". Po tym zmienił temat kilka razy choć powtarzałem ,ze nie bylo to moim zamiarem ,aż w końcu doszliśmy do miejsca gdzie stwierdzil ,ze to Polska rozpętała II WŚ
a moje oburzenie tak ignoranckimi wypowiedziami odpowiedzial ,ze traktuje to zbyt emocjonalnie i nie da się ze mną dyskutować. Potem na inny wpis nt.religii naturalnych Europy odpisałem dwukrotnie odnosząc się do teorii zawartych w mym felietonie "W poszukiwaniu Neandertalskiej Wedy" ,a ten oba wpisy ,zupełnie neutralne i o wartościowej ,wnoszącej wiele do dyskusji toczącej sie na jego blogu ,skasował. Nie chce mi się sprawdzać ,ale pewnie wszystkie poprzednie wpisy również.
Nie ,nie mogę go nazwać z czystym sumieniem neonazistą ,bo nim nie jest pomimo ,iż Hitlera nazywa "Boską dobrocią" (sic!) i twierdzi ,ze to Polska jest winna II WŚ. Gdy napisałem iż Afganistan wywołał wojnę z Rosją ,a Irak ze Stanami dokładnie w taki sam sposób ,nie odpisał. Okazał jednak małość gdy skasował te najbardziej wartościowe wpisy ,które coś wnosiły ,a nie byly jedynie afirmacja jego pogladów i osoby. Nadal wiele jego artykułów uważam za wartościowe ,choć niektóre aż bolą od propagandy ,Np.jeden z wpisów o chrześcijaństwie gdzie twierdzi jakoby pierwsi chrzescijanie byli anty-Rzymskimi (a więc anty-Białymi) terrorystami którzy porywali dzieci i je zjadali. Nie podaje nawet ,żadnych źródeł choć wiele osób go o nie pod tym wpisem prosiło.
Nie chce mi się wierzyć w te jego opowiesci o swej wrażliwości. Przynajmniej nie w kontekście relacji międzyludzkich.
Może i nie taki wilk (Varg) straszny jak go malują ,ale na pewno mniejszy niż maluje siebie.
EDYCJA: no proszę teraz z komentarzy na blogu Varga dowiedzialem sie ,iż Polska nie tylko zaczela IIWŚ ,ale jest zakałą Europy bo broniła żydów i knula z Anglia przeciw pokojowo nastawionym niemcom. Pisal to wprawdzie ktoś innym ,ale Varg pomimo,ze prosil o bardziej dyplomatyczny sposób pisania ,zgodzil sie z tym wszystkim. Również dwóch Ukraińców gadalo na rusków i Polaków. To trochę przykre ,ze anty-polonizm jest tak powszechny i bezpardonowy (wina nie-rządu który na wszystko wszystkim pozwala) i to został zbudowany na kłamstwach. Wszyscy do urn i na RN glosowac ,zachód będzie jeszcze nam zakalom Europy lizal buty bysmy ich przyjeli ,gdy beda uciekac przez muzulmanska większością.
niedziela, 4 sierpnia 2013
czwartek, 1 sierpnia 2013
# Kupił 7-latka i nagrywał jego molestowanie.
60-letni homoseksualista i pedofil, który jest odpowiedzialny
za rozpowszechnianie w homoseksualnych kręgach dziecięcej pornografii z
udziałem swojego przybranego synka został aresztowany.
Został schwytany przez policję w Mediolanie po rocznych poszukiwaniach. Trzy lata temu Włoch zabrał go z Tajlandii. Twierdził, że to jego własny syn, urodzony ze związku z Tajką.
Pedofil został aresztowany pod zarzutem produkcji i rozpowszechniania dziecięcej pornografii wśród homoseksualistów. Główny śledczy podejrzewa, że Tajlandczyk był wykorzystywany seksualnie przez przybranego ojca.
60-latek był już aresztowany w Tajlandii, gdzie policja zatrzymała go, bo miał poszukiwać możliwości kontaktów seksualnych z małoletnimi. Został jednak zwolniony. Wkrótce kupił młodego chłopca, którego przewiózł do Europy dzięki fałszywym papierom, które wyrobił sobie w Tajlandii.Podczas przeszukania domu pedofila we Włoszech, znaleziono duże ilości materiałów z homoseksualną pornografią.
HK
źródło: narodowcy.net
Został schwytany przez policję w Mediolanie po rocznych poszukiwaniach. Trzy lata temu Włoch zabrał go z Tajlandii. Twierdził, że to jego własny syn, urodzony ze związku z Tajką.
Pedofil został aresztowany pod zarzutem produkcji i rozpowszechniania dziecięcej pornografii wśród homoseksualistów. Główny śledczy podejrzewa, że Tajlandczyk był wykorzystywany seksualnie przez przybranego ojca.
60-latek był już aresztowany w Tajlandii, gdzie policja zatrzymała go, bo miał poszukiwać możliwości kontaktów seksualnych z małoletnimi. Został jednak zwolniony. Wkrótce kupił młodego chłopca, którego przewiózł do Europy dzięki fałszywym papierom, które wyrobił sobie w Tajlandii.Podczas przeszukania domu pedofila we Włoszech, znaleziono duże ilości materiałów z homoseksualną pornografią.
HK
źródło: narodowcy.net
# Włoski komunista maluje po Białostockich blokach.
Propaganda i kreowanie Białegostoku, jako centrum rasizmu trwa w najlepsze. Ale nie o tym dzisiaj rzecz.
,,Against racism poland
(niestety autorowi nie chciało się już napisać ,,Polska'' z wielkiej
litery, z należytym dla nas szacunkiem) – Tak obwieścił Światu na
profilu społecznościowym, swą ,,artystyczną'' wyprawę na białostocki
front walki z ,,rasizmem'' pewien Włoch, który przybył do Białegostoku
wraz ze swoją Dziewczyną by tworzyć, mocno osławiony już,
antyrasistowski mural.
Kim jest Francesco, który jak sam mówi w rozmowie z TVP, przyjechał do Polski by ,,jego działania dały do myślenia ludziom w Polsce?'' Oficjalnie media ukazują jedynie sympatycznego, młodego człowieka, który kreuje się na ,,ulicznego artystę'' dzielnie ukazującego swój wojowniczy tatuaż z pięściarzem oraz podpisem ,,zwalczaj rasizm''. Tak się jednak składa, iż twórczość Włocha, który maluje po polskich blokach celem ,,dawania do myślenia'', nie zamyka się ściśle w tematyce antyrasistowskiej.
Z ciekawości postanowiłem zapoznać się bliżej z twórczością osoby, która stała się kolejnym symbolem walki całej Polski, a nawet już Europy, z ,,rasistowskim i zacofanym'' Białymstokiem. Otóż niosący nam swoje multikulturowe przesłanie artysta, chociaż w Polsce się jakoś tym nie chwalił, nie stroni od promowania czerwonych zbrodniarzy, mających krew na rękach milionów ludzi na Świecie. Każdy, kto odwiedzi profil ,,Cheko's art'' na portalu facebook, może z łatwością przekonać się, jak idee promuje na swojej stronie Francesco. Obok czerwonych gwiazd, widzimy między innymi: Marksa, Lenina, czy lewackich zbrodniarzy pokroju Che Guevary.
Szkoda, że media nie wiedziały o tym wcześniej i nikt nie zadał ,,artyście'' pytania, dlaczego wśród swoich prac promuje ludobójców oraz ikony komunizmu – idei, odpowiedzialnej za śmierć niemożliwej do określenia liczby Polaków, z elitą Narodu na czele. Szkoda, że właśnie taki ktoś, przyjechał do Białegostoku ,,dawać nam do myślenia'', szkoda, iż jest witany przez prezesa Spółdzielni z wielkim entuzjazmem oraz promowany w mediach. Szkoda, że artyści promujący na swoich profilach komunistów, obwieszczają Polsce i Europie rozpoczęcie walki z ,,polskim rasizmem".
O Białymstoku zatem znów jest głośno w całej Polsce. Jednak, jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić, nie za sprawą tradycyjnych wartości, pięknych zabytków i okolicy, tylko domniemanego ,,centrum rasizmu'', do którego należy ściągać posiłki z tolerancyjnego Zachodu, bo być może one dadzą ,,coś do myślenia'' miejscowym. Powstaje również pytanie, czy projekt muralu był konsultowany z mieszkańcami osiedla, czy może z góry uznano, że ,,rasistowscy mieszkańcy Białegostoku'' nie mają nic do gadania?
Kończąc: Czy jeżeli ktoś podważy wartość artystyczną muralu, bądź powie głośno, że nie zgadza się na multikulturalizm w wydaniu Zachodnim, zauważając przy tym negatywne skutki ekonomiczne, turystyczne, edukacyjne oraz społeczne ,,antyrasistowskiej'' nagonki na Białystok, nie zostanie okrzyknięty współwinnym negatywnych incydentów?
Pytam, ponieważ czas to głośno powiedzieć: Białystok jest przyjaznym miastem, w którym ludzie czują się bezpiecznie i większość nie zamierza stąd wyjeżdżać. Nie uważam mieszkańców miasta za rasistów, którym należy ,,dawać do myślenia''. Uważam zaś, z całym przekonaniem, iż prawa do takich pouczeń nie ma ktoś, kto promuje najbardziej zbrodniczy system w dziejach Świata.
Na zakończenie: Portret Mao, komunistycznego dyktatora odpowiedzialnego za śmierć milionów Chińczyków, na profilu publicznym artysty, który ,,zaszczycił'' Białystok swoją twórczości:
źródło: czasbialegostoku.pl/narodowcy.net
Adam Andruszkiewicz
wtorek, 30 lipca 2013
# Nietzsche na dziś -1
Zda się,że do ras łacińskich przywarł ich katolicyzm o wiele istotniej niźli do nas ludzi północnych całe chrześcijaństwo w ogóle,że więc niewiara oznacza w katolickich krajach coś całkiem innego niż w protestanckich, mianowicie rodzaj rokoszu przeciw duchowi rasy ,gdy u nas jest ona raczej powrotem do ducha (lub bezducha) rasy. My ludzie północni pochodzimy niewątpliwie od ras barbarzyńskich także ze względu na nasze uzdolnienie do religii: nie celujemy w niej zdolnościami.
- Fryderyk Nietzsche (Nicki)
'Poza dobrem i złem'
- Fryderyk Nietzsche (Nicki)
'Poza dobrem i złem'
poniedziałek, 29 lipca 2013
# Genetyka ,a historia Europy. - WAŻNE!!!
Winicjusz Kossakowski – Gdzie podziali się Germanie?
Artykuł pod tym tytułem opublikował Analityk. Autor zaznacza że, dane do opracowania są z „Distribution of European Y- chromosome DNA ( Y-DNA) haplogroups by country in percentage”.
Autor razem z naukowcami germańskimi szuka Haplogrupy chromosomu Y dla narodów uważanych za Germanów.Niżej ważniejsze cytaty z opracowania pana Analityka.
HAPLOGRUPA R1a
Poznawanie haplogrup zacznijmy od chyba dla nas najciekawszej, bo nosi ją ponad 50% obywateli naszego kraju, jak i krajów sąsiednich. Mutacja pojawiła się około 21 tys. lat temu na terenach południowej Rosji. Na naszych terenach jej przedstawiciele to kultura ceramiki sznurowej 3300 – 2500 lat p.n.e. Ekspansja tej haplogrupy związana jest z udomowieniem konia na stepach Eurazji. Ludność ta była na tyle ekspansywna, że dziś stanowi ponad 20% populacji tak oddalonych obszarów jak zachodnia część Skandynawii i Islandia. Należy dodać, że 80% populacji najwyższych kast w Indiach jest posiadaczką tej haplogrupy.
HAPLOGRUPA R1b
Mówiąc o tej haplogrupie należy wspomnieć dzieje Europy z okresów V – VIII w. Dotychczasowa historia opisywała ten czas jako ekspansję ludów germańskich, które spychały Celtów na tereny dzisiejszej Brytanii, Walii, Szkocji. Ale porównajmy te informacje z częstotliwością występowania haplogrupy R1b na tych terenach. O ile w krajach dziś uważanych za germańskie(Niemcy, Austria, Szwajcaria) haplogrupa R1b występuje u 40 -50% mieszkańców, o tyle w Irlandii, Szkocji, Walii, zachodniej Francji, gdzie mówimy o potomkach Celtów, występuje ona u około 80% mieszkańców. To grupa ewidentnie skojarzona z Celtami. I co ciekawe, jest to haplogrupa młodsza od R1a, bo pojawiła się około 20 tys. Lat temu w okolicach Morza Kaspijskiego i centralnej Azji.
HAPLOGRUPA I 1
Jako pre – germańską haplogrupę niektórzy chcą określić haplogrupę I 1. Haplogrupa I, jest to najstarsza haplogrupa Europy, występowała z bardzo dużym prawdopodobieństwem u przeważającej większości ludzi z Cro – Mangan. Tak samo najstarsze budowle megalityczne tworzyli ludzie z tą haplogrupą. Później, między 10 a 5 tys. lat temu w Jutlandii i Skandynawii wyizolowała się z niej haplogrupa I1. Jest to grupa dziś stosunkowo nieliczna. Praktycznie nosi ją 30 – 40% ludności w środkowej Skandynawii i na Islandii. W krajach przez historie określanych jako germańskie występowanie I1 odnotowuje się w zakresie 10 – 20% . Nie ulega wątpliwości, że to lokalna , skandynawska i stara mutacja mająca niewielkie znaczenie w dzisiejszej Europie i na pewno nie byli to ci Germanie, którzy mogliby podbijać rozwinięte cywilizacje takie jak Cesarstwo Rzymskie.
GDZIE SĄ WIĘC „CI” GERMANIE?
Powyżej przedstawiony sposób rozumowania i uzyskane wartości wskazywały by wyraźnie, że nie było migracji ludów germańskich do Europy. Ludy jakie przywykliśmy określać plemionami germańskimi to przemieszana ludność skandynawska I1, słowiańska R1a i celtycka R1b, którą połączyły wspólne interesy, wspólnota zamieszkiwanych terenów i wreszcie wspólny wódz, który poruszył ich do parcia na Rzym.
Jednak oddajmy głos obrońcom tezy, że Germanie wywodzą się od potomków starej europejskiej haplogrupy I1, której nosiciele zostali zastąpieni R1b. Jakie mają argumenty?
Po pierwsze – poligamia.
Mężczyzna o wyższym statusie społecznym miał szansę spłodzić dzieci
z większą liczbą kobiet. Indoeuropejczycy którzy wnieśli do Europy zarówno udomowionego konia, jak i brąz, musieli uzyskać wyższy statut materialny nad autochtoniczną ludnością z grupy I1, co zapewniało im więcej potomstwa. Po drugie w wyniku walk ginęli mężczyźni lokalnych ludów (gorzej uzbrojeni i mniej waleczni), co w połączeniu z tym, że w grupie najeźdźców było zwykle więcej mężczyzn niż kobiet, tworzyło sytuację, w której po inwazji rodziło się więcej dzieci przybyszów niż dzieci ocalałych autochtonów. Po trzecie wskazują , że posiadacze R1b mogą wykazywać się większą predyspozycją do płodzenia chłopców w porównaniu do I1. O sukcesie rozprzestrzeniania się haplogrupy chromosomu Y decyduje sprawność plemnika w stosunku do niosącego chromosomu X u mężczyzn z hapologrupą I1, prawdopodobieństwo spłodzenia potomka męskiego byłoby mniejsze niż u nosicieli R1b.
Ta linia obrony Skandynawii jako kolebki Germanów wykazuje, że I1 zarówno pod względem możliwości przekazywania genów, jak i cywilizacyjnym była recesywna. Tak więc ludność nosząca ten chromosom nie mogła być terytorialnie ekspansywna, czym wykazały się w historii ludy zwane Germanami.
Jednak, jakby nie patrzeć , to sukces tzw. ludów germańskich to okres, w skali genetyki, stosunkowo niedługi. Ostatecznie to niewiele ponad tysiąc lat. Tak więc ludami, które w historii zapisały się jako ludy germańskie były połączone wspólnym interesem ludy niosące mutacje I1, R1a, R1b, czyli Skandynawowie, Słowianie i Celtowie z dzisiejszym udziałem w populacji (20% – 20% – 40%).
A KIM SĄ POLACY?
W roku 2009 w haplogrupie R1a1 odnaleziono kolejne mutacje wyodrębniając ciekawą dla nas haplogrupę R1a1a7, której wiek określono na 10,7 tys. Lat. Patrząc na rozkład w populacjach genetycy stwierdzili, że najwięcej przedstawicieli tej grupy mieszka w centralnej, a później w południowej Polsce. Stąd przyjmuje się, że właśnie w Polsce 10,7 tys. Lat pojawiła się mutacja, której posiadacze co najmniej od tego czasu zamieszkują tereny dzisiejszej Polski, stąd ta mutacja rozprzestrzeniła się na zewnątrz m. in. Na Bałkany, do Grecji, na Kretę, gdzie występuje u 2-3% populacji. Prowadzone badania antropologiczne kultur zamieszkujących Polskę zdają się to potwierdzać.
UGROFINOWIE
Haplogrupa N1c1 pojawiła się 12 tys. Lat temu w Syberii. Przyniesiona do Europy przez lud stepowy. Najczęściej występuje w Finlandii 58%, w Estonii 34%, Węgry 1%. U Węgrów współczesnych grupą dominującą jest R1a od 32% do 60%, czyli mutacja słowiańska. Jeden procent Madziarów zdominował ludność słowiańską i narzucił jej swój język.
Opierając się na tym wynaturzeniu, szukał bym odpowiedzi na tytułowe pytanie:
„Gdzie podziali się Germanie ?”
Skąd język germański w środku Europy?
W tym miejscu musimy oderwać się od genetyki. Tadeusz Miller w pracy „3 tysiące lat państwa polskiego”, zamieścił mapkę wędrówki plemion germańskich wraz z opisem.
Wg uczonego niemieckiego Fressela, Germanie mieszkali pierwotnie w Azji w okolicach Samarkandy. Stąd przez stepy nadkaspijskie, wyżynę wschodnioeuropejską, Wałdajską dotarli nad Bałtyk. W dalszej wędrówce z brzegów zatoki fińskiej przedostali się po lodzie na wyspy Alandzkie a następnie przez Zatokę Botnicką – na Półwysep Skandynawski. W okolice Sigtuny, Upsali i Birki, które stały się ich nowym miejscem osiedlenia. W VI w. przed narodzeniem Chrystusa próbowali zasiedlić północną część półwyspu Weneckiego, dziś nazwanego Jutlandzkim, łącząc się z miejscową ludnością słowiańską rozpoczęli wyprawy na Europę Zachodnią. Byli cenieni za doświadczenie wojenne i organizacyjne. Korzystali z ich pomocy militarnej książęta słowiańscy i legiony Rzymu. W czasie rozpadu Cesarstwa Rzymskiego nastąpił bunt w armii. Poszczególni dowódcy wykrajali z imperium niewielkie tereny i tworzyli własne księstwa. Z kolei ich koledzy, silniejsi militarnie, zagarniali je pod swoją komendę. Ostatecznie razem ruszyli złupić Rzym. („Imperia i barbarzyńcy migracje i narodziny Europy” – Peter Heather).
Nowo utworzona religia, wzorowana na powszechnie wyznawanym Mitraizmie (odłam z religii Zaratustry) Edyktem Mediolańskim z 313 r. miała za zadanie scalić narody imperium w jeden monolit z podstawowym prawem nadającym moc cesarzowi: „Władza pochodzi od Boga”.
Cesarz popełnił podstawowy błąd, zatrudniając do pracy w Nowym Kościele, na stanowiskach kapłanów, usłużnych Judejczyków. Wkrótce to się zemściło i imperium przestało istnieć. W czasie marszu na Rzym zbuntowanych wojsk zaciężnych zwanych braćmi i przyjaciółmi (germanus) , chrześcijanie służyli im pomocą. Rzym zdobyła armia składająca się z 10 tys. buntowników. Miejscowa hierarchia kościelna zwęszyła w ty własny interes – „Władzę nad całym imperium pod zmienioną nazwą”.
Przyjaciołom i braciom oddano władzę cywilną zostawiając sobie „władzę boską”, czyli mianowanie Cesarzy Rzymskich Narodu Niemieckiego, podczas naprędce wymyślonych rytuałów koronacji i wyświęcania. Cesarz stał się zbrojnym ramieniem Nowego Kościoła, którego armię skierowano na „nawracanie” Słowian.
Powszechnie wiadomo, że założycielami miasta Rzymu i pierwszego państwa na półwyspie byli Etruskowie. Z ostatnio odczytanych zabytków wynika, że Etruskowie posługiwali się językiem słowiańskim, to oni Słowian mieszkających pomiędzy Wisłą i Renem uważali za braci i tak ich nazwali – po łacinie „germanus”. Tak wynika z logicznego rozumowania. Nazwa ta pojawiła się w dziele Tacyta, którego jedyny egzemplarz został odnaleziony w opactwie Hersfeld w Niemczech z którego, jak złośliwi twierdzą – „Jeszcze atrament nie wysechł” i w 1456 roku przeniesiony do Włoch.. W IX wieku n.e. Cesarz Porfirogeneta zostawił wiadomość, że Germanie (bracia) mówili językiem słowiańskim.
Nowo utworzona mieszanka etniczna ze zbuntowanych najemników składających się ze Słowian, Skandynawów i miejscowej ludności celtyckiej, dostała zaszczytne miano „Braci” po sprzymierzeńcach słowiańskich.
Kim byli ci, którzy przynieśli język zwany współcześnie germańskim?
Ich haplogrupy szukałbym wśród kilkuprocentowych mutacji współczesnych Germanów. Może warto poszukać genetycznego materiału porównawczego w okolicach Samarkandy, jak sugeruje niemiecki uczony Fressler. Mogło się powtórzyć wynaturzenie, jak w przypadku Madziarów.
Oczekuje wdzięczności za konstruktywną podpowiedź od współczesnych Germanów, których braćmi, za ich wybryki w Europie, nikt nie chce nazywać. – No, może ostatnimi czasy – „nasi”.
Jeszcze jedno spostrzeżenie. W zabytkach odnalezionych w Priwlitz jest tabliczka z brązu z wyrytym aktem małżeństwa opisanym alfabetem greckim wymieszanym z runami słowiańskimi. Treść napisu: Berofiej Barbara i anglik Soosnow Bik – Kemekeiaam (str 183 „Polskie runy przemówiły”, wydanie z 2012 roku). Znaczenia słowiańskiego słowa Bik należy szukać w słowniku etymologicznym A. Brucknera . Czasownik kemekejam kojarzę z klemą służącą do spinania. Zatem nie związek małżeński od związania a spinanie od klemy. Proszę zwrócić uwagę, Anglik miał imię i nazwisko słowiańskie. Zabytek pochodzi z ery przedchrześcijańskiej o czym świadczy krzyż ośmioramienny. Czy przypadkiem Anglicy nie byli kiedyś Słowianami ?
Za tym pytaniem podąża następne. Czy inne plemiona uważane dzisiaj za germańskie nie są z pochodzenia i języka plemionami słowiańskimi?
Winicjusz Kossakowski
Źródło: http://bialczynski.wordpress.com/2012/07/31/winicjusz-kossakowski-gdzie-podziali-sie-germanie/Nasi młodsi bracia Germanie
Jeśli ktoś nie ma czystej miłości w sercu, otwartości i radosnej Słowiańskiej duszy – proszę niech tego nie czyta.
Jak wskazują badania genetyczne genotyp skandynawskich germanów pojawił się ok. 3000lat temu. Co o nich wiemy?
Uważa się, że do początków IV w. n.e. używano stosunkowo jednolitego języka pragermańskiego, którego początki owiane są tajemnicą. Uważa się, że język ten powstał w wyniku nawarstwienia się późnych dialektów praindoeuropejskich na bliżej nieokreślony substrat języków uraloałtajskich, co wydaje się przekonywujące. Wskazuje na to fakt występowania we współczesnych językach germańskich dużej liczby słów nieindoeuropejskiego pochodzenia – zwłaszcza tych związanych z morzem i żeglugą. Tak
więc początek Germanom dała jakaś grupa Słowian w połączeniu z ludami północnymi nieindoeuropejskiego pochodzenia. Jak wiemy Słowianie pierwotnie zamieszkiwali głównie ogromne obszary lądowe, jeśli więc jakaś grupa Słowian we wczesnym okresie ok. 5 tys lat temu zawędrowałaby na tereny Skandynawii, które to tereny uległy izolacji w wyniku ochłodzenia, jakie zaczęło się w tym okresie, nie posiadałaby określeń związanych z morzem i żeglugą, przez co zmuszona byłaby przejąć tego typu określenia od
miejscowych ludów. Łącząc się z miejscową ludnością naturalnym było przenikanie się języków, w wyniku czego ukształtował się i rozwinął w izolacji nowy język czyli pragermański.
Zarówno kultura materialna jak i duchowa Słowian znacznie przewyższała kulturę prymitywnych ludów autochtonicznych, przez co przyjęli oni tę kulturę – jak działo się to wszędzie – wnosząc do niej swoje pierwiastki, co stało się początkiem kultury pragermańskiej. Dalej kultura ta rozwijając się w izolacji przyjęła formę jaką poznaliśmy kiedy Germanie około początków naszej ery zaczynają pojawiać się na kartach historii.
Niewątpliwie kultura i wierzenia Germanów mimo okresu izolacji
pozostała na tyle zbliżona do pierwotnej Słowiańskiej, że kiedy nasi
młodsi bracia zaczęli powracać byli przyjmowani przez Słowian jako
krewniacy, co zachowało się w dawnych językach germańskich, w których
słowa przyjaciel, towarzysz były synonimami określającymi północnych
Słowian. Potwierdza to również przyjacielski charakter wczesnej wędrówki
dawnych Germanów przez ziemie Słowian. Kultura Germanów, ich mentalność
i religia mimo Uważa się, że do początków IV w. n.e. używano stosunkowo jednolitego języka pragermańskiego, którego początki owiane są tajemnicą. Uważa się, że język ten powstał w wyniku nawarstwienia się późnych dialektów praindoeuropejskich na bliżej nieokreślony substrat języków uraloałtajskich, co wydaje się przekonywujące. Wskazuje na to fakt występowania we współczesnych językach germańskich dużej liczby słów nieindoeuropejskiego pochodzenia – zwłaszcza tych związanych z morzem i żeglugą. Tak
więc początek Germanom dała jakaś grupa Słowian w połączeniu z ludami północnymi nieindoeuropejskiego pochodzenia. Jak wiemy Słowianie pierwotnie zamieszkiwali głównie ogromne obszary lądowe, jeśli więc jakaś grupa Słowian we wczesnym okresie ok. 5 tys lat temu zawędrowałaby na tereny Skandynawii, które to tereny uległy izolacji w wyniku ochłodzenia, jakie zaczęło się w tym okresie, nie posiadałaby określeń związanych z morzem i żeglugą, przez co zmuszona byłaby przejąć tego typu określenia od
miejscowych ludów. Łącząc się z miejscową ludnością naturalnym było przenikanie się języków, w wyniku czego ukształtował się i rozwinął w izolacji nowy język czyli pragermański.
Zarówno kultura materialna jak i duchowa Słowian znacznie przewyższała kulturę prymitywnych ludów autochtonicznych, przez co przyjęli oni tę kulturę – jak działo się to wszędzie – wnosząc do niej swoje pierwiastki, co stało się początkiem kultury pragermańskiej. Dalej kultura ta rozwijając się w izolacji przyjęła formę jaką poznaliśmy kiedy Germanie około początków naszej ery zaczynają pojawiać się na kartach historii.
pokrewieństwa i niewątpliwych podobieństw różniła się od Słowiańskiej, czego wyrazem jest np. postać Thora i Odyna.
Odyn był najwyższym z bogów nordyckich – bóg wojny i wojowników, bóstwo mądrości, poezji i magii. Thor syn Odyna, drugi z najważniejszych Bogów - Bóg burzy i piorunów, bóg sił witalnych, bóg rolnictwa, patron ogniska domowego i małżeństwa. Ci dwaj nordyccy Bogowie byli odbiciem dwu aspektów słowiańskiego najwyższego Boga znanego pod przydomkiem Swarożyca, którego innym odbiciem u ludów Grecji był Zeus. Nic więc dziwnego, że Germanie widzieli w Swarożycu i jego różnych aspektach Thora i Odyna,
zaś Słowianie w Odynie i Thorze widzieli Swarożyca. Tym niemniej Słowiański Swarożyc był Bogiem zdecydowanie bardziej przyjaznym i bliskim ludziom niż jego Germańskie odpowiedniki. Panteon Słowiański również różnił się od panteonu Germanów, jednak był on na tyle zbliżony, że i jedni i drudzy dostrzegali to podobieństwo i w Bogach przyjaciół dostrzegali aspekty swoich Bogów. Tym niemniej każdy z tych ludów kładł nacisk na zupełnie inne aspekty i inaczej je pojmował, inny był też stosunek tych
ludów do swoich Bogów i inna mitologia.
Bogowie skandynawscy byli surowi i mroczni jak klimat w jakim żyli ich wyznawcy, inne też stawiali wymagania swoim dzieciom, niż Słowiańscy Bogowie, którzy kochali swój lud, byli mu bliscy i troszczyli się o nich obdarzając ich dobrami w pięknym, o wiele łagodniejszym i przyjaznym klimacie słowiańszczyzny.
Bogowie skandynawscy budzili lęk i stawiali wysokie wymagania ich wyznawcom, aby nie skończyć w mrocznej otchłani Helli, córki Lokiego trzeba było za życia wykazać się nie byle czym zostając artystą, wspaniałym rzemieślnikiem lub bohatersko polec w boju. Jako że nie każdy mógł być wybitnym artystą najprościej było uniknąć piekła ginąc w boju, co też i Germanie czynili i co ukształtowało ich historię i sposób patrzenia na rzeczywistość. Zapewne właśnie ten strach przed Bogami i wysokie wymagania
jakie Oni stawiali sprawił, że Germanie stosunkowo chętnie przyjmowali Chrześcijaństwo, z jednej strony religię totalitarną bliską ich naturze, której Bóg podobnie jak Odyn konał na drzewie by zmartwychwstać, z drugiej jednak strony ten Bóg nie stawiał tak surowych wymagań, był wybaczający przez co nie było potrzeby poważnie brać Jego nauk, które nijak nie przystawały go Germańskiej mentalności.
Germanie nie tylko przyjęli nową religię, ale zdominowali i przekształcili ją na swój sposób, wprowadzili do niej swój sposób patrzenia na świat tworząc kulturę zachodniej europy, która jest całkowicie Germańska. Mimo iż przyjęli obcą religię nie umknęli przed Odynem i starymi Bogami, bo to nie było możliwe, dawni Bogowie pozostali jedynymi i wyłącznymi władcami ich dusz nie mniej strasznymi i wymagającymi. Mimo nowych form i imienia nadal bali i boją się swojego Boga, boją się straszliwego
królestwa Helli i wiedzą, że jedynym sposobem uniknięcia go, jest wykazanie się kunsztem lub/i toczenie nieustannej walki o dominację na każdym polu. Strach przed Bogiem, strach przed królestwem Helli determinują ich życie, sposób myślenia i patrzenia na świat, a ponieważ zachodnia kultura to ich świat, jest jaka jest: pełna wojen, podbojów, nieustannej walki o dominację i współzawodnictwa pozbawionego zasad na każdym polu, aby wykazać sobie, że jest się kimś na tyle wybitnym i lepszym od
innych by zasłużyć na łaskę Boga Odyna unikając Helli. Pięknie i przejrzyście mentalność tego ludu przeanalizował i zaprezentował Erich Fromm.
My Słowianie niewłaściwie rozumiemy i niewłaściwie oceniamy naszych młodszych Braci Germanów. Często zarzucamy im fałsz, hipokryzję, zakłamanie i wiele innych negatywnych cech – nie rozumiemy, że z ich perspektywy wygląda to zupełnie inaczej i jest jak najbardziej takie jakim to przedstawiają. Nie rozumieliśmy w przeszłości jak można w imię Boga miłosiernego nieść śmierć i pożogę najeżdżając spokojne nikomu nie wadzące ludy i dopatrywaliśmy się w tym fałszu, zakłamania i hipokryzji.
Tymczasem dla nich było zupełnie naturalne, że mordując nawracanych oddają im przysługę – pozwalają im polec w walce i trafić do Walhalli – więc postępują właściwie. Łupy i bogactwa zdobyte na nawracanych były zaś naturalną nagrodą jaką dawał im Odyn na znak, że jest z nich zadowolony – to widoma oznaka błogosławieństwa – podobnie jak majątek i powodzenie potwierdzają, że jest się wybranym przez Boga i będzie się zbawionym. Ostateczną oznaką słuszności i dowodem na to, że
Bóg jest po ich stronie jest dla nich zwycięstwo. Hitler przegrał więc nie miał racji, Bóg odrzucił jego koncepcję, jednak gdyby odniósł zwycięstwo dla Germanów byłby bohaterem i to właśnie zwycięstwo było by dowodem na to, że miał słuszność, a nie zwykli oni dyskutować z wyrokami Boskimi.
My Słowianie wszystko widzimy i postrzegamy inaczej niż nasi młodsi bracia Germanie, nasza relacja z naszymi Bogami oparta jest na miłości, nie na strachu. Nasi Bogowie wymagają od nas radości, braterstwa, zrozumienia i szacunku dla innych, nawet zupełnie odmiennych, dlatego nie postrzegaliśmy i nie postrzegamy ich jako zagrożenia. Czcimy Bogów ciesząc się z darów jakie nam zsyłają, radością i harmonią wypełniamy ich wolę i oddajemy im cześć, obrazą Bogów jest nie odnajdywanie radości w życiu,
fałsz czy brak szczerości. Kultywując cierpienie i inne mroczne rzeczy odwracamy się od Bogów, Oni jednak nigdy się od nas nie odwracają. Patrzymy na świat radośnie i z ufnością wierząc w dobro, a o tym co dobre a co złe nie decyduje zwycięstwo lub porażka. Nasi Bogowie również mają przerażające aspekty, jednak manifestują się one tylko wobec wrogów niszczących harmonię i zagrażających dobru, co najlepiej pokazują zapiski dawnych kronikarzy opisujących Słowian mówiące, że nie ma cnotliwszych
ludów, jednak zaatakowani stają się straszliwym żywiołem budzącym najwyższą grozę. Nasza Słowiańska natura jest otwarta, szczera, dobroduszna i wyrozumiała jak nasi Bogowie, a zarazem wrażliwa na niesprawiedliwość czy cierpienie obrażające Bogów. Dlatego patrząc na cokolwiek widzimy to zupełnie inaczej niż nasi młodsi bracia Germanie i nie winimy innych za nasze porażki, jak oni mają to w zwyczaju. Potrafimy podziwiać ich za to co godne podziwu i potępiać w nich to co warte potępienia, ale nie
potrafimy patrzyć na świat ich oczami, tak jak oni nie potrafią patrzeć na świat naszymi oczami. Nasi młodsi bracia zmieniają się, od kilkuset lat zaczynają mówić o równości, braterstwu, tolerancji i innych takich rzeczach, jednak jak mają to w zwyczaju wpadają w skrajności typowe dla młodych i typową gorliwość neofity – swoim zwyczajem próbują to wprowadzać mieczem, nie do końca rozumiejąc te nowe dla nich pojęcia. Być może nastał czas abyśmy jako starsi bracia spróbowali podzielić się
z nimi tą wiedzą, której poszukują. Podzielić się dla ogólnego dobra wszystkich, aby świat uczynić lepszym i radośniejszym miejscem. Oni jeszcze nie pojmują, że bombardowania, zbrojne napaści i okupacja, restrykcyjne prawo to nie są właściwe metody niesienia ludziom wolności, równości, braterstwa czy tolerancji. Czy możemy nauczyć ich przestać się bać wszystkiego co odmienne, uwolnić ich od życia w strachu i nauczyć radości życia bez nieustannej walki i współzawodnictwa? Może tak, a może nie,
ale myślę, że warto spróbować tym bardziej, że oni tego poszukują i jesteśmy im to winni jako starsi bracia.
Autor:
Dobrogost
Dobrogost
4000 lat naszej nieprzerwanej żywej tradycji
W niniejszym tekście nie będę się
odwoływał do hipotez formułowanych przez naszego najwybitniejszego
archeologa genialnego prof. Witolda Hensela, ani do najnowszych badań
antropologicznych Prof. Janusza Piontka, ustaleń dr Roberta
Dąbrowskiego, teorii kurhanowej, ustaleń prof. Mario Alinei Czy też
pracy Tadeusza Millera chcę tylko zasygnalizować pewną rzecz dobrze
znaną każdemu, kto interesuje się choć trochę archeologią naszych ziem.
Dla zilustrowania tego o czym chcę napisać kilka słów przytoczę za prof.
Tadeuszem Sulimirskim pewien przykład:
“(…) przy tej sposobności należy za Konradem Jeżdżewskim podkreślić
niezwykłą trwałość szeregu ludowych tradycji podawanych ustnie z
pokolenia na pokolenie, których część sięga bez porównania dalej w
zamierzchłą przeszłość aniżeli wspomniane wyżej tradycje sarmackie. Są
to przy tym tradycje oparte o realne fakty lub wydarzenia, jak wykazały
wyniki badań archeologicznych. Doskonałym tego przykładem jest jeden z
kurhanów z wczesnej epoki brązu, z czasów ok. 4000 lat temu, badany w
Balicach koło Mościsk. Kurhan ten był jednym z mniejszych w grupie
trzynastu, lecz według miejscowej tradycji pochowano w nim jakiegoś
potężnego i bogatego władcę. Badania kurhanu wykazały, że grób w nim
odkryty został najbogaciej wyposażony ze wszystkich w całej grupie i
niewątpliwie był grobem jakiegoś miejscowego władcy.”Tego typu przykładów jest sporo przy czym warto podkreślić, że te ludowe przekazy często leżą w całkowitej sprzeczności z aktualną wiedzą historyczno archeologiczną a jednak późniejsze wykopaliska potwierdzają w całej rozciągłości precyzję tych przekazów jak miało to miejsce np. w przypadku datowania kopca Kraka.
Oznacza to oczywiście ciągłość i precyzję ludowych przekazów, ale wynika z tego o wiele więcej na co nikt nie zdaje się zwracać uwagi.
Zgodnie z ogólnie przyjętymi hipotezami naukowymi nasze zimie w przeszłości miały być zamieszkiwane przez różne ludy różnego pochodzenia z których to jedne ludy podbijać miały i przeganiać lub wyżynać ludy wcześniejsze, miały też być okresy powszechnego wyludnienia a gdzieś w okresie początków naszej ery miały się tu zjawić ludy prasłowiańskie, które to wszystko od nowa zasiedliły przynosząc nową kulturę, język i nowe tradycje. Gdyby cokolwiek z tego było prawdą nie było by mowy o niezwykłej trwałości ludowych tradycji podawanych ustnie z pokolenia na pokolenie dotyczących wydarzeń sprzed 4000 lat. Jakakolwiek migracja ludu z określonego obszaru, wyludnienie i przybycie innego ludu na te tereny położyło by ostatecznie i nieodwołalnie kres takiemu precyzyjnemu ustnemu przekazowi. Ponieważ jednak te przekazy zachowały ciągłość i precyzję przez co najmniej 4000 lat nie może być żadnych wątpliwości, że hipotezy o okresowym wyludnianiu czy wypieraniu jednych ludów przez drugie musi być całkowicie chybiona.
Hipotezy o najazdach, wyżynaniu czy wypieraniu jednych ludów przez inne jak i okresach wyludnienia stworzono przede wszystkim w oparciu o mętne koncepcje antycznych historyków i interpretowaniu w tej manierze znalezisk archeologicznych czyli przede wszystkim zmienności kultur archeologicznych. Jednak zmienność kultur archeologicznych na przestrzeni tysiącleci wcale nie oznacza najazdów, podbojów czy w ogóle fizycznego przybywania nowych ludów na dane tereny a jedynie pojawianie się określonych trendów w kulturze materialnej na co zwraca uwagę większość wybitnych archeologów.
Alieksiej Smirnow jeden z najwybitniejszych znawców starożytnych ludów stepowych Eurazji opierając się na wynikach badań archeologicznych wyraźnie kwestionuje koncepcje podbojów czy wypierania jednych ludów przez drugie ponieważ badania archeologiczne wskazują wyraźnie na ewolucyjny charakter przemian kultur archeologicznych i ich stopniowego przenikania się o czym świadczy występowanie współistniejących kultur archeologicznych na tym samym obszarze i w tym samym czasie z czasem przechodzących jedne w drugie i niemożność wyraźnego oddzielenia zaniku jednych a nagłym pojawieniem się innych jak miało by to miejsce w przypadku najazdów czy podbojów.
Taką samą sytuację mamy na ziemiach Polski gdzie w drodze stopniowej ewolucji pod wpływem różnorakich czynników jedne kultury archeologiczne przechodzą w inne i często jest to proces bardzo długotrwały o trudnych do uchwycenia granicach czy ramach czasowych. Warto przy tej okazji zaznaczyć, że na podstawie wykopalisk nie sposób ustalić dokładnego obrazu procesów historycznych ze względu na ubogi materiał co przy braku źródeł historycznych dotyczących pradziejów czyni wszystkie koncepcje hipotetycznymi opartymi na jak się często okazuje chybionych hipotezach – o czym świadczy wiele znalezisk zupełnie nie pasujących do utrwalonych hipotez i założeń. Przykładem mogą być wykopaliska dotyczące okresu kultury ceramiki wstęgowej rytej w którym to okresie ludność miała być bardzo rozproszona osady zaś miały liczyć do max 150 osób przeważnie zaś 15-30 mieszkańców przemieszczających się z miejsca na miejsce podczas gdy w Wyciążu z tego okresu odkryto osadę złożoną z kilkuset ziemianek kultury ceramiki promienistej.
Odchodząc od archeologii, która niewiele może wyjaśnić trwałość ludowych tradycji podawanych ustnie z pokolenia na pokolenie przez tysiąclecia niezbicie dowodzi, że nasza tradycja trwa nieprzerwanie co najmniej od 4000 lat, potwierdza to również ciągłość kultu niektórych świętych źródeł trwający nieprzerwanie od czasów neolitycznych do czasów historycznych. Innym przykładem może być ciągłość przedchrześcijańskiego kultu na górze Ślężą sięgającego co najmniej epoki brązu.
Co najmniej 4000 lat naszej nieprzerwanej tradycji powinno nas skłonić do refleksji szczególnie, że jesteśmy już ostatnim pokoleniem mającym z nią związek.
Rok 1990 możemy uznać za datę początku kresu naszej długotrwałej tradycji, kultury i języka. Nie do uniknięcia jest fakt, że za kilkanaście najdalej kilkadziesiąt lat przestaniemy istnieć jako naród a nasz język ulegnie zapomnieniu a my podzielimy los Słowian połabskich. Oczywiście w 1990 roku nie zostaliśmy najechani przez obcy lud, który wyniszczył nas biologicznie jak być może powiedzą za kilkaset lat archeolodzy jednak otwarliśmy się na amerykańską pop kulturę, która całkowicie nas zdominowała. Młodsze pokolenia mimo iż jeszcze chwilowo mówią językiem Polskim są już całkowicie zamerykanizowane i jest to proces nieodwracalny. Każde dziecko uczy się języka angielskiego zaś brak znajomości tego języka uczyniono synonimem ciemniactwa i zacofania, powodem do wstydu. Już teraz młode pokolenie (szczególnie emigrantów) mówi jasno, że język polski jest niepotrzebny i powinien zostać zastąpiony angielskim i mimo miłości do Polskości trzeba uczciwie przyznać, że tych tendencji bez jakiś rewolucyjnych zmian nie sposób powstrzymać. Należy się więc pogodzić z oczywistym faktem, że najdalej za kilkadziesiąt lat nie tylko zniknie nasz języka, ale znikniemy jako naród.
Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro 150 lat germanizacji na nic się zdało to dlaczego miało by się to stać teraz. Otóż kiedy próbowano nas germanizować nie było mas mediów oraz my nie chcieliśmy się dać zgermanizować. Teraz sytuacja jest inna my chcemy być europejczykami, chłoniemy amerykańską kulturę masową i nie wyobrażamy sobie abyśmy mogli nie uczyć się angielskiego. Ośmieszana Polskość kojarzy nam się z paranojami PIS albo tzw. “faszystami” czy innymi “moherami” lub chorymi z nienawiści “Polakami katolikami” (zresztą to celowa i nadzwyczaj skuteczna polityka), uczy się ludzi myśleć, że polskie znaczy zacofane, dziadańskie – ogólnie obciach – do tego dochodzą “reformy szkolnictwa”, zaśmiecanie języka i wiele innych działań. Te działania już przyniosły efekty, które są nieodwracalne. Gdyby przyszło mi pożyć jeszcze kilkadziesiąt lat to w języku swoich przodków będę mógł sobie pogadać w tajemnicy z innymi staruszkami, którzy nie znając dobrze angielskiego nie będą mogli nawet wnukom przekazać starych opowieści – inna sprawa, że wnuki grając w komputerowe gry i oglądając kreskówki będą miały w … majaczenia sklerotycznych dziadków.
Chociaż jeśli się tak głębiej zastanowić to docelowo językiem wnuków będzie język niemiecki przez wzgląd na sąsiedztwo i uwarunkowania ekonomiczne czyli w ostatecznym rozrachunku będzie to doskonała powtórka losu Polabian.
Autor:
Dobrogost
Dobrogost
# Filozofia w dziełach Roberta E. Howarda.
„- A co, jeśli oni znów powrócą do życia? — wyszeptała.
- Wtedy będę ich zabijał, dopóki nie pozostaną martwi — wycedził przez zaciśnięte zęby.”
- Wtedy będę ich zabijał, dopóki nie pozostaną martwi — wycedził przez zaciśnięte zęby.”
Pisać o rzeczach kultowych nie jest łatwo. Z jednej strony, ciężko o takie ujęcie tematu, które nie byłoby już po wielokroć wałkowane na różne sposoby przez multum osób; z drugiej — ciężko samemu zdobyć się na czyste, nieskażone aurą kultu, spojrzenie na sprawę. Mimo wielkiej wagi tych przeciwności, staję oto z ambitnym zamiarem recenzowania Conana i pradawnych bogów z użyciem dotychczas (zazwyczaj) pomijanej w krytyce optyki. Będzie to optyka… filozoficzna.
Po tak śmiałej deklaracji, słyszę wyraźnie powątpiewające westchnięcia, widzę nikłe uśmiechy politowania i czuję dezaprobatę do mego projektu. Dwa mentalne obrazy: Conana — umięśnionej maszyny do zabijania, która przelewa krew przy każdej nadarzającej się okazji — i filozofii — będącej proklamacją wyciszonej, intelektualnej introspekcji i racjonalnego dyskursu — zdają się przecież egzystować na skrajnie różnych biegunach. Czy aby jednak na pewno? Tak samo jak często widzimy drzewa, nie dostrzegając lasu, tak w przypadku Conana zbyt często nasze rozumienie tej niezwykłej postaci zdominowane jest przez fantastyczną powierzchowność narracji Howarda — oto moja teza i na łamach tego tekstu zamierzam jej bronić.
Rok 1932 to data szczególna. Wtedy to bowiem Robert E. Howard opublikował swoje opowiadanie pt. Feniks na mieczu, prezentujące całkiem nową postać w jego dorobku — Conana Cymeryjczyka, króla Aquilonii, barbarzyńcę północy, który „przybył, by swymi obutymi w sandały stopy deptać błyszczące klejnotami trony ziemi”. Wydrukowany w pulpowym magazynie Weird Tales tekst początkowo przeszedł bez większego echa, nie zapowiadając wcale tego, że od tej pory heroiczna fantasy spod znaku magii i miecza już nigdy nie będzie taka sama. Niezrażony, Howard spisywał kolejne rozdziały historii Conana, w jednym ze swoich listów wyznając:
W ten sposób narodziły się kultowe dla barbarzyńskiego kanonu takie teksty jak: Szkarłatna Cytadela, Wieża Słonia, czy Królowa Czarnego Wybrzeża, które już rok później, bo w 1933, trafiły do Weird Tales, niejednokrotnie stając się materiałami numeru."Zdało się, że nie tyle tworzę, co relacjonuję wydarzenia, jakie kiedyś nastąpiły.”
Zasadnym wydaje się pytanie, co tak naprawdę przesądziło o sukcesie postaci Howarda? By na nie odpowiedzieć, trzeba się jej dokładnie przyjrzeć. Obserwacja Conanowskiej powierzchowności ukazuje nam niezwykły obraz — srogiego, potężnego człowieka, który wyrosły w dziczy nie przystaje wcale do obyczajów krajów cywilizowanych; człowieka, który narodził się w ogniu bitwy i który to właśnie w wojaczce odnajduje swój żywioł; człowieka bez domu, wiecznego wędrowca. Idąc tym tropem, niejeden fan psychoanalizy postawiłby już tutaj fundamenty pod swoją teorię — że Conan to nic innego, jak kulturowy wehikuł eskapizmu. Ludzie tęsknią za tym, czego im brak: słabi — pożądają siły, pasywni — agresji i dominacji, uczuciowi — nuty grubiaństwa, która ochroni ich przed brutalnością świata. Można zatem rzec, że bohater Howarda to wynik zbiorowej projekcji ludzkich ułomności; by ująć rzecz dokładniej, stanowi on ich negację, ostateczne zaprzeczenie. Archetypiczny, idealny — perfekcyjnie odpowiada, niejednokrotnie podświadomym i tłumionym, potrzebom dominacji wielu z nas. Conan jest tym, kim bardzo często chcielibyśmy być, choć wstydzimy się do tego przyznać, nawet sami przed sobą. Jest uosobieniem żywotności, biologicznej witalności i siły, stanowiąc sobą powiew pradawnej pierwotności, która nam, ludziom „cywilizowanym” wydaje się już bezpowrotnie utracona, choć tak często do niej tęsknimy. I to właśnie dlatego Conan wydobywa z nas te już nam nieznane, uśpione akordy, które — gdy raz da im się wybrzmieć — unaoczniają swoją prawdziwą potęgę.
Takie postawienie sprawy wydaje się bardzo spłycające Conana, by nie powiedzieć — trywializujące. Magnetyzm i siła tej postaci tkwi nie tylko w zwykłej ekstrapolacji naszych pragnień i marzeń, choć z pewnością jest to jeden z wartych wzmianki czynników. Moc Conana zasadza się na jego statusie ontologicznym — innymi słowy na tym, jaki ma stosunek do rzeczywistości, która go otacza. To właśnie to ujęcie, ukryte za dosłownością narracji Howarda, rezonuje najmocniej na czytelnika, bo porusza spychane na dno świadomości treści, których istnienia nie chcemy sobie unaoczniać, dla własnego, psychologicznego komfortu.
Ujęcie to portretuje świat jako arenę egzystencjalnego horroru. Conan, w rozmowie z Belit, tak powie o wierzeniach swojego ludu:
„Nie ma nadziei ani teraz, ani na przyszłość. (…) W tym świecie ludzie zmagają się i cierpią nadaremnie, odnajdując przyjemność jedynie w namiętnym szaleństwie bitwy. Po śmierci ich dusze wkraczają do zasnutej szarą mgłą dziedziny chmur i lodowatych wiatrów, by błąkać się bez pociechy przez całą wieczność.”
W tym miejscu potrzebna jest pewna wzmianka, która w bezpośredni sposób łączy się z postacią Conana.
Człowiek naturalnie nastrojony jest na odbiór świata — świata, który jest racjonalny, a więc działa podług pewnych aksjomatów. Konceptualizując i abstrahując, człowiek tworzy prawa/reguły, które pozwalają mu dostosować swoje działanie do nieubłaganego porządku rzeczy — i to stanowi istotę człowieczeństwa. Człowiek „prawdziwy” jest z natury racjonalny; jednak żaden z nas nie żyje w próżni, tj. będąc wyłącznie w relacji ze światem. Prócz samej rzeczywistości, do przetrwania potrzebujemy także ludzi. Niestety sama obiektywna platforma rzeczywistości do porozumienia z innymi nie wystarczy; co ludzkie, jest bowiem skażone, w znacznym stopniu, irracjonalnością. Epicentrum tej irracjonalności to ludzka kultura, jej przesądy, wierzenia i tradycje — to one stanowią gorset, który w procesie socjalizacji człowiek musi założyć na swoje naturalne, racjonalne ja, by móc koegzystować z innymi.
Conan, ze swoją barbarzyńskością tak mocno przeciwstawianą cywilizacji, stanowi tak naprawdę ilustrację prawdziwego racjonalnego ja, które zawsze stoi w opozycji do irracjonalizmów kultury. To dlatego Howardowska cywilizacja stanowi obraz upadku i degrengolady — kłamstwa, intryg i manipulacji — bo taka właśnie jest natura kultury, jako zaprzeczającej racjonalizmowi świata. Kto ceni zatem prawdę, musi odrzucić ten stan i cofnąć się do źródeł, do czystego, nieskażonego fałszem irracjonalizmu ja — czego symbolem jest barbarzyństwo właśnie. Wolne od głupich konwenansów, jasne, przejrzyste, zrozumiałe — jak sama natura świata. To, że Conan zawsze jawi się jako postać niesamowita, wręcz nadnaturalna, obrazuje tak naprawdę w jak głębokim upadku znajduje się świat wokół niego; jednocześnie niesie on ze sobą aurę pewności i stałości — bowiem prawda zawsze finalnie triumfuje nad fałszem, co Howard ujął pisząc:
Człowiek jest z natury istotą racjonalną („Barbarzyństwo jest naturalnym stanem ludzkości. (…) To cywilizacja jest nienaturalna”). I choć można go krępować więzami sztucznych płodów poronionej irracjonalności — nigdy tej racjonalności nie uda się w nim do końca zabić, tak samo jak Conana, który zawsze wychodzi cało z największych nawet opresji. Uśpiona, będzie czekać, aż zjawi się ktoś, kto raz jeszcze będzie „swymi obutymi w sandały stopy deptać błyszczące klejnotami trony ziemi”; kto nagą, niejednokrotnie okrutną, prawdą zwalczać będzie piękne, lecz puste jej substytuty.„Barbarzyństwo musi ostatecznie zatriumfować."
W tym samym duchu odpowiada Conan na problem metafizycznego koszmaru, kontynuując w rozmowie z Belit:
Innymi słowy: niepotrzebne mi są irracjonalne produkty waszej kultury, której fałszem rozpaczliwie staracie się zalepić ziejące w was egzystencjalne dziury; ja jestem prawdą, mój świat jest prawdą — i w tym znajduję ukojenie. Ontologiczny problem istnienia został tutaj zredukowany do swej barbarzyńskiej, a więc racjonalnej, formuły, znanej nam chociażby z Parmenidesa: „byt jest, a nie-bytu nie ma”. Zgodnie z powyższym śmierć nie jest i nie może być zagrożeniem — gdy ja jestem, nie ma śmierci, gdy śmierć jest, mnie nie ma („Od urodzenia Śmierć była mu towarzyszem. (…) Kiedyś jej kościsty uchwyt zbliży się…. I to wszystko”). Religijne rytuały („Chciałbym zobaczyć kapłana próbującego zaciągnąć Cymeryjczyka pod ołtarz! Polałaby się krew, lecz nie ta, którą ów kapłan rozlać zamierzał.”), cywilizowane sądy („Wówczas, widząc, że wszyscy tam poszaleli, dobyłem miecza i rozłupałem czerep sędziemu”), czy debaty („Cywilizowani ludzie są bardziej grubiańscy od barbarzyńców, ponieważ wiedzą, że ich chamstwo nie rozszczepi ich czaszki. Z reguły.”) — wszystko to, pod względem poznawczym, na nic, bo swe źródła czerpie z kulturowego irracjonalizmu. Nie tu więc należy szukać filozoficznego remedium.„Nie szukam odpowiedzi na to, co będzie po śmierci. (…) Nie wiem i nie dbam o to. Daj mi żyć pełnią, póki żyję. (…) Wiem tylko, że jeśli życie jest ułudą, to ja sam jestem nią nie mniej, a w ten sposób ułuda staje się dla mnie rzeczywistością."
Refleksyjna natura Conana („raz bawiący się setnie, a kiedy indziej pogrążony w głębokiej zadumie”) nigdy nie zostaje zdominowana przez przygnębiającą apatię, do której, zważywszy na swe dzieje, miałby przecież prawo.„Jest wiele traktów, którymi chciałbym podróżować, zanim ruszę drogą, jaką tej nocy poszedł Nabonidus."
A wszystko to kryje się pod wspaniałym, oszczędnym, ale urzekającym stylem Howarda, który odmalowuje przygody Conana z tą samą żywotnością i witalnością, której udzielił swojemu bohaterowi. Hyperborea, dzięki ukazaniu jej jako prehistorycznych dziejów naszego świata, zyskuje mityczną aurę, która dodaje opowieściom dodatkowej wagi gatunkowej, co, biorąc pod uwagę epickość samej narracji, może dla wielu stanowić ciężar nie do zdzierżenia. Lecz taka jest właśnie Howardowska konwencja — ogromna, surowa, ze swoją antyczną, starożytną wspaniałością i równie wielką, tajemniczą niesamowitością (Lovecraft!) — albo się ją kocha, albo nienawidzi. Nie ma kompromisów — tak jak pomiędzy racjonalnością i irracjonalnością.
Wydanie zasługuje na owacje. Choć marzyłem o twardej oprawie i ilustracjach Frazetty — mój żal został w pełni utulony przez rewelacyjne dodatki (niedokończone szkice i eseje Howarda, mapy, chronologię wydań, komentarze redaktorów wydania) i wysoką jakość tłumaczenia (choć pewne zabiegi, jak choćby „Cimmeryjczyk”, zamiast „Cymeryjczyk”, mogą wzbudzać wątpliwości). Warto również nadmienić, iż Conan i pradawni bogowie to dopiero pierwsza część serii — w planach są Conan i skrwawiona korona oraz Conan i miecz zdobywcy, które to razem mają ambicję skompletować wszystkie oryginalne utwory Roberta E. Howarda, stanowiące Conanowski kanon.
Howard pisze, że gdy Conan dotknął księżniczki Yasmeli:
Pozostaje mi tylko życzyć, byście i Wy byli w stanie poczuć tę moc i przebudzić w sobie barbarzyńcę. Pamiętajcie — barbarzyństwo musi ostatecznie zatriumfować.„Pod jego zwyczajnym dotykiem niczym elektryczny wstrząs przepłynęła przez nią fala zwierzęcej witalności, jakby udzieliła jej się część jego niespożytej siły."
„- Tak, cywilizowani ludzie sprzedają czasem swoje dzieci dzikusom jako niewolników. A twoją rasę nazywają barbarzyńską, Conanie z Cimmerii.
- My nie sprzedajemy naszych dzieci — warknął, groźnie wysunąwszy podbródek.”
„Jej ojciec i Shah Amurath byli cywilizowani, a doznała od nich tylko cierpienia. Nigdy nie spotkała człowieka cywilizowanego, który traktował by ją z życzliwością, chyba że za jego postawą tkwiły jakiegoś ukryte motywy. Cimmeryjczyk chronił ją i bronił i — jak dotąd - niczego się w zamian nie domagał."
źródło: literatura.unreal-fantasy.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)