sobota, 20 kwietnia 2013
piątek, 19 kwietnia 2013
# Czy pra-Sławianie to pra-Indoeuropejczycy?
Viraj:
Poszukując odpowiedzi na pytania dotyczące etnogenezy Słowian, z konieczności musimy się też zainteresować zagadnieniem wspólnoty praindoeuropejskiej, tzn. kim byli i gdzie żyli Praindoeuropejczycy (PIE).
Do tej pory problem ten był przedmiotem spekulacji i niezliczonych sporów. Obecnie, dzięki nowym i przełomowym odkryciom genetyków, językoznawców, antropologów i archeologów można pokusić się o nowe, bardziej dokładne odpowiedzi.
Interesuje mnie to, jakie PIE mieli geny, jak wyglądali, jakim w przybliżeniu językiem mówili oraz gdzie leżała ich ojczyzna. Przede wszystkim chciałbym jednak uzyskać odpowiedzi na pytania: co łączyło PIE z Prasłowianami, jak wyglądał proces wydzielania się grupy prasłowiańskiej ze wspólnoty PIE i czy w ogóle taki proces miał miejsce, a jeśli tak, to gdzie i kiedy?
Stare teorie języka PIE głosiły, że kiedyś istniała wspólnota mówiących jednorodnym językiem PIE i mieszkujących na tym samym terytorium ludów. Wspólnota ta następnie rozpadła się na liczne plemiona mówiące językami: praceltyckimi, pragermańskimi, pragreckimi, praarmeńskimi, prasłowiańskimi, praindoirańskimi itd., które następnie wywędrowały ze wspólnej siedziby i zajęły nowe terytoria, dając początek współczesnym językom indoeuropejskim.
Dzisiaj wiemy, że taki scenariusz nie mógł mieć miejsca, wyklucza to bowiem genetyka.
Jaka jest zatem prawdziwa historia wspólnoty PIE i języka PIE?
1.Polityka wypaczyła naukę o języku PIE
Omawianie teorii wspólnoty PIE należy chyba zacząć od jej krytyki i pokazania, gdzie leżą źródła błędów.
W 1857 wybitny polski orientalista pracujący na Uniwersytecie Berlińskim Ignacy Pietraszewski wydał dzieło poświęcone badaniom nad świętymi tekstami Zaratusztry. W piśmie tym dowodził bliskiego pokrewieństwa języka awestyjskiego z językiem polskim. Było to ważne odkrycie, gdyż w rzeczywistości języki słowiańskie są bardziej podobne do języków starożytnego Iranu czy Indii niż jakiekolwiek inne języki europejskie.
Jaka nagroda spotkała polskiego badacza za tak wybitne osiągnięcie? Dostał awans? Stał się sławny? Nie, nic z tych rzeczy. Odebrano mu katedrę i wyrzucono z uniwersytetu. Musiał wydawać swoje książki za prywatne pieniądze i robił to, bo był patriotą.
Dzięki jego pionierskim pracom wiemy dziś jak blisko jesteśmy spokrewnieni językowo z ludami tworzącymi wielkie cywilizacje Azji, a dzięki nowym odkryciom w genetyce wiemy też, że ludy, które w epokach brązu i żelaza wtargnęły do Iranu i Indii i dały początek tym cywilizacjom, pochodziły z Europy Centralnej i Wschodniej i pod względem genetycznym i fenotypowym były bardzo podobne do nas. Genetyka i językoznawstwo prowadzą do podobnych wniosków.
Niemcy ignorowali bliskość języków słowiańskich do języków indoirańskich, starając się podkreślić swoje rzekome związki. Wymyślili tzw. teorię języków indogermańskich i wmawiali światu, że to jacyś Indogermanie zawędrowali do Indii. Dzisiaj wiadomo, że to kompletna bzdura, w Indiach wśród kasty bramińskiej, będącej potomkami indoeuropejskich Ariów, nie znaleziono ani jednego nosiciela germańskich czy celtyckich haplotypów należących do hg R1b lub I1. Występuje za to często hg. R1a (80%) i wiele haplotypów identycznych z tymi, które spotykamy wśród Słowian. Związki językowe języków germańskich z indoirańskimi są też bardzo odległe i często pozorne, podczas gdy języki słowiańskie są bliskie indoirańskim.
Widać stąd wyraźnie, że od momentu powstania w XIX w. indoeuropeistyka była spaczona przez niemiecki nacjonalizm i wiele z tamtych błędów przetrwało do dziś.
2.Języki germańskie – przykład języków mieszanych
Języki germańskie nastręczają wielu kłopotów językoznawcom. Nie sposób ich zakwalifikować. Grupa naukowców amerykańskich D. Ringe, T. Warnow i A. Taylor próbując pogrupować języki indoeuropejskie w oparciu o analizy komputerowe stwierdziła, że języki germańskie wykazują zbyt dużo anomalii i nie pasują do innych języków. Obliczenia nie dawały sensownych rezultatów. Postanowiono więc wykonać obliczenia opuszczając języki germańskie.

Eksperyment zakończył się sukcesem i uzyskano drzewo pokazujące zależności między językami indoeuropejskimi:

Autorzy są przekonani, że to dzięki usunięciu języków germańskich komputerowe obliczenia zależności i podobieństw dały sensowne wyniki, i w rezultacie tego otrzymali najlepszą możliwą postać drzewa ukazującego strukturę i historię języków:

Cytaty i rysunki z:
http://www3.isrl.illinois.edu/~junwang4/langev/localcopy/pdf/ringe02IECladistics.pdf
Niektórzy lingwiści, a za nimi amerykański antropolog Dawid W. Anthony, próbują zinterpretować ten rezultat jak na rysunku poniżej:

Z książki Dawid W. Anthony „The Horse, The Wheel and Language” str.57
Anthony pisał swoją książkę ignorując dane, które dostarcza nam genetyka. W oparciu o analizy słownictwa germańskiego i historię genetyczną ludów germańskich najprościej byłoby powiedzieć, że języki germańskie to języki powstałe ze zmieszania języków nieindoeuropejskich i celtyckich, z pewną domieszką języków słowiańskich, tak jak robi to portal Eupedia:
http://www.eupedia.com/europe/origins_haplogroups_europe.shtml
3.Język armeński – przykład indoeuropeizacji
Chociaż bez języków germańskich uzyskujemy większą przejrzystość i łatwiej jest dostrzec podobieństwa, strukturę i historię języków, niewiele nam to pomaga w zrozumieniu historii języka PIE ze względu na następujący problem, który przedstawię na przykładzie języka armeńskiego.
http://www.familytreedna.com/pdf/alupaper.pdf
Badania genetyczne pokazują, że mówiąca językiem indoeuropejskim populacja Armenii i mówiąca językiem Ałtajskim populacja Azerbejdżanu nie różnią się pod względem genetycznym od siebie i od innych sąsiednich ludów kaukaskich, mówiących językami kaukaskimi, a więc należącymi do zupełnie innej grupy językowej.
Autorzy wnioskują stąd, że na terenie Armenii miało miejsce zastąpienie języka, czyli indoeuropeizacja populacji. Na terenie Azerbejdżanu natomiast ta sama pod względem genetycznym populacja kaukaska uległa ałtaizacji.
W związku z tym język armeński wykazuje wiele specyficznych cech, nie spotykanych w innych językach indoeuropejskich, będących wynikiem ulegania wpływom języków kaukaskich, którymi mówiła rdzenna populacja Armenii.
Język armeński wykazuje też wiele innych wpływów:
Proces powstawania języka armeńskiego polegał na mieszaniu się języków indoeuropejskich i kaukaskich oraz ewolucji. Nie ma żadnych pewnych dowodów, że kiedyś istniał jakiś język praarmeński czy proto-armeński, który wydzielił się ze wspólnoty PIE.
4.Język grecki – przykład konwergencji dialektów
Podobne problemy mamy z językiem pragreckim czy proto-greckim. J. Hall, wybitny językoznawca specjalizujący się w historii języka greckiego pisze:


Cytaty z:Ethnic Identity in Greek Antiquity By Jonathan M. Hall str.169
Nic nie wskazuje na to, aby istniał kiedykolwiek wyodrębniony ze wspólnoty PIE język pragrecki czy proto-grecki, który dał następnie początek historycznym dialektom greckim. Hall temu zaprzecza. Wszystko wskazuje na to, że do Grecji napływały różne plemiona indoeuropejskie, mieszały się z miejscową ludnością nieindoeuropejską, a w wyniku tego mieszania powstawały dialekty lokalne, z których następnie przez złożone procesy konwergencji i dywergencji wyodrębniały się dialekty główne i w rezultacie ukształtował się język grecki.
Pod względem genetycznym populacja grecka jest podobna do populacji sąsiednich i różni się istotnie od populacji Europy centralnej i wschodniej skąd najprawdopodobniej pochodziły plemiona indoeuropejskie, które dokonały inwazji Grecji w epoce brązu. W przypadku Grecji, podobnie jak w przypadku Armenii, mamy zatem do czynienia z zastąpieniem języka i indoeuropeizacją populacji. Nastąpiło to jednak w procesie złożonej ewolucji, a nie przez proste zastąpienie języków lokalnych jakimś hipotetycznym językiem pragreckim czy proto-greckim. Taki język najprawdopodobniej nigdy nie istniał.
5.Krytycy hipotezy języka PIE
Z powyższych powodów, jak i różnych innych, wielu wybitnych językoznawców odrzuca całkowicie hipotezę języka PIE. Jednym z nich jest N.S Trubetskoy:
Trubetzkoy, N. S. (2001), "Studies in General Linguistics and Language Structure," Anatoly Liberman (Ed.), translated by Marvin Taylor and Anatoly Liberman, Durham and London: Duke University Press.
Hipotezę wspólnoty PIE odrzuca również Jean-Paul Demoule, który wprost twierdzi, że żaden naukowy fakt nie wspiera obecnie hipotezy, aby kiedykolwiek istniał jakiś lud mówiący językiem PIE.
Mówiąc krótko, hipotezy języka PIE i wspólnoty PIE wcale nie są powszechnie akceptowane. Wielu naukowców w mniejszym lub większym stopniu im zaprzecza.
Uważam, że genetyka do pewnego stopnia wspiera poglądy przeciwników tych hipotez. Jaki bowiem sens ma rekonstrukcja języka PIE w oparciu o języki germańskie, celtyckie i greckie – co do tej pory robiono – skoro wiadomo, że ludy germańskie, celtyckie i greckie pod względem genetycznym nie mają wiele wspólnego z ludami, które współtworzyły języki słowiańskie, indoirańskie i bałtyckie, i dlatego nigdy nie mogły z nimi tworzyć wspólnoty, tzn. żyć na jednym terytorium i mówić jednorodnym językiem? Nie było prajęzyków wywodzących się jak gałęzie z jednego pnia, tzn. języka PIE. Te gałęzie powstały jako proces różnorodnych wpływów, mieszania się i ewolucji. Nie ulega wątpliwości, że od początku teoria języka PIE i hipoteza wspólnoty PIE rozwijały się przy udziale polityki i nacjonalizmów, które je wypaczyły. Największym błędem było niedowartościowanie języków słowiańskich i przewartościowanie germańskich i celtyckich, co jasno pokazują współczesne badania genetyczne. Czas spojrzeć na to zagadnienie od nowa.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Elikate:

Pochodzenie języków indoeuropejskich według genealogii Y-DNA
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Viraj:
Elikate językoznawcy twierdzą, że żadnych zjawisk językowych starszych niż 10000 lat nie są w stanie uchwycić. Separacja R1a i R1b miała miejsce około 20000 lat temu. To tak dawno, że nic nie możemy wiedzieć na temat języków w tamtych czasach.
Moim zdaniem interesująca nas historia tej R1a1, którą uważamy za słowiańską, na dobre zaczyna się od halocenu, czyli 8000 p.n.e. na północy Morza Czarnego. Wtedy następuje ocieplenie klimatu i na obszarze między Morzem Czarnym i Bałtykiem zaczynają rozwijać się kultury najpierw pasterskie, później rolnicze. Tutaj szukałbym naszych przodków i początków języków indoeuropejskich jakie znamy. Wcześniej był lodowiec i tylko niewielkie grupki ludzi wędrujące między Azją i Europą, walczące o przeżycie. Nic nie wiemy o ich języku, obyczajach, religii. Możemy tylko spekulować.
W tym wątku chciałbym się zająć czasami trochę bliższymi i zbadać, komu zawdzięczamy słownictwo dotyczące np. wozu, koła, religii, systemu liczbowego, różnych pojęć, które później trafiły do filozofii Indii i Grecji itp. Słowa te – wspólne różnym językom indoeuropejskim – powstały z pewnością dużo później niż wyodrębnienie się R1a i R1b.
W opinii wielu specjalistów indoeuropeizacja naszego kontynentu nie była prostym procesem wyodrębniania się prajęzyków ze wspólnoty PIE i narzucania ich nieindoeuropejskim mieszkańcom podbijanych terenów. Język pragrecki nie przybył do Grecji z ojczyzny PIE, lecz raczej ukształtował się w Grecji w rezultacie długotrwałych i złożonych procesów mieszania się języków indoeuropejskich i nieindoeuropejskich, ich konwergencji itd. Podobnie kształtowały się języki praarmeński, pragermański, praindoirański itp.
Powstaje jednak pytanie: czy wszystkie współczesne języki indoeuropejskie powstały w wyniku mieszania się z językami nieindoeuropejskimi? A jeśli nie, to które?
Tutaj musimy się zwrócić o pomoc zarówno do genetyków, jak i do językoznawców.
Obecnie zdecydowana większość specjalistów łączy ekspansję języków IE z hg R1a1. Jednym z powodów jest to, że tylko ta haplogrupa występuje wśród kasty braminów w Indiach, czyli potomków indoeuropejskich Ariów. Brak jest tam zupełnie hg R1b i innych europejskich znaczników.
Największy odsetek R1a1 występuje wśród Słowian północnych, a zwłaszcza wśród Polaków, dochodząc do 60%. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że 16% R1b w Polsce, występujące głównie na zachodzie, jest nabytkiem stosunkowo nowym, to możemy przyjąć, że odsetek R1a1 w pierwotnej populacji Słowian mógł przekraczać nawet 80%. Zatem jest to populacja w najmniejszym stopniu zmieszana z elementem nieindoeuropejskim.
Drugim czynnikiem świadczącym o braku zmieszania jest archaiczność języka.
Profesor Mańczak pisze o tym:
Cytat z: http://www.mimuw.edu.pl/polszczyzna/PTJ/b/b55_123-130a.pdf
Centralną pozycję języków słowiańskich w stosunku do innych języków indoeuropejskich pokazuje wiele analiz. Poniższy wykres pochodzi z książki "Archaeology and language: the puzzle of Indo-European origins" By Colin Renfrew str.116

Ciekawy model rozprzestrzeniania się języków IE prezentuje też konkurencyjna w stosunku do hipotezy drzewa teoria fali, którą obrazuje poniższy wykres:

Wykres z książki Renfrew str.105
Źródłem tej fali wydają się być języki słowiańskie.
Wracając do mającej więcej zwolenników teorii drzewa, zilustrowanej na powyższym wykresie D. Ringe, T. Warnow i A. Taylor , to warto zauważyć, że wszystkie gałęzie językowe na tym drzewie powstały w wyniku zmieszania się języków IE z jakimiś językami nieindoeuropejskimi.
Wyjątkiem są tylko języki słowiańskie. Dlatego warto się zastanowić, co w tym drzewie należy uważać za gałęzie, a co za pień.
Wydaje się, że nawet po obcięciu wszystkich gałęzi drzewo będzie żyło i wypuszczało nowe. Geneza języków słowiańskich jest bowiem niezależna od innych języków. Co by się jednak stało, gdyby około 8000 p.n.e na północy Morza Czarnego nie pojawiła się hg. R1a1 dająca początek naszym przodkom?
Myślę, że wiele rzeczy stanie się bardziej zrozumiałe, jeśli pokażemy przykłady wpływów i zależności.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
(...)wolałbym się skupić na rzeczach, które mogą być bardziej dokładnie uchwycone przez językoznawców, archeologów i genetyków, tzn. na historii ostatnich 4-6 tys. lat. Według ekspertów w tym czasie ukształtowały się języki IE jakie znamy.
Pytając o to, czy PIE mógł być językiem bliskim Prasłowiańskiemu, chciałbym się zastanowić nad tym, który z języków wniósł najwięcej do słownictwa uważanego za PIE i można go połączyć z tym, co historycznie przypisuje się PIE.
Najlepiej chyba zobaczymy to omawiając konkretne przykłady.
‘WÓZ’, 'KOŁO' i nazwy innych części wozu w językach IE
1.Praindoeuropejczykom przypisuje się udomowienie konia i wynalezienie wozu. Poszukajmy więc, w jakim języku jest najwięcej własnych słów związanych z wozem i jego częściami. Z pewnością zróżnicowanie i bogactwo takiego słownictwa będzie wskazówką bliskiego związku tego języka z PIE.
Na wstępie kilka uwag:
Najstarszym wyobrażeniem wozu na świecie jest rysunek na wazie znaleziony w wiosce Bronocice pod Krakowem.
http://bronocice.dzialoszyce.info/waza.htm
Waza pochodzi z okresu kultury pucharów lejkowych i jest datowana na 3491-3060 p.n.e.
Z kultury pucharów lejkowych wyrosła kultura ceramiki sznurowej (3200-2300 p.n.e), powszechnie uważana za już w pełni indoeuropejską. Kiedyś łączono ją z etnosem pragermańskim, teraz mamy coraz więcej danych by uważać sznurowców za ludność prasłowiańską. Ponieważ to ludność ceramiki sznurowej najprawdopodobniej najbardziej przyczyniła się do upowszechnienia wozu, czego dowodem jest fakt pojawienia się około 3000 p.n.e na terenach od Łaby po Wołgę wyobrażeń wozów i rydwanów, słownictwo związane z wozem wskaże nam język, jakim najprawdopodobniej mówili sznurowcy.
Warto też zauważyć, że w kulturze amfor kulistych (3100-2600 p.n.e), której obszar pokrywa się z terytorium współczesnej Polski, składano ofiary z par wołów, co sugeruje, że mogły one pochodzić z zaprzęgu. Jest to kolejny dowód na używanie wozów przez tą ludność.
Warto też zwrócić uwagę na dystrybucję i zmienność nowo odkrytej haplogrupy R1a1-M458. Częstość występowania oraz historia rozprzestrzeniania się tej haplogrupy pasują od ekspansji kultury ceramiki sznurowej. Jest naprawdę wiele danych pozwalających łączyć tą haplogrupę z ekspansją ludnościi ceramiki sznurowej w Europie Centralnej i Wschodniej i wielu naukowców już to zauważyło, np. ceniony przez ciebie Maju. Ponieważ sznurowcy pierwsi masowo używali wozów i je rozpowszechnili, słownictwo związane z częściami wozu może być dla nas wskazówką jakim językiem mówili nosiciele haplogrupy R1a1-M458 w przeszłości. Jest to ważne specjalnie dla nas Polaków, bo występowanie tej haplogrupy ogranicza się prawie wyłącznie do Słowian i powszechnie uważa się ją za haplogrupę słowiańską. Szczególnie w Polsce zauważamy największy odsetek i największą zmienność mikrosatelitarną, co jest wskazówką, że ta haplogrupa pochodzi z terenów Polski.
Współczesny zasięg i historia rozprzestrzeniania się haplogrupy R1a1-M458 pokazana jest na dwóch poniższych mapkach:

Z pracy Underhill 2009
Powyższe dane wskazują, że większość Polaków to autochtoni i potomkowie sznurowców. Domyślano się już tego wcześniej, gdyż dla wykrytych w szkieletach ceramiki sznurowej z Eulau nad Łabą haplotypów R1a1, datowanych na 2600 p.n.e., znaleziono odpowiedniki wśród współczesnych Polaków i Rosjan.
Na wyjątkową wagę słownictwa dotyczącego części wozu zwrócił uwagę D.W. Anthony w książce „The Horse, the Wheel and Language”.
Omawiał tam słownictwo historyczne, poszukując PIE rdzeni, ale popełnił kilka rażących błędów, które spowodowały, że prawdziwa historia słownictwa dotyczącego wozu nie została przez niego dostrzeżona. Poniżej chciałbym omówić te błędy i je sprostować. Pokazuję na skanach wycięte fragmenty ze str. 35 jego książki.
1.Koło i kółko

Wydaje się, że Anthony pominął tutaj bardzo wiele słów. W języku polskim mamy wiele słów bliskich hipotetycznemu PIE rdzeniowi ‘*kuel’ jak: ‘koło’, ‘kółko’, ‘kula’, ‘kulka’, ‘kołować’, ‘kulgać’, ‘kołowy’, ‘kulisty’ itd. Widać wyraźnie, że to nasz język posiada największą różnorodność i bogactwo form pokrewnych ‘kołu’, jest to więc słowo należące do naszego języka. W innych językach ubóstwo form i zniekształcenia rdzenia wskazują na zapożyczenia.
Przeanalizujmy możliwe etymologie i związki, zakładając, że to właśnie sznurowcy „z Polski” rozpowszechnili słowo ‘koło’:
pol. ‘koło’ -> cz. ‘kolo’
-> r. ‘koleso’
-> scs. ‘kolo’, ‘kolese’
->stpr. ‘kelan’ „koło”
-> łot. ‘cele’ „koło” (np. ‘du-celes’-„dwukołówka”)
->gr. ‘polos’ „oś, biegun”
->łac. ‘colus’ „przęślica, kądziel”
->stnord. ‘hvel’ „koło”.
Hipotetyczny rdzeń PIE ‘*kuel’ wskazuje na bliski związek z polskim ‘kołem’.
Języki germańskie – jak zwykle – bardzo zdeformowały zapożyczone słowo i etymologia jest niepewna.
Jak łatwo zauważyć, istnieje też grupa języków, w których ‘koło’ ma trochę inne brzmienie. Pojawia się bowiem drugie ‘k’, jak w greckim ‘kuklos’. Jak to wytłymaczyć?
Otóż najlepszym wyjaśnieniem – moim zdaniem – jest to, że w języku polskim, który uważamy za język macierzysty dla nazewnictwa części wozu, mamy dwa słowa na oznaczenie kół. Drugim jest zdrobniała forma ‘kółko’. Mówi się „wóz na kółkach” itp.
Możliwe są zatem następujące etymologie:
pol. ‘kółko’->
->gr.’kuklos’ „okrąg”
->tochA. ‘kukal’ „wóz”
->tochB. ‘kokole’ „wóz”
->avest. ‘caxtra’ „koło”
->stind. ‘cakra’ „koło”
->stang ‘hweohl’ „koło”
Bardzo interesująca jest odmiana formy liczby mnogiej:
pol. ‘kółka’ -> gr. ‘kukla’ „koła”.
W języku greckim jest to odmiana nieregularna, normalna forma liczby mnogiej to ‘oi kukloi’. Istnienie drugiej, nieregularnej formy liczby mnogiej ‘ta kukla’, prawie identycznej z formą polską, jest mocnym dowodem, że starożytni Grecy zapożyczyli nazewnictwo wozu od naszych prapolskich czy pralechickich przodków, sznurowców.
Oś i ośka
Anthony podaje następujące słowa pokrewne:

Analogiczną sytuację do ‘koła’ i ‘kółka’ mamy w przypadku ‘osi’ i ‘ośki’. Oba te słowa są normalnie używane w odniesieniu do tej samej części wozu. Dlatego prawdopodobne są następujące etymologie:
pol. ‘oś’->
-> ocs ‘osi’
-> stpr. ‘aseis’
-> lit ‘asis’
Druga pochodzi od zdrobnienia
pol. ‘ośka’->
->stind ‘akszah’ „oś”
->m.gr. ‘akosone’ „oś”
->łac. ‘axis’ „oś”
-> stang. ‘eax’
Rydwan

Ponieważ na oznaczenie koła w staropruskim istnieje słowo ‘kelan’, a w łotewskim ‘cela’, słowa lit. ‘ratas’ i łot ‘rats’ na oznaczenie tego samego koła mogą być zapożyczeniami z języków germańskich.
Myślę, że następujące etymologie są najbardziej prawdopodobne:
pol. ‘rydwan’ ->
-> lit ‘rydwanie’ „rydwan”
-> stind. ‘ratha’ „rydwan”
-> avest. ‘ratha’ „rydwan”
-> łac. ‘rota’ „koło”
Wóz

Najbardziej prawdopodobne etymologie to:
pol. ‘wóz’, ‘wozi’, ‘wozić’->
->scs ‘vezo’ „wozi”
->r. ‘voz’ „wóz’
-> avest.’vazaiti’ „wozić”
->stind. ‘vahati’ „wozić, przenosić”
->lit. ‘vezu’ „wiezie”
->stnord. ‘vega’
Dyszel

Prawdopodobne etymologie to:
pol. ‘dyszel’ ->
->stind. ‘isza’ „pal, drąg, dyszel”
-> avest.’aesza’ „drąg, dyszel”
-> het. ‘hisza’ „dyszel”
-> ang. ‘thill’ „dyszel” (?)
Wszystko wskazuje na to, że język polski jest najbogatszy i najbardziej zróżnicowany w odniesieniu do słownictwa związanego z częściami wozu, i najbliższy PIE. Tylko w języku polskim istnieją dwie formy: ‘koło’ i kółko’ oraz ‘oś’ i ‘ośka’, stosowane do tych samych części wozu i dlatego tylko z języka polskiego można wyprowadzić wszystkie słowa odnoszące się do tych części wozu w innych językach IE.
Pokrywa się to z odkryciami archeologów w Bronocicach i z historią rozprzestrzeniania się haplogrupy R1a1-M548, sznurowców oraz stosowania wozów i rydwanów. Myślę, że mamy mocne dowody na to, że ludność kultury ceramiki sznurowej mogła być prasłowiańska.
Mamy więc pierwszy dowód wspierający hipotezę, że Prasłowianie = PIE. Takich dowodów jest więcej.
Tak, zauważyłem. A co myślisz o poniższej mapce, z której wynika jakoby Słowianie nie znali słów: ‘koło’, ‘dyszel’, ‘rydwan’, a Germanie znali wszystko?

Przecież to ewidentny przekręt, nawet w „Encyclopedia of Indo-European culture” By J. P. Mallory, Douglas Q. Adams, wspomina się o scs. ‘kolo’.
Na str. 56 swojej książki Anthony pisze o językach słowiańskich:
Szkoda, że Anthony nie zadał sobie trudu zbadania tych dialektów pod kątem słownictwa dotyczącego części wozu, pewnie by znalazł to, czego szukał – prawdziwych PIE.
Co do etnogenezy Germanów/Anglików i ich rzekomego związku z Europą Wschodnią i dominacją nad tamtejszą populacją, to myślę, że mamy tutaj przypadek, kiedy mały człowiek chce się wywyższyć poprzez fantazjowanie. Przypomina mi to bełkot o Vikingach i Gotach panujących nad Słowianami, który ciągle spotykamy na różnych niemieckich czy germanofilskich forach.
Cała jego książka to w istocie poszukiwanie dowodów na związki Germanów i Celtów z PIE znad Morza Czarnego. Współczesna genetyka absolutnie to wyklucza, nie znaleziono bowiem żadnych śladów celtyckich i germańskich genów, które mogłyby wskazywać na ich obecność w tym regionie w tym okresie. Badania zmienności mikrosatelitarnej R1b wskazuje na Anatolię, a nie na północ Morza Czarnego, jako miejsce z którego przybyli przodkowie dzisiejszych Celtów i Germanów. Również jego łączenie Celtów i Germanów z kulturą ceramiki sznurowej to kompletna bzdura. Nie ma na to żadnych dowodów. Wszystkie dowody przeczą temu w sposób oczywisty.
Zatem cała książka Anthonego to fantazja? Moim zdaniem, gdyby nic nie wspominał o Celtach i Germanach, byłaby to niezła książka – szkoda, że ją zepsuł. Trzeba ją dlatego czytać ze zrozumieniem i gdzie można zastępować Pragermanów i Praceltów Prasłowianami, ponieważ tylko Prasłowianie, albo ludy bliskie Prasłowianom o hg R1a1, mogły istnieć w tym czasie w tym regionie.
====================================================================
Więcej na: http://histmag.org/forum/index.php?topic=8836.0
Poszukując odpowiedzi na pytania dotyczące etnogenezy Słowian, z konieczności musimy się też zainteresować zagadnieniem wspólnoty praindoeuropejskiej, tzn. kim byli i gdzie żyli Praindoeuropejczycy (PIE).
Do tej pory problem ten był przedmiotem spekulacji i niezliczonych sporów. Obecnie, dzięki nowym i przełomowym odkryciom genetyków, językoznawców, antropologów i archeologów można pokusić się o nowe, bardziej dokładne odpowiedzi.
Interesuje mnie to, jakie PIE mieli geny, jak wyglądali, jakim w przybliżeniu językiem mówili oraz gdzie leżała ich ojczyzna. Przede wszystkim chciałbym jednak uzyskać odpowiedzi na pytania: co łączyło PIE z Prasłowianami, jak wyglądał proces wydzielania się grupy prasłowiańskiej ze wspólnoty PIE i czy w ogóle taki proces miał miejsce, a jeśli tak, to gdzie i kiedy?
Stare teorie języka PIE głosiły, że kiedyś istniała wspólnota mówiących jednorodnym językiem PIE i mieszkujących na tym samym terytorium ludów. Wspólnota ta następnie rozpadła się na liczne plemiona mówiące językami: praceltyckimi, pragermańskimi, pragreckimi, praarmeńskimi, prasłowiańskimi, praindoirańskimi itd., które następnie wywędrowały ze wspólnej siedziby i zajęły nowe terytoria, dając początek współczesnym językom indoeuropejskim.
Dzisiaj wiemy, że taki scenariusz nie mógł mieć miejsca, wyklucza to bowiem genetyka.
Jaka jest zatem prawdziwa historia wspólnoty PIE i języka PIE?
1.Polityka wypaczyła naukę o języku PIE
Omawianie teorii wspólnoty PIE należy chyba zacząć od jej krytyki i pokazania, gdzie leżą źródła błędów.
W 1857 wybitny polski orientalista pracujący na Uniwersytecie Berlińskim Ignacy Pietraszewski wydał dzieło poświęcone badaniom nad świętymi tekstami Zaratusztry. W piśmie tym dowodził bliskiego pokrewieństwa języka awestyjskiego z językiem polskim. Było to ważne odkrycie, gdyż w rzeczywistości języki słowiańskie są bardziej podobne do języków starożytnego Iranu czy Indii niż jakiekolwiek inne języki europejskie.
Jaka nagroda spotkała polskiego badacza za tak wybitne osiągnięcie? Dostał awans? Stał się sławny? Nie, nic z tych rzeczy. Odebrano mu katedrę i wyrzucono z uniwersytetu. Musiał wydawać swoje książki za prywatne pieniądze i robił to, bo był patriotą.
Dzięki jego pionierskim pracom wiemy dziś jak blisko jesteśmy spokrewnieni językowo z ludami tworzącymi wielkie cywilizacje Azji, a dzięki nowym odkryciom w genetyce wiemy też, że ludy, które w epokach brązu i żelaza wtargnęły do Iranu i Indii i dały początek tym cywilizacjom, pochodziły z Europy Centralnej i Wschodniej i pod względem genetycznym i fenotypowym były bardzo podobne do nas. Genetyka i językoznawstwo prowadzą do podobnych wniosków.
Niemcy ignorowali bliskość języków słowiańskich do języków indoirańskich, starając się podkreślić swoje rzekome związki. Wymyślili tzw. teorię języków indogermańskich i wmawiali światu, że to jacyś Indogermanie zawędrowali do Indii. Dzisiaj wiadomo, że to kompletna bzdura, w Indiach wśród kasty bramińskiej, będącej potomkami indoeuropejskich Ariów, nie znaleziono ani jednego nosiciela germańskich czy celtyckich haplotypów należących do hg R1b lub I1. Występuje za to często hg. R1a (80%) i wiele haplotypów identycznych z tymi, które spotykamy wśród Słowian. Związki językowe języków germańskich z indoirańskimi są też bardzo odległe i często pozorne, podczas gdy języki słowiańskie są bliskie indoirańskim.
Widać stąd wyraźnie, że od momentu powstania w XIX w. indoeuropeistyka była spaczona przez niemiecki nacjonalizm i wiele z tamtych błędów przetrwało do dziś.
2.Języki germańskie – przykład języków mieszanych
Języki germańskie nastręczają wielu kłopotów językoznawcom. Nie sposób ich zakwalifikować. Grupa naukowców amerykańskich D. Ringe, T. Warnow i A. Taylor próbując pogrupować języki indoeuropejskie w oparciu o analizy komputerowe stwierdziła, że języki germańskie wykazują zbyt dużo anomalii i nie pasują do innych języków. Obliczenia nie dawały sensownych rezultatów. Postanowiono więc wykonać obliczenia opuszczając języki germańskie.

Eksperyment zakończył się sukcesem i uzyskano drzewo pokazujące zależności między językami indoeuropejskimi:

Autorzy są przekonani, że to dzięki usunięciu języków germańskich komputerowe obliczenia zależności i podobieństw dały sensowne wyniki, i w rezultacie tego otrzymali najlepszą możliwą postać drzewa ukazującego strukturę i historię języków:

Cytaty i rysunki z:
http://www3.isrl.illinois.edu/~junwang4/langev/localcopy/pdf/ringe02IECladistics.pdf
Niektórzy lingwiści, a za nimi amerykański antropolog Dawid W. Anthony, próbują zinterpretować ten rezultat jak na rysunku poniżej:

Z książki Dawid W. Anthony „The Horse, The Wheel and Language” str.57
Anthony pisał swoją książkę ignorując dane, które dostarcza nam genetyka. W oparciu o analizy słownictwa germańskiego i historię genetyczną ludów germańskich najprościej byłoby powiedzieć, że języki germańskie to języki powstałe ze zmieszania języków nieindoeuropejskich i celtyckich, z pewną domieszką języków słowiańskich, tak jak robi to portal Eupedia:
Cytuj
The Germanic branch of Indo-European languages probably inherited more from the R1b cultures, although R1a is likely to have arrived earlier in Scandinavia, during the Corded Ware period. R1a people would have mixed with the pre-Germanic I1 aborigines to create the Nordic Bronze Age (1800-500 BCE). R1b would have reached Scandinavia later as a northward migration from the contemporary Hallstatt culture (1200-500 BCE). The first truly Germanic tongue could have been a blend of Hallstatt Proto-Celtic and the Corded-Ware Proto-Slavic with a few pre-Germanic loan words. The fact that present-day Scandinavia is composed of roughly 40% of I1, 20% of R1a and 40% of R1b reinforces the idea that Germanic ethnicity and language had acquired a tri-hybrid character by the Iron Age.
http://www.eupedia.com/europe/origins_haplogroups_europe.shtml
3.Język armeński – przykład indoeuropeizacji
Chociaż bez języków germańskich uzyskujemy większą przejrzystość i łatwiej jest dostrzec podobieństwa, strukturę i historię języków, niewiele nam to pomaga w zrozumieniu historii języka PIE ze względu na następujący problem, który przedstawię na przykładzie języka armeńskiego.
Cytuj
In particular, both Indo-European speaking Armenians and Altaic-speaking Azerbaijanians group with their geographic neighbours in the Caucasus, rather than with their linguistic neighbours (other Indo-European/Altaic-speaking populations), suggesting language replacements involving the Armenian and Azerbaijanian languages. Remarkably, the genetic distance between pairs of populations was significantly correlated with geographic distance, despite the presence of the Caucasus Mountains as a potentially significant barrier to gene flow.Cytat z:
http://www.familytreedna.com/pdf/alupaper.pdf
Badania genetyczne pokazują, że mówiąca językiem indoeuropejskim populacja Armenii i mówiąca językiem Ałtajskim populacja Azerbejdżanu nie różnią się pod względem genetycznym od siebie i od innych sąsiednich ludów kaukaskich, mówiących językami kaukaskimi, a więc należącymi do zupełnie innej grupy językowej.
Autorzy wnioskują stąd, że na terenie Armenii miało miejsce zastąpienie języka, czyli indoeuropeizacja populacji. Na terenie Azerbejdżanu natomiast ta sama pod względem genetycznym populacja kaukaska uległa ałtaizacji.
W związku z tym język armeński wykazuje wiele specyficznych cech, nie spotykanych w innych językach indoeuropejskich, będących wynikiem ulegania wpływom języków kaukaskich, którymi mówiła rdzenna populacja Armenii.
Cytuj
Armenian corresponds with other Indo-European languages in its structure, but it shares distinctive sounds and features of its grammar with neighboring languages of the Caucasus region.http://en.wikipedia.org/wiki/Armenian_language
Język armeński wykazuje też wiele innych wpływów:
Cytuj
It is clear that Armenian is an Indo-European language, but its development is opaque. In any case, Armenian has many layers of loanwords and shows traces of long language contact with Hurro-Urartian, Greek and Indo-Iranian.http://en.wikipedia.org/wiki/Proto-Armenian
Proces powstawania języka armeńskiego polegał na mieszaniu się języków indoeuropejskich i kaukaskich oraz ewolucji. Nie ma żadnych pewnych dowodów, że kiedyś istniał jakiś język praarmeński czy proto-armeński, który wydzielił się ze wspólnoty PIE.
4.Język grecki – przykład konwergencji dialektów
Podobne problemy mamy z językiem pragreckim czy proto-greckim. J. Hall, wybitny językoznawca specjalizujący się w historii języka greckiego pisze:


Cytaty z:Ethnic Identity in Greek Antiquity By Jonathan M. Hall str.169
Nic nie wskazuje na to, aby istniał kiedykolwiek wyodrębniony ze wspólnoty PIE język pragrecki czy proto-grecki, który dał następnie początek historycznym dialektom greckim. Hall temu zaprzecza. Wszystko wskazuje na to, że do Grecji napływały różne plemiona indoeuropejskie, mieszały się z miejscową ludnością nieindoeuropejską, a w wyniku tego mieszania powstawały dialekty lokalne, z których następnie przez złożone procesy konwergencji i dywergencji wyodrębniały się dialekty główne i w rezultacie ukształtował się język grecki.
Pod względem genetycznym populacja grecka jest podobna do populacji sąsiednich i różni się istotnie od populacji Europy centralnej i wschodniej skąd najprawdopodobniej pochodziły plemiona indoeuropejskie, które dokonały inwazji Grecji w epoce brązu. W przypadku Grecji, podobnie jak w przypadku Armenii, mamy zatem do czynienia z zastąpieniem języka i indoeuropeizacją populacji. Nastąpiło to jednak w procesie złożonej ewolucji, a nie przez proste zastąpienie języków lokalnych jakimś hipotetycznym językiem pragreckim czy proto-greckim. Taki język najprawdopodobniej nigdy nie istniał.
5.Krytycy hipotezy języka PIE
Z powyższych powodów, jak i różnych innych, wielu wybitnych językoznawców odrzuca całkowicie hipotezę języka PIE. Jednym z nich jest N.S Trubetskoy:
Cytuj
“There is therefore, no compelling reason for the assumption of a homogeneous Indo-European protolanguage from which the individual branches of Indo-European descended. It is equally plausible that the ancestors of the branches of Indo-European were originally dissimilar but that over time, through continuous contact, mutual influence, and loan traffic, they moved significantly closer to each other, without becoming identical (Trubetskoy 2001, p. 88).”
Cytuj
“Thus a language family can be the product of divergence, convergence or a combination of the two (with emphasis on either). There are virtually no criteria that would indicate unambiguously to which of the two modes of development a family owes its existence. When we are dealing with languages so closely related that almost all the elements of vocabulary and morphology of each are present in all or most of the other members (allowing for sound correspondences), it is more natural to assume convergence than divergence (Trubetskoy 2001, p. 89).”
Trubetzkoy, N. S. (2001), "Studies in General Linguistics and Language Structure," Anatoly Liberman (Ed.), translated by Marvin Taylor and Anatoly Liberman, Durham and London: Duke University Press.
Hipotezę wspólnoty PIE odrzuca również Jean-Paul Demoule, który wprost twierdzi, że żaden naukowy fakt nie wspiera obecnie hipotezy, aby kiedykolwiek istniał jakiś lud mówiący językiem PIE.
Mówiąc krótko, hipotezy języka PIE i wspólnoty PIE wcale nie są powszechnie akceptowane. Wielu naukowców w mniejszym lub większym stopniu im zaprzecza.
Uważam, że genetyka do pewnego stopnia wspiera poglądy przeciwników tych hipotez. Jaki bowiem sens ma rekonstrukcja języka PIE w oparciu o języki germańskie, celtyckie i greckie – co do tej pory robiono – skoro wiadomo, że ludy germańskie, celtyckie i greckie pod względem genetycznym nie mają wiele wspólnego z ludami, które współtworzyły języki słowiańskie, indoirańskie i bałtyckie, i dlatego nigdy nie mogły z nimi tworzyć wspólnoty, tzn. żyć na jednym terytorium i mówić jednorodnym językiem? Nie było prajęzyków wywodzących się jak gałęzie z jednego pnia, tzn. języka PIE. Te gałęzie powstały jako proces różnorodnych wpływów, mieszania się i ewolucji. Nie ulega wątpliwości, że od początku teoria języka PIE i hipoteza wspólnoty PIE rozwijały się przy udziale polityki i nacjonalizmów, które je wypaczyły. Największym błędem było niedowartościowanie języków słowiańskich i przewartościowanie germańskich i celtyckich, co jasno pokazują współczesne badania genetyczne. Czas spojrzeć na to zagadnienie od nowa.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Elikate:
Pochodzenie języków indoeuropejskich według genealogii Y-DNA
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Viraj:
Elikate językoznawcy twierdzą, że żadnych zjawisk językowych starszych niż 10000 lat nie są w stanie uchwycić. Separacja R1a i R1b miała miejsce około 20000 lat temu. To tak dawno, że nic nie możemy wiedzieć na temat języków w tamtych czasach.
Moim zdaniem interesująca nas historia tej R1a1, którą uważamy za słowiańską, na dobre zaczyna się od halocenu, czyli 8000 p.n.e. na północy Morza Czarnego. Wtedy następuje ocieplenie klimatu i na obszarze między Morzem Czarnym i Bałtykiem zaczynają rozwijać się kultury najpierw pasterskie, później rolnicze. Tutaj szukałbym naszych przodków i początków języków indoeuropejskich jakie znamy. Wcześniej był lodowiec i tylko niewielkie grupki ludzi wędrujące między Azją i Europą, walczące o przeżycie. Nic nie wiemy o ich języku, obyczajach, religii. Możemy tylko spekulować.
W tym wątku chciałbym się zająć czasami trochę bliższymi i zbadać, komu zawdzięczamy słownictwo dotyczące np. wozu, koła, religii, systemu liczbowego, różnych pojęć, które później trafiły do filozofii Indii i Grecji itp. Słowa te – wspólne różnym językom indoeuropejskim – powstały z pewnością dużo później niż wyodrębnienie się R1a i R1b.
W opinii wielu specjalistów indoeuropeizacja naszego kontynentu nie była prostym procesem wyodrębniania się prajęzyków ze wspólnoty PIE i narzucania ich nieindoeuropejskim mieszkańcom podbijanych terenów. Język pragrecki nie przybył do Grecji z ojczyzny PIE, lecz raczej ukształtował się w Grecji w rezultacie długotrwałych i złożonych procesów mieszania się języków indoeuropejskich i nieindoeuropejskich, ich konwergencji itd. Podobnie kształtowały się języki praarmeński, pragermański, praindoirański itp.
Powstaje jednak pytanie: czy wszystkie współczesne języki indoeuropejskie powstały w wyniku mieszania się z językami nieindoeuropejskimi? A jeśli nie, to które?
Tutaj musimy się zwrócić o pomoc zarówno do genetyków, jak i do językoznawców.
Obecnie zdecydowana większość specjalistów łączy ekspansję języków IE z hg R1a1. Jednym z powodów jest to, że tylko ta haplogrupa występuje wśród kasty braminów w Indiach, czyli potomków indoeuropejskich Ariów. Brak jest tam zupełnie hg R1b i innych europejskich znaczników.
Największy odsetek R1a1 występuje wśród Słowian północnych, a zwłaszcza wśród Polaków, dochodząc do 60%. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że 16% R1b w Polsce, występujące głównie na zachodzie, jest nabytkiem stosunkowo nowym, to możemy przyjąć, że odsetek R1a1 w pierwotnej populacji Słowian mógł przekraczać nawet 80%. Zatem jest to populacja w najmniejszym stopniu zmieszana z elementem nieindoeuropejskim.
Drugim czynnikiem świadczącym o braku zmieszania jest archaiczność języka.
Profesor Mańczak pisze o tym:
Cytuj
[…]język, który się rozwijał w praojczyźnie, jest bardziej archaiczny od języków, które
powstały na obcych substratach. Innymi słowy, badacze ci wysuwali postulat, że praojczyzny
należy szukać tam, gdzie jest najbardziej archaiczny język.
[…]najwięcej nawiązań etymologicznych do pozostałych języków indoeuropejskich wykazuje słownictwo polskie, z czego wniosek, że praojczyznę indoeuropejską należy utożsamiać z praojczyzną Słowian, a więc dorzeczem Odry i Wisły. Innymi słowy Słowianie są potomkami tej części ludności praindoeuropejskiej, która w praojczyźnie pozostała, podczas gdy Bałtowie, Germanie, Celtowie itd. są potomkami tej części ludności praindoeuropejskiej, która praojczyznę opuściła, osiedlając się na obszarach zamieszkanych przez ludność nieindoeuropejską i dlatego słownictwo bałtyckie, germańskie, celtyckie itd. jest mniej archaiczne od słowiańskiego (Mańczak 1992).
Cytat z: http://www.mimuw.edu.pl/polszczyzna/PTJ/b/b55_123-130a.pdf
Centralną pozycję języków słowiańskich w stosunku do innych języków indoeuropejskich pokazuje wiele analiz. Poniższy wykres pochodzi z książki "Archaeology and language: the puzzle of Indo-European origins" By Colin Renfrew str.116

Ciekawy model rozprzestrzeniania się języków IE prezentuje też konkurencyjna w stosunku do hipotezy drzewa teoria fali, którą obrazuje poniższy wykres:

Wykres z książki Renfrew str.105
Źródłem tej fali wydają się być języki słowiańskie.
Wracając do mającej więcej zwolenników teorii drzewa, zilustrowanej na powyższym wykresie D. Ringe, T. Warnow i A. Taylor , to warto zauważyć, że wszystkie gałęzie językowe na tym drzewie powstały w wyniku zmieszania się języków IE z jakimiś językami nieindoeuropejskimi.
Wyjątkiem są tylko języki słowiańskie. Dlatego warto się zastanowić, co w tym drzewie należy uważać za gałęzie, a co za pień.
Wydaje się, że nawet po obcięciu wszystkich gałęzi drzewo będzie żyło i wypuszczało nowe. Geneza języków słowiańskich jest bowiem niezależna od innych języków. Co by się jednak stało, gdyby około 8000 p.n.e na północy Morza Czarnego nie pojawiła się hg. R1a1 dająca początek naszym przodkom?
Myślę, że wiele rzeczy stanie się bardziej zrozumiałe, jeśli pokażemy przykłady wpływów i zależności.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
(...)wolałbym się skupić na rzeczach, które mogą być bardziej dokładnie uchwycone przez językoznawców, archeologów i genetyków, tzn. na historii ostatnich 4-6 tys. lat. Według ekspertów w tym czasie ukształtowały się języki IE jakie znamy.
Pytając o to, czy PIE mógł być językiem bliskim Prasłowiańskiemu, chciałbym się zastanowić nad tym, który z języków wniósł najwięcej do słownictwa uważanego za PIE i można go połączyć z tym, co historycznie przypisuje się PIE.
Najlepiej chyba zobaczymy to omawiając konkretne przykłady.
‘WÓZ’, 'KOŁO' i nazwy innych części wozu w językach IE
1.Praindoeuropejczykom przypisuje się udomowienie konia i wynalezienie wozu. Poszukajmy więc, w jakim języku jest najwięcej własnych słów związanych z wozem i jego częściami. Z pewnością zróżnicowanie i bogactwo takiego słownictwa będzie wskazówką bliskiego związku tego języka z PIE.
Na wstępie kilka uwag:
Najstarszym wyobrażeniem wozu na świecie jest rysunek na wazie znaleziony w wiosce Bronocice pod Krakowem.
http://bronocice.dzialoszyce.info/waza.htm
Waza pochodzi z okresu kultury pucharów lejkowych i jest datowana na 3491-3060 p.n.e.
Z kultury pucharów lejkowych wyrosła kultura ceramiki sznurowej (3200-2300 p.n.e), powszechnie uważana za już w pełni indoeuropejską. Kiedyś łączono ją z etnosem pragermańskim, teraz mamy coraz więcej danych by uważać sznurowców za ludność prasłowiańską. Ponieważ to ludność ceramiki sznurowej najprawdopodobniej najbardziej przyczyniła się do upowszechnienia wozu, czego dowodem jest fakt pojawienia się około 3000 p.n.e na terenach od Łaby po Wołgę wyobrażeń wozów i rydwanów, słownictwo związane z wozem wskaże nam język, jakim najprawdopodobniej mówili sznurowcy.
Warto też zauważyć, że w kulturze amfor kulistych (3100-2600 p.n.e), której obszar pokrywa się z terytorium współczesnej Polski, składano ofiary z par wołów, co sugeruje, że mogły one pochodzić z zaprzęgu. Jest to kolejny dowód na używanie wozów przez tą ludność.
Warto też zwrócić uwagę na dystrybucję i zmienność nowo odkrytej haplogrupy R1a1-M458. Częstość występowania oraz historia rozprzestrzeniania się tej haplogrupy pasują od ekspansji kultury ceramiki sznurowej. Jest naprawdę wiele danych pozwalających łączyć tą haplogrupę z ekspansją ludnościi ceramiki sznurowej w Europie Centralnej i Wschodniej i wielu naukowców już to zauważyło, np. ceniony przez ciebie Maju. Ponieważ sznurowcy pierwsi masowo używali wozów i je rozpowszechnili, słownictwo związane z częściami wozu może być dla nas wskazówką jakim językiem mówili nosiciele haplogrupy R1a1-M458 w przeszłości. Jest to ważne specjalnie dla nas Polaków, bo występowanie tej haplogrupy ogranicza się prawie wyłącznie do Słowian i powszechnie uważa się ją za haplogrupę słowiańską. Szczególnie w Polsce zauważamy największy odsetek i największą zmienność mikrosatelitarną, co jest wskazówką, że ta haplogrupa pochodzi z terenów Polski.
Współczesny zasięg i historia rozprzestrzeniania się haplogrupy R1a1-M458 pokazana jest na dwóch poniższych mapkach:

Z pracy Underhill 2009
Powyższe dane wskazują, że większość Polaków to autochtoni i potomkowie sznurowców. Domyślano się już tego wcześniej, gdyż dla wykrytych w szkieletach ceramiki sznurowej z Eulau nad Łabą haplotypów R1a1, datowanych na 2600 p.n.e., znaleziono odpowiedniki wśród współczesnych Polaków i Rosjan.
Na wyjątkową wagę słownictwa dotyczącego części wozu zwrócił uwagę D.W. Anthony w książce „The Horse, the Wheel and Language”.
Omawiał tam słownictwo historyczne, poszukując PIE rdzeni, ale popełnił kilka rażących błędów, które spowodowały, że prawdziwa historia słownictwa dotyczącego wozu nie została przez niego dostrzeżona. Poniżej chciałbym omówić te błędy i je sprostować. Pokazuję na skanach wycięte fragmenty ze str. 35 jego książki.
1.Koło i kółko

Wydaje się, że Anthony pominął tutaj bardzo wiele słów. W języku polskim mamy wiele słów bliskich hipotetycznemu PIE rdzeniowi ‘*kuel’ jak: ‘koło’, ‘kółko’, ‘kula’, ‘kulka’, ‘kołować’, ‘kulgać’, ‘kołowy’, ‘kulisty’ itd. Widać wyraźnie, że to nasz język posiada największą różnorodność i bogactwo form pokrewnych ‘kołu’, jest to więc słowo należące do naszego języka. W innych językach ubóstwo form i zniekształcenia rdzenia wskazują na zapożyczenia.
Przeanalizujmy możliwe etymologie i związki, zakładając, że to właśnie sznurowcy „z Polski” rozpowszechnili słowo ‘koło’:
pol. ‘koło’ -> cz. ‘kolo’
-> r. ‘koleso’
-> scs. ‘kolo’, ‘kolese’
->stpr. ‘kelan’ „koło”
-> łot. ‘cele’ „koło” (np. ‘du-celes’-„dwukołówka”)
->gr. ‘polos’ „oś, biegun”
->łac. ‘colus’ „przęślica, kądziel”
->stnord. ‘hvel’ „koło”.
Hipotetyczny rdzeń PIE ‘*kuel’ wskazuje na bliski związek z polskim ‘kołem’.
Języki germańskie – jak zwykle – bardzo zdeformowały zapożyczone słowo i etymologia jest niepewna.
Jak łatwo zauważyć, istnieje też grupa języków, w których ‘koło’ ma trochę inne brzmienie. Pojawia się bowiem drugie ‘k’, jak w greckim ‘kuklos’. Jak to wytłymaczyć?
Otóż najlepszym wyjaśnieniem – moim zdaniem – jest to, że w języku polskim, który uważamy za język macierzysty dla nazewnictwa części wozu, mamy dwa słowa na oznaczenie kół. Drugim jest zdrobniała forma ‘kółko’. Mówi się „wóz na kółkach” itp.
Możliwe są zatem następujące etymologie:
pol. ‘kółko’->
->gr.’kuklos’ „okrąg”
->tochA. ‘kukal’ „wóz”
->tochB. ‘kokole’ „wóz”
->avest. ‘caxtra’ „koło”
->stind. ‘cakra’ „koło”
->stang ‘hweohl’ „koło”
Bardzo interesująca jest odmiana formy liczby mnogiej:
pol. ‘kółka’ -> gr. ‘kukla’ „koła”.
W języku greckim jest to odmiana nieregularna, normalna forma liczby mnogiej to ‘oi kukloi’. Istnienie drugiej, nieregularnej formy liczby mnogiej ‘ta kukla’, prawie identycznej z formą polską, jest mocnym dowodem, że starożytni Grecy zapożyczyli nazewnictwo wozu od naszych prapolskich czy pralechickich przodków, sznurowców.
Oś i ośka
Anthony podaje następujące słowa pokrewne:

Analogiczną sytuację do ‘koła’ i ‘kółka’ mamy w przypadku ‘osi’ i ‘ośki’. Oba te słowa są normalnie używane w odniesieniu do tej samej części wozu. Dlatego prawdopodobne są następujące etymologie:
pol. ‘oś’->
-> ocs ‘osi’
-> stpr. ‘aseis’
-> lit ‘asis’
Druga pochodzi od zdrobnienia
pol. ‘ośka’->
->stind ‘akszah’ „oś”
->m.gr. ‘akosone’ „oś”
->łac. ‘axis’ „oś”
-> stang. ‘eax’
Rydwan

Ponieważ na oznaczenie koła w staropruskim istnieje słowo ‘kelan’, a w łotewskim ‘cela’, słowa lit. ‘ratas’ i łot ‘rats’ na oznaczenie tego samego koła mogą być zapożyczeniami z języków germańskich.
Myślę, że następujące etymologie są najbardziej prawdopodobne:
pol. ‘rydwan’ ->
-> lit ‘rydwanie’ „rydwan”
-> stind. ‘ratha’ „rydwan”
-> avest. ‘ratha’ „rydwan”
-> łac. ‘rota’ „koło”
Wóz

Najbardziej prawdopodobne etymologie to:
pol. ‘wóz’, ‘wozi’, ‘wozić’->
->scs ‘vezo’ „wozi”
->r. ‘voz’ „wóz’
-> avest.’vazaiti’ „wozić”
->stind. ‘vahati’ „wozić, przenosić”
->lit. ‘vezu’ „wiezie”
->stnord. ‘vega’
Dyszel

Prawdopodobne etymologie to:
pol. ‘dyszel’ ->
->stind. ‘isza’ „pal, drąg, dyszel”
-> avest.’aesza’ „drąg, dyszel”
-> het. ‘hisza’ „dyszel”
-> ang. ‘thill’ „dyszel” (?)
Wszystko wskazuje na to, że język polski jest najbogatszy i najbardziej zróżnicowany w odniesieniu do słownictwa związanego z częściami wozu, i najbliższy PIE. Tylko w języku polskim istnieją dwie formy: ‘koło’ i kółko’ oraz ‘oś’ i ‘ośka’, stosowane do tych samych części wozu i dlatego tylko z języka polskiego można wyprowadzić wszystkie słowa odnoszące się do tych części wozu w innych językach IE.
Pokrywa się to z odkryciami archeologów w Bronocicach i z historią rozprzestrzeniania się haplogrupy R1a1-M548, sznurowców oraz stosowania wozów i rydwanów. Myślę, że mamy mocne dowody na to, że ludność kultury ceramiki sznurowej mogła być prasłowiańska.
Mamy więc pierwszy dowód wspierający hipotezę, że Prasłowianie = PIE. Takich dowodów jest więcej.
P.S. Zauważyłeś w książce sir Anthony’ego ustęp: „The ancestor of English: The origin of Spread of the Usatovo Dialect” (s.359). Co dla autora było głównym znakiem rozpoznawczym, że w Usatovo zaczęła się etnogeneza Germanów/Anglików? Stwierdził, czy tylko usiłuje dowodzić, że tam pojawił się stosunek feudalny suweren-klient i władanie miecza, zwłaszcza w stosunku do naddnieprzańskiej populacji kultury trypoliskiej fazy C2 (protosłowiańskiej?). Dowodzi tego na wielu stronicach.
Tak, zauważyłem. A co myślisz o poniższej mapce, z której wynika jakoby Słowianie nie znali słów: ‘koło’, ‘dyszel’, ‘rydwan’, a Germanie znali wszystko?

Przecież to ewidentny przekręt, nawet w „Encyclopedia of Indo-European culture” By J. P. Mallory, Douglas Q. Adams, wspomina się o scs. ‘kolo’.
Na str. 56 swojej książki Anthony pisze o językach słowiańskich:
Cytuj
Only one dialect documented (OSC), but the West, South and East Slavic branches must have existed already.
Szkoda, że Anthony nie zadał sobie trudu zbadania tych dialektów pod kątem słownictwa dotyczącego części wozu, pewnie by znalazł to, czego szukał – prawdziwych PIE.
Co do etnogenezy Germanów/Anglików i ich rzekomego związku z Europą Wschodnią i dominacją nad tamtejszą populacją, to myślę, że mamy tutaj przypadek, kiedy mały człowiek chce się wywyższyć poprzez fantazjowanie. Przypomina mi to bełkot o Vikingach i Gotach panujących nad Słowianami, który ciągle spotykamy na różnych niemieckich czy germanofilskich forach.
Cała jego książka to w istocie poszukiwanie dowodów na związki Germanów i Celtów z PIE znad Morza Czarnego. Współczesna genetyka absolutnie to wyklucza, nie znaleziono bowiem żadnych śladów celtyckich i germańskich genów, które mogłyby wskazywać na ich obecność w tym regionie w tym okresie. Badania zmienności mikrosatelitarnej R1b wskazuje na Anatolię, a nie na północ Morza Czarnego, jako miejsce z którego przybyli przodkowie dzisiejszych Celtów i Germanów. Również jego łączenie Celtów i Germanów z kulturą ceramiki sznurowej to kompletna bzdura. Nie ma na to żadnych dowodów. Wszystkie dowody przeczą temu w sposób oczywisty.
Zatem cała książka Anthonego to fantazja? Moim zdaniem, gdyby nic nie wspominał o Celtach i Germanach, byłaby to niezła książka – szkoda, że ją zepsuł. Trzeba ją dlatego czytać ze zrozumieniem i gdzie można zastępować Pragermanów i Praceltów Prasłowianami, ponieważ tylko Prasłowianie, albo ludy bliskie Prasłowianom o hg R1a1, mogły istnieć w tym czasie w tym regionie.
====================================================================
Więcej na: http://histmag.org/forum/index.php?topic=8836.0
# Blondwłosi Azjaci ,potomkami "zaginionego legionu"?
Już wcześniejsze teorie sugerowały, że w żyłach ludzi zasiedlających
niewielką osadę Liqian płynie krew żołnierzy, którzy służyli w rzymskich
legionach. Teraz teorie te odnajdują potwierdzenie w faktach.
Przeprowadzone badania DNA wykazały bowiem, że ich kod genetyczny jest w
dużej mierze zbieżny z materiałem
przedstawicieli rasy białej. Aż 2/3 mieszkańców wioski mogła mieć
przodków reprezentujących rasę białą - poinformował dziennik "The Daily
Telegraph".
Analizy wykonane już wcześniej przez antropologów pokazały, że coś jest na rzeczy. Naukowcy wskazywali na charakterystyczne cechy wyglądu mieszkańców wioski położonej w północno-zachodnich Chinach. Wielu z nich ma niebieskie lub zielone oczy, długie nosy i włosy w kolorze blond. Sami wieśniacy także są pewni swoich europejskich korzeni. Niektórzy mają nawet pseudonimy nawiązujące do rzekomego pochodzenia. Jeden z nich każe na siebie wołać Cai Rzymianin.
Główny cel, jaki teraz postawili przed sobą naukowcy, to odnalezienie fragmentów fortyfikacji, które mieli wznieść przed wiekami żołnierze z legendarnej armii. Zaplanowano już wykopaliska, które zostaną przeprowadzone wzdłuż Jedwabnego Szlaku.
"Mamy nadzieję, że uda nam się potwierdzić tę legendę poprzez odkrycie podczas prac wykopaliskowych kolejnych dowodów na wczesną styczność Chin oraz przedstawicieli Cesarstwa Rzymskiego" - powiedział Yuan Honggeng z Uniwersytetu Lanzhou.
Zgodnie z legendą, w trakcie bitwy, do jakiej doszło w 53 r. p.n.e. pomiędzy oddziałami dowodzonymi przez rzymskiego generała Marka Licyniusza Krassusa a imperium Partów, część legionistów oddzieliła się od swojej armii, i aby uniknąć walki wyruszyła na wschód - przypomniał brytyjski dziennik. Wiele wskazuje na to, że dezerterzy wcielili się w rolę najemników podczas konfliktu zbrojnego pomiędzy Hunami i Chińczykami w 36 r. p.n.e. W I w. mieli się zaś osiedlić na zamieszkiwanym obecnie przez ich chińskich potomków obszarze.
Teoria ta została wysunięta po raz pierwszy w latach 50-tych ubiegłego wieku przez prof. Homera Dubsa, który zajmował się historią Chin na Uniwersytecie Oksfordzkim.
źródło: niewiarygodne.pl
komentarz użytkownika Artaxes:
"Nic nie wyjaśniono
Jasne włosy i/bądź oczy lub inne europoidalne cechy wyglądu Ujgurów lub innych wschodnioazjatyckich ludów na terenie północno-zachodnich Chin spowodowane są pochodzeniem od białych plemion tocharskich, przybyłych w te tereny kilka tysięcy lat temu znad Wołgi. Wędrówkę Tocharów na wschód potwierdzają m.in. wczesne, tocharskie zapożyczenia leksykalne w językach fińsko-wołżańskich (np. w mordwińskim). Tocharowie swoim wyglądem bardzo przypominali Słowian oraz koczownicze ludy scyto-sarmackie, stąd niektóre wspólne z nami cechy zachowały się u ich sturczonych lub zsinizowanych potomków. Cywilizacja tocharska (w tym charakterystyczne języki) zaginęły ok. tysiąca lat temu na skutek inwazji tureckich Ujgurów, z którymi ulegli asymilacji. Tak więc cechy te nie mogą w żadnym wypadku pochodzić od jakichś zaginionych Rzymian, ale od najbliższych genetycznie krewnych Słowian - Tocharów i Scyto-Sarmatów, co zostało udowodnione w efekcie badań haplogrupowych krwi."
Analizy wykonane już wcześniej przez antropologów pokazały, że coś jest na rzeczy. Naukowcy wskazywali na charakterystyczne cechy wyglądu mieszkańców wioski położonej w północno-zachodnich Chinach. Wielu z nich ma niebieskie lub zielone oczy, długie nosy i włosy w kolorze blond. Sami wieśniacy także są pewni swoich europejskich korzeni. Niektórzy mają nawet pseudonimy nawiązujące do rzekomego pochodzenia. Jeden z nich każe na siebie wołać Cai Rzymianin.
Główny cel, jaki teraz postawili przed sobą naukowcy, to odnalezienie fragmentów fortyfikacji, które mieli wznieść przed wiekami żołnierze z legendarnej armii. Zaplanowano już wykopaliska, które zostaną przeprowadzone wzdłuż Jedwabnego Szlaku.
"Mamy nadzieję, że uda nam się potwierdzić tę legendę poprzez odkrycie podczas prac wykopaliskowych kolejnych dowodów na wczesną styczność Chin oraz przedstawicieli Cesarstwa Rzymskiego" - powiedział Yuan Honggeng z Uniwersytetu Lanzhou.
Zgodnie z legendą, w trakcie bitwy, do jakiej doszło w 53 r. p.n.e. pomiędzy oddziałami dowodzonymi przez rzymskiego generała Marka Licyniusza Krassusa a imperium Partów, część legionistów oddzieliła się od swojej armii, i aby uniknąć walki wyruszyła na wschód - przypomniał brytyjski dziennik. Wiele wskazuje na to, że dezerterzy wcielili się w rolę najemników podczas konfliktu zbrojnego pomiędzy Hunami i Chińczykami w 36 r. p.n.e. W I w. mieli się zaś osiedlić na zamieszkiwanym obecnie przez ich chińskich potomków obszarze.
Teoria ta została wysunięta po raz pierwszy w latach 50-tych ubiegłego wieku przez prof. Homera Dubsa, który zajmował się historią Chin na Uniwersytecie Oksfordzkim.
źródło: niewiarygodne.pl
komentarz użytkownika Artaxes:
"Nic nie wyjaśniono
Jasne włosy i/bądź oczy lub inne europoidalne cechy wyglądu Ujgurów lub innych wschodnioazjatyckich ludów na terenie północno-zachodnich Chin spowodowane są pochodzeniem od białych plemion tocharskich, przybyłych w te tereny kilka tysięcy lat temu znad Wołgi. Wędrówkę Tocharów na wschód potwierdzają m.in. wczesne, tocharskie zapożyczenia leksykalne w językach fińsko-wołżańskich (np. w mordwińskim). Tocharowie swoim wyglądem bardzo przypominali Słowian oraz koczownicze ludy scyto-sarmackie, stąd niektóre wspólne z nami cechy zachowały się u ich sturczonych lub zsinizowanych potomków. Cywilizacja tocharska (w tym charakterystyczne języki) zaginęły ok. tysiąca lat temu na skutek inwazji tureckich Ujgurów, z którymi ulegli asymilacji. Tak więc cechy te nie mogą w żadnym wypadku pochodzić od jakichś zaginionych Rzymian, ale od najbliższych genetycznie krewnych Słowian - Tocharów i Scyto-Sarmatów, co zostało udowodnione w efekcie badań haplogrupowych krwi."
środa, 17 kwietnia 2013
# O Skandynawskiej rzeczywistości - wywiad.
Kontrole przeprowadzane przez Kościół Szwecji miały miejsce. Ich dosłowna nazwa to „przesłuchanie domowe” (husförhör), z grubsza polegające na odpytywaniu domowników ze znajomości katechizmu i ogólnie – religii protestanckiej.
Antoine Ratnik : Jest Pan tłumaczem i podrόżnikiem.W trakcie swoich peregrynacji po Europie poznal Pan dobrze kraje
skandynawskie.Czy mogłby Pan powiedzieć
Czytelnikom, w ktόrych krajach skandynawskich Pan
przebywał i dokładniej i w jakich regionach każdego z tych krajόw ?
Antoine Ratnik : Czy kraje te można jakos
jednoznacznie ocenić ? Co by Pan na przyklad napisal, gdyby Pan byl
uczniem francuskiej szkoly i gdyby kazano Panu – jak to bywa we francuskim
systemie szkolnym – « ukazac zasadnicze aspekty spoleczenstw skandynawskch
wspolne dla wszystkich tych krajow w tekscie nieprzekraczajacym 360 slow « ?
Opowiadał mi Pan kiedyś, ze jeszcze nie tak dawno w Szwecji pastorzy luterańscy kontrolowali raz na rok rodziny i wydawali im rodzaj « pozwolenia na egzystencję » na nastepny rok.
Czy mogłby Pan te sprawę naswietlić możliwie jak najbardziej szczegόlowo, gdyż podobne praktyki są nieznane w swiecie katolickim.
Antoine Ratnik : Czy można powiedzeć, ze
spoleczeńswta skandynawskie są spoleczeństwami ludzi nieszczęśliwych? Proszę możliwie
jak najwiecej powiedzieć o porywaniu
dzieci praktykowanym przez pańswto w tych krajch.
Antoine Ratnik : Mowił mi Pan kiedyś, ze czuł
się w Szwecji wyobcowany.Dlaczego?
I jeszcze jedno, czy czuł się Pan zagrożony, obawiał się donosu czy też internowania w szpitalu psychiatrycznym z racji swojej normalności, ktorą oni uważaja za cos nienormalnego ?
Antoine Ratnik : Czy
spoleczeństwo norweskie wygląda podobnie jak szwedzkie?
Antoine Ratnik : Czy można
pwiedzieć, ze to Szwecja jest odpowiedzialna za instalację w Norwegii, kraju pełnym
zaslug, zinstytucjonalizowanej dekadencji?
Antoine Ratnik : Jaki jest
w tych krajach stosunek do epopei Wikingόw?
Przecież Skandynawowie to dawni Wikingowie.Jaka jest kondycja fizyczna Skandynawόw
dziś ?
Jarosław Wiśniowski : Stosunek do epopei Wikingów przejawia się choćby w taki sposób, że w latach 80. i 90. nastąpił w Skandynawii wysyp zespołów rockowych i metalowych nawiązujących bezpośrednio do mitologii nordyckiej. Wielu członków tych grup otwarcie gardzi chrześcijaństwem (a niechby spróbowali pogardzić islamem, czy judaizmem...) i demonstracyjnie obchodzi święta swych pogańskich przodków, biorąc udział w różnorakich ceremoniach organizowanych na wzór staronordycki. No, może z wyjątkiem składania krwawych ofiar. Ale i do głosu przeciętnego Skandynawa wkrada się nutka dumy, gdy mówi o swym kulturowym i genetycznym dziedzictwie, mimo że tak niewiele mu go zostało – zwłaszcza tego drugiego. I tu przechodzimy do drugiej części pytania. Tak się składa, że pracowałem w środowisku, w którym wymagana była pewna siła fizyczna, więc o obecności cherlaków nie mogło być mowy. Niektórzy nawet wyglądali tak groźnie jak typ z Regular Ordinary Swedish Meal Time... Zwłaszcza pewien dwumetrowy brodacz, który, zapytany o imię, odparł: „Stieg! To starodawne imię Wikingów!” Na ulicy natomiast bardzo często można zetknąć się z typem bladego wymoczka o mętnym wzroku i mówiącego falsetem, co zresztą zdają się lansować tamtejsze media. A kobiety? Tu można się zdumieć. Jeśli komuś taka Szwecja kojarzy się z nieprzeliczonymi hordami długonogich blond-piękności, niech pozbędzie się wszelkich złudzeń. Albo Szwedki faktycznie tak wyglądały jedno lub dwa pokolenia temu, albo to państwo zatrudnia niezwykle skutecznych propagandystów, do których sam Goebbels mógłby uczęszczać na korepetycje. Ponieważ jednak nie przystoi zbytnio rozwodzić się nad brakiem walorów fizycznych płci (w założeniu) pięknej, spuszczę na ten wątek zasłonę milczenia. Pod rozwagę poddam jednak fakt, że oprócz uprawiania popularnej w Skandynawii seksturystyki, wielu mężczyzn importuje sobie żony z zagranicy, zwłaszcza z Azji Wschodniej. I to nie tylko z powodu znacznego stopnia zaczadzenia umysłów Szwedek zgubną ideologią feminizmu. Zresztą zgodnie z ową ideologią panie nie pozostają w tyle i również masowo podróżują po świecie w poszukiwaniu wrażeń, z tym nie na wschód, a do Afryki i na Karaiby.
Antoine Ratnik : Czy zna Pan Finlandię i jeśli tak, to jak ocenia Pan ten kraj?
Antoine Ratnik : I
wreszcie na koniec pytanie osobiste.Bardzdo boleję nad niskim poziomem
znajomosci językόw obcych w Polsce. Pisalem o tym wielokrotnie.
Zna Pan kilka jezykόw.Czy może Pan Czytelnikom, szczegolnie mlodym,zasugerowac jakąś skuteczną metodę aby dobrze i dogłebnie opanowac choć jeden z zachodnich językow?
Jarosław
Wiśniowski : „Podróżnik” to za dużo powiedziane. Słowo to od razu kojarzy
mi się z Wojciechem Cejrowskim oraz Tomkiem Wilmowskim z powieści Alfreda
Szklarskiego, którymi zaczytywałem się w dzieciństwie. W moim przypadku
określenie „migrant” zdecydowanie lepiej oddaje istotę zagadnienia. Tak się
złożyło, że z krajów skandynawskich najbardziej zaznajomiłem się ze Szwecją,
którą pierwszy raz nawiedziłem w lecie 1995 r., czyli jeszcze jako nastolatek
zafascynowany kulturą Wikingów oraz miejscową muzyką metalową, co zresztą
zostało mi do dziś.
W ciągu dwóch tygodni objechałem
wtedy południowo-wschodnie rubieże kraju, z czego największe wrażenie wywarła
na mnie nie tyle dziewicza przyroda, co pobyt w tzw. Królestwie Szkła
(Glasriket). Później wracałem do Szwecji jeszcze kilkakrotnie, a w roku 2007
podjąłem pracę montera rusztowań w Uddevalli, którą w latach 80. dziennikarz
pewnej bulwarówki ochrzcił mianem „najnudniejszego miasta Szwecji”. Mieszkając
tam dobrze poznałem część zachodniego brzegu kraju od Göteborga po granicę
norweską, czyli region Bohuslän. Prócz tego parę razy udało mi się zaszczycić
swoją obecnością Danię i południową Norwegię.
Jarosław Wiśniowski : To tak ambitne wypracowania zadaje się we Francji
imigrantom-półanalfabetom z Maghrebu? Bo z tego co wiem, to wkrótce właśnie oni
będą stanowili większość francuskiego społeczeństwa, o ile już do tego nie
doszło...
Pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy w związku z tym tematem, to
tzw. prawo Jante. Sformułował je w latach 30. na potrzeby jednej ze swych książek
duński pisarz Aksel Sandemose, chcąc w skrócie odzwierciedlić typowe cechy
Skandynawów. Stworzył zatem swoisty dekalog, którego treść można określić jako
pragnienie zrównania w dół każdej ponadprzeciętnej jednostki. Przywodzi to na
myśl anegdotę o krabach w wiadrze: gdy tylko jeden z nich zaczyna wspinać się
po reszcie chcąc wyjść na wolność, czyli wyróżnić się pozytywnie na tle reszty
i osiągnąć jakiś wyższy cel, pozostałe od razu ściągają go z powrotem. Dziś
przekłada się to nie tylko na presję grupy, w wyniku której ludzie często
skrywają swe zalety za fasadą fałszywej i przesadnej skromności oraz nie dają z
siebie wszystkiego wiedząc, że prawie na pewno zostałoby to odebrane z
podejrzliwością, ale i na system podatkowy, nie pozwalający wzbogacić się
powyżej danego poziomu.
Druga sprawa to stosunek do alkoholu. Wszędzie oprócz Danii obowiązuje
półprohibicja, polegająca zarówno na stosowaniu groteskowych cen, jak i
utrzymywaniu monopolu państwowego na sprzedaż napojów o mocy przekraczającej
3,5%, prowadzoną wyłącznie w specjalnych sklepach, których przykładowo w całej Szwecji jest
zaledwie ok. 400 (Systembolaget). Powodem tego, obok gorączki władzy „tych na
górze” i związanej z nią chęci kontroli ludności, jest masowy alkoholizm,
stanowiący istną plagę miejscowych społeczeństw jeszcze na początku XX wieku.
Do skutków takiej polityki natomiast można zaliczyć fakt, że wielu Skandynawów
nie zna umiaru w piciu i wyjeżdżając za granicę traci głowę zyskawszy dostęp do
względnie tanich, szeroko dostępnych trunków. Oczywiście niektórzy radzą sobie
na własną rękę pędząc bimber, zwłaszcza na wsi, a co bardziej wtajemniczeni
chodzą „na tiry”, czyli do odpoczywających na parkingach kierowców ciężarówek z
Europy Wschodniej, którzy często przywożą ze sobą parę butelek i puszek
ojczystych wyrobów w celu pokątnego sprzedania ich w Skandynawii – z obopólną
korzyścią. Ciekawostka: czy wie Pan jak w Szwecji wpłynięto na wynik referendum
w sprawie przystąpienia do UE? Otóż politykierzy nakłamali naiwniakom, że Unia
zakaże utrzymywania monopolu alkoholowego przez bolagety, w związku z czym po
anszlusie będzie dostęp do napojów wyskokowych taki sam, jak w cywilizowanym
świecie, czyli w byle spożywczaku i nie tylko w określonych godzinach. No to
zagłosował łasy na dary Bachusa lud szwedzki „jak trzeba” i teraz ma...
Co jeszcze? Donosicielstwo. Szczególnie do wszechmocnej skarbówki. Wyjątkowo
wredna czynność. Jak ktoś zarobi ponad „normę”, nie powinien głosić tego wszem
i wobec, nie mówiąc o afiszowaniu się z tym. Istnieje bowiem spore ryzyko, że
wskutek donosu kogoś „życzliwego” odwiedzą go smutni panowie. Jednak mimo
drakońskich kar za przestępstwa skarbowe angażowanie ludzi do pracy na czarno i
wzajemne świadczenie nieodpłatnych usług na zasadzie barteru kwitnie w
najlepsze, co dowodzi, że duch wolności jeszcze nie zanikł całkowicie w
Skandynawach. Ale i policja otrzymuje odpowiednią liczbę zgłoszeń. Ileż to razy
wędrując samotnie po mniejszych miejscowościach, bez względu na kraj, podjeżdżali
do mnie stróże prawa pytając – bez zbędnej władczości – kim jestem i co tu
porabiam, bo dostali telefon, że po okolicy kręci się jakiś podejrzanie
wyglądający obcy typ? Na szczęście zawsze zostawiali mnie w spokoju, gdy im
odpowiadałem, że po prostu spaceruję sobie, podziwiam przyrodę itp. Mimo że owe
mini-przesłuchania przebiegały jak najbardziej kulturalnie, nie mogłem pozbyć
się uczucia przebywania w zasięgu niemożliwego do uniknięcia wzroku państwowego
oka Saurona.
Natomiast z cech pozytywnych należałoby dla równowagi wymienić brak
skłonności do obgadywania innych związany m.in. z małomównością, która sama w
sobie może być czymś dobrym dla wyznających zasadę „milczenie jest złotem”,
punktualność, powszechną znajomość języka angielskiego oraz zachowywanie
stoickiego spokoju w sytuacjach stresowych i niepodnoszenie głosu.
Takich wspólnych aspektów jest znacznie więcej i dużo by jeszcze o nich
pisać, a już i tak przekroczyłem ustalony limit słów... Dostanę lachę, czy też
w szkołach francuskich, wzorem szwedzkich, zdążono zlikwidować klasyczne oceny?
Kończąc wątek dodam, że jeśli kogoś interesuje temat, a zwłaszcza opis
społeczeństwa szwedzkiego, niech postara się przeczytać książkę Jacka
Kubickiego pt. „Szwecja od Środka”. Nie jest to jednak łatwe, gdyż właśnie
stuka jej ćwierćwiecze, a nakład jej jedynego wydania wyniósł zaledwie 10 tys.
egzemplarzy.
Antoine Ratnik : Szwecja wydaje sie być tym
krajem, ktory zdecydowanie dominuje cywilizacyjnie na Polwyspie skandynawskim.Opowiadał mi Pan kiedyś, ze jeszcze nie tak dawno w Szwecji pastorzy luterańscy kontrolowali raz na rok rodziny i wydawali im rodzaj « pozwolenia na egzystencję » na nastepny rok.
Czy mogłby Pan te sprawę naswietlić możliwie jak najbardziej szczegόlowo, gdyż podobne praktyki są nieznane w swiecie katolickim.
Jarosław Wiśniowski : Zależy, co kto rozumie przez „dominację
cywilizacyjną”. Jeśli chodzi o zarobki, poziom życia, czy ogólnie kwestie
materialne, to w tym akurat przypadku bezapelacyjnie przoduje Norwegia.
Natomiast co do dzieł kultury i sztuki (filmy, książki), to zdecydowana ich większość,
niezależnie od kraju pochodzenia, jest dla mnie za bardzo nacechowana depresją
i ciężkostrawna, stąd też stronię od nich. Z kolei pod względem militarnym
Szwecja swego czasu faktycznie dominowała w regionie, choć przy całej swej potędze
dostała lanie od swojego zachodniego sąsiada o kilka razy za dużo, jak na swój
gust. Być może to właśnie dlatego dzisiejsi Szwedzi lubują się w dowcipach o
Norwegach i Duńczykach, na tej samej zasadzie jak my opowiadamy sobie kawały o
Polaku, Rusku i Niemcu.
Istotnie, wspomniane przez Pana kontrole przeprowadzane przez Kościół Szwecji
miały miejsce. Ich dosłowna nazwa to „przesłuchanie domowe” (husförhör), z
grubsza polegające na odpytywaniu domowników ze znajomości katechizmu i ogólnie
– religii protestanckiej. Należy przy tym nadmienić, że czas przeszły nie jest tu
do końca odpowiedni, ponieważ w niektórych parafiach kontrole te odbywają się
do dziś, choć pewnie w znacznie łagodniejszej formie niż przed laty. Niestety
nic nie wiem o konsekwencjach ewentualnego niezdania egzaminu z religijności
przed pastorem, ale biorąc pod uwagę, że stosunkowo do niedawna nie istniała
możliwość rezygnacji z członkostwa w KS, a do połowy XIX w. za katolicyzm
groziła deportacja, można puścić wodze fantazji i spekulować. Ale o ile w
przypadku „testu z życia duchowego” antyklerykalny Svensson teoretycznie mógł zacisnąć
zęby i odbębnić tę niedogodność, o tyle dochodzi tu znacznie poważniejszy
aspekt, jakim było gromadzenie rozmaitych danych osobowych przez pastorów i
katalogowania ich w odpowiednich księgach parafialnych (husförhörslängder). Dane
te bynajmniej nie ograniczały się do takich drobiazgów, jak data urodzenia,
ilość posiadanych dzieci oraz kto jak często przystąpił do komunii. W starych
księgach parafialnych można doszukać się również takich kwiatków, jak opinie na
temat ogólnego prowadzenia się przez daną osobę, informacje o popełnionych
przez nią wykroczeniach bądź przestępstwach, o poddaniu się szczepieniom itp. Wskutek
tego – cytując wspomnianą „Szwecję od Środka” – „kiedy w latach
sześćdziesiątych tworzyły się zręby «państwa dobrobytu», administracja
państwowa dysponowała aparatem ewidencji ludności, o jakim niewiele krajów
mogło marzyć” (str. 117). Nie trzeba być geniuszem, by domyślić się, jaką
władzę nad ludźmi dawały i wciąż dają tego rodzaju informacje.
Antoine Ratnik : Dlaczego, według Pana, to właśnie
kraje skandynawskie stały sie europejskim piekłem na Ziemi? Czy dlatego, że w
tych krajach jedna konkretna denominacja
protestancka odniosła całkowite zwycięstwo? Dlaczego własnie w tych
krajach tak sie stało ?
Jarosław Wiśniowski : „Piekło na Ziemi”
to opis bardziej odpowiadający Sowietom za Lenina. Ja bym raczej porównał kraje
skandynawskie do wygodnych klatek o pozłacanych prętach. Jestem też przekonany,
że w innych częściach Europy żyje się gorzej i to nie tylko pod względem
materialnym. Proces zwiększania zamordyzmu państwowego z roku na rok nabiera
coraz większego tempa; ostatnio niemal codziennie docierają do mnie wiadomości
o zwiększeniu liczby radarów na drogach, przeforsowaniu kolejnego zakazu w
danym parlamencie, kradzieży dziecka dokonanej przez instytucję państwową,
zaostrzenie jakiejś łagodnej dotąd ustawy itd. Oczywiście wszystko dla dobra
ogółu. I są to wieści z bodaj każdego państwa uważanego za członka wielkiej
niegdyś cywilizacji Zachodu. Tak więc nawet jeśli ktoś postrzega Skandynawię jako
europejskie piekło na Ziemi, chyba przyzna, że region ten posiada coraz silniejszą
konkurencję w pretendowaniu do owego miana.
Zdaję sobie sprawę, że Pan, jako tradycyjny katolik, stawia znak równości
między protestantyzmem a złem. Natomiast z internetu wiem, że niejeden
luteranin również postrzega katolicyzm jako dzieło Szatana. Osobiście nie
podzielam żadnego z tych poglądów. Nie tylko dlatego, że sprawy religii są mi
zasadniczo obojętne. Poświęciłem sporo czasu rozmyślając, jak to się stało, że
to akurat wśród potomków siejących postrach Wikingów i nie mniej wojowniczych
społeczeństw XVI-XVIII w. trafiły na podatny grunt i rozpleniły się takie
patologie jak feminizm, fałszywie pojęte równouprawnienie i inne plagi
osłabiające rolę mężczyzny w rodzinie i społeczeństwie. Po przeanalizowaniu
faktów moja teoria wygląda następująco: żadna rewolucja – czy to Antyfrancuska,
czy Październikowa, czy też kulturowa z końca lat 60. – nigdy nie jest, nie
była i nie będzie spontanicznym ruchem oddolnym, wbrew idiotyzmom wbijanym do
głów dzieciakom w szkołach, w tym także i mnie. Zawsze ktoś za nią stoi, zawsze
ktoś nią steruje, bo ma w tym swój cel. Takich „ktosiów” nazywam Iluminatami,
czyli Oświeconymi. Są to ludzie niezwykle bogaci, wpływowi i na tyle potężni,
by móc wywoływać wojny lub wspomniane rewolucje, sterować ich przywódcami i finansować
jedną lub obie strony konfliktu, a jednocześnie pozostać w cieniu, jak np.
Rotszyldowie podczas wojen napoleońskich lub banksterzy z Wall Street
sponsorujący Hitlera i Aliantów, a wcześniej rewolucjonistów w 1905 r. i
bolszewików podczas wojny z Białymi. Zanim jednak Szanowny Czytelnik pójdzie na
łatwiznę i zarzuci mi bredzenie o teoriach spiskowych, niech się zapyta wujka
Google’a, co o tym wszystkim sądzi. Ponadto bardzo przekonująco, jasno i w
oparciu o dokumenty przedstawiają to m.in. takie postacie jak Alex Jones w
filmach pt. „Endgame”, „Road to Tyranny” lub „Police State 3” oraz dr Henry
Makow, kanadyjski badacz znawca owych zjawisk, na swojej stronie www.henrymakow.com . Dlaczego
jednak Iluminaci zdecydowali się uczynić akurat Szwecję swoim królikiem
doświadczalnym? Powodem tego może być fakt, że to najludniejszy kraj w
regionie, którego mieszkańcy posiadają geny Wikingów i równie bitnych knechtów
Karola Gustawa, mogące pokrzyżować plany zniszczenia tej części Europy. Stąd
też należało uśpić te geny, co też udało się za pomocą zinstytucjonalizowanego
feminizmu, homoseksualizmu, „równouprawnienia”, rozbicia rodziny i degeneracji
kościoła protestanckiego, po czym wyeksportowano to wszystko do krajów
sąsiednich. Ale to tylko moja teoria. Dokładnej odpowiedzi na to pytanie
należałoby szukać choćby wśród członków grupy Bilderberg należących do niej w
latach 50. I 60., spośród których chyba mało kto jeszcze żyje, bądź w
pozostawionych przez nich dokumentach z corocznych spotkań klubu.
Jarosław Wiśniowski : Można. Przeciwwagę dla dobrobytu materialnego charakteryzującego
tamtejsze społeczeństwa stanowi ubóstwo duchowo-emocjonalne, będące skutkiem
erozji więzi społecznych, wspomnianego już rozbicia instytucji rodziny oraz
zahamowania rozwoju psychicznego i utrzymywania dorosłych ludzi na poziomie
mentalnym nastolatków, w wyniku czego wielu Skandynawów nie ma w życiu celów
większych niż uprawianie jak najczęstszego seksu bez zobowiązań i posiadanie możliwości
kupowania coraz to nowszych modeli rozmaitych błyskotek. Dochodzi do tego obawa
przed zawarciem małżeństwa i założeniem rodziny tudzież odwlekaniem tego w
nieskończoność pod pretekstem korzystania z jak najdłużej trwającej młodości. W
Szwecji niełatwo też o nawiązanie prawdziwej przyjaźni. O ile całkiem łatwo
znaleźć kompana do kieliszka, o tyle zaprzyjaźnić się – we właściwym znaczeniu
tego słowa, nie w wypaczonym przez rozmaite facebooki – z rodowitym mieszkańcem
tego kraju jest piekielnie trudno. Podejmując próby w tym kierunku bardzo
wyraźnie czuć bariery, jakimi nasz rozmówca stara się od nas odgrodzić, mające
źródło w nieuzasadnionej obawie przed wyższym uczuciem, jakim jest przyjaźń.
Skoro już w przedszkolu został „urobiony”, że nie może ufać rodzicom, tylko
urzędnikom, to co dopiero komuś nie będącemu członkiem rodziny? A może
Skandynawom po prostu potrzeba więcej czasu w tych sprawach niż np.
Południowcom? Nie udało mi się do końca rozgryźć tego problemu. Pewne jest
jedno: nawet gdy się ich bezpośrednio spyta, czy są szczęśliwi i otrzyma
odpowiedź twierdzącą, często można poznać, że to nieprawda. Kiedyś rozmawiałem
w pracy na tematy życiowe z jednym ze szwedzkich kolegów. Facet przekonywał
mnie, jaki to jest szczęśliwy, cud-miód, a gdy chwilę później dyskusja zeszła
na temat rodziców, zgorzkaniałym tonem zdradził mi, że nie miał ze swoimi
kontaktu od parunastu lat. Przy tym widać było, jak bardzo go to gryzie.
Ponadto uważam, że przeciętny Skandynaw jest niezwykle mało żywotny, sprawia
wrażenie apatycznego. W Polsce wiele ludzi z mojego otoczenia ma iskry w oczach,
energię, chęć działania. Skandynawowie – wprost przeciwnie. Z wyjątkiem
weekendowych wieczorów, kiedy to przy pomocy alkoholu spuszczają z łańcucha
gnębiące ich demony i zamieniają centra spokojnych na codzień miast w strefy
grozy. Czy tak zachowują się ludzie szczęśliwi?
Porywanie dzieci? Rozumiem, że pyta Pan o kidnaping uprawiany przez
pracowników socjalnych. Co tu dużo opowiadać, faktycznie ma on miejsce na
wielką skalę, gdyż urzędnicy ci posiadają olbrzymią władzę, umożliwiającą
zalegalizowaną kradzież dziecka pod byle pretekstem. Nierzadko czytam o
przypadkach pozbawienia kogoś „praw rodzicielskich” (na marginesie: proszę
zwrócić uwagę na ten osobliwy zbitek słów. Rodzicem zostaje się automatycznie
wtedy, gdy dziecko się urodzi tudzież gdy zostanie poczęte. Żadnych dodatkowych
„praw” nie otrzymuje się z tej okazji. Skoro jednak państwo uzurpuje sobie
przyznawanie ludziom tychże, oznacza to, że zarówno rodzice jak i dzieci są jego
własnością, zredukowaną do poziomu odczłowieczonych „zasobów ludzkich”, z
którymi można wyczyniać wszystko niczym z bydłem), bo matka była zbyt
religijna, ojciec źle wyraził się o bożku demokracji, potomstwo przyszło do
szkoły z plamą na bluzce, było za grube, za chude, a zupa za słona. Podobno
ofiarą tego bandytyzmu padają zwłaszcza nowo przybyłe rodziny imigrantów, nie
orientujące się dostatecznie w szwedzkiej rzeczywistości. Co gorsza, Polska od
paru lat podąża dokładnie tą samą drogą. Nawet nie wiem, kiedy uchwalono u nas
odpowiednie „prawo”, ale chyba zrobiono to po cichu, żeby nie płoszyć ptaszka...
Ale to tylko kidnaping fizyczny. Natomiast moim zdaniem znacznie większe
niebezpieczeństwo stanowi porywanie umysłów dzieci, choćby z tego względu, że
jest nienamacalne i sprzedawane jako norma i zdobycz demokracji. Jak
wspomniałem, zaczyna się ono już w przedszkolu i polega na wmawianiu
najmłodszym, że rodzice nie mają nad nim władzy, że wolno im robić praktycznie
wszystko, na co mają ochotę, „samorealizować się” bez względu na konsekwencje,
a w razie czego donieść na rodziców nauczycielowi, policjantowi czy innemu
pachołkowi reżimu, niszcząc tym samym więzi rodzinne i hodując swoistych homo
sovieticusów (suecicusów?) nie mających pojęcia o odpowiedzialności za swoje
czyny. Co nie oznacza, że tresuje się te dzieci w całkowitym nieposłuszeństwie
wobec autorytetów – co to, to nie. Otóż bezwzględnym autorytetem zawsze będzie
dobry wujaszek-urzędnik. Tylko on da radę ochronić przed biciem, molestowaniem
seksualnym i morderstwem rytualnym, będącymi przecież powszechnymi sposobami
spędzania czasu wolnego przez rodziców. W sukurs tej propagandzie naturalnie
przychodzą jakże niezależne media głównego ścieku, nagminnie nagłaśniając takie
przypadki i jeszcze bardziej podsycając obawę i wzajemną nieufność wśród ludzi
wciąż na tyle głupich, by oglądać telewizję lub czytać kolorowe gazetki. I tym
oto sposobem formuje się młodego człowieka (starego zresztą też), przy czym nie
zdaje on sobie sprawy (ponieważ zazwyczaj nie wybiega myślą w przyszłość tak
daleko) że za jakiś czas, gdy sam zostanie rodzicem, znajdzie się „po drugiej
stronie lustra” i prawdopodobnie doświadczy tego samego bólu, jaki w wyniku
państwowego prania mózgu sprawił swoim rodzicom. Sporo ciekawych rzeczy na ten
temat pisze szwedzki wolnościowiec Henrik Bejke, z którym wywiad można
przeczytać w książce pt. „Socjaldemokratyczny Park”.
I jeszcze jedno, czy czuł się Pan zagrożony, obawiał się donosu czy też internowania w szpitalu psychiatrycznym z racji swojej normalności, ktorą oni uważaja za cos nienormalnego ?
Jarosław Wiśniowski : Moje poczucie wyobcowania miało związek ze
sposobem bycia Szwedów, opisanym w pierwszym akapicie odpowiedzi na poprzednie
pytanie. W Polsce byłem przyzwyczajony do przestawania z osobami o typowo
słowiańskiej duszy: energicznymi, uczuciowymi, zdolnymi do improwizacji, nie
ufającymi różnej maści autorytetom, w pewnym stopniu przedkładającymi wartości duchowe
nad materializm i z niejaką skłonnością do chaosu, aczkolwiek cechy te coraz
bardziej zanikają na rzecz „europejskości”, nad czym ubolewam. Tymczasem w
Szwecji nawet większość rockerów, których jest stosunkowo dużo, jest mdła jak
flaki z olejem i ma państwo za bożka, a od reszty społeczeństwa różni się
jedynie wyglądem. Słyszał Pan o przypadku Rogera Tullgrena? Jeśli nie, w celu
poznania szczegółów zagadnienia polecam wygooglowanie tych personaliów. Otóż
cwaniak załatwił sobie niedawno zasiłek dla niepełnosprawnych, jako przyczynę
podając uzależnienie od heavy metalu. To ma być buntownik-antysystemowiec? Ręce
opadają! Jak tu z kimś takim znaleźć wspólny język? Ktoś powie: „skrajny,
nagłośniony przez media przykład”, ale proszę mi uwierzyć, że bunt sporej części
szwedzkich „antysystemowców” różnej maści jest najczęściej wymierzony przeciwko
religii lub monarchii, ale rzadko kiedy przeciw państwu jako takiemu. Ponadto Szwedzi
nierzadko dają Polakowi odczuć – w większości przypadków chyba niechcący, podświadomie
– że jest obywatelem drugiej kategorii. Białym Murzynem. Tym „innym”. Stąd też
z biegiem czasu nostalgia coraz bardziej dawała znać o sobie.
Naprawdę uważa mnie Pan za normalnego? Dziękuję, traktuję to jako
komplement. Dotychczas zazwyczaj stykałem się z odmiennym zdaniem o mnie,
zarówno w rodzinie, jak i w szkole. Także co bardziej szczerzy rówieśnicy nie
omieszkali poddawać pod wątpliwość stanu mojego umysłu, aczkolwiek na
marginesie napomknę, że szczerość to niestety wymierająca cecha, ustępująca
pola bezgranicznej obłudzie i obrzydliwemu włazidupstwu. Nie, żebym sam był
święty... Ale do rzeczy. Zagrożenia nie czułem, ponieważ w prywatnych rozmowach
Szwedzi, jak tylko przekonają się co do braku złych intencji rozmówcy i poczują
doń zaufanie, bardzo często sami potrafią zaskoczyć bardzo niepoprawnymi
politycznie poglądami. Mało to nasłuchałem się szalenie ciekawych opinii choćby
o pasożytniczych czarnuchach (svartingar) lub muzułmańskich wielbłądojebcach
(kamelknullare) doprowadzających Szwecję do ruiny? Przy czym moimi dyskutantami
nie byli jacyś rasistowsko nastawieni narodowcy, tylko zwykli, szarzy ludzie.
Nie dziwne: jeśli na siłę wbudza się w kimś miłość do kogoś – w tym przypadku
do „wzbogacaczy kultury”, jak to w mediach eufemistycznie określa się
imigrantów spoza europejskiego kręgu cywilizacyjnego – na dłuższą metę skutkuje
to nienawiścią, choćby starannie tłumioną na codzień. Raz tylko znalazałem się
w dziwnej sytuacji. Otóż pracując już w biurze na stanowisku kierowniczym
miałem jako tło pulpitu komputera flagę Konfederacji. Wszedł kolega
chilijskiego pochodzenia o lewackich poglądach (a jest tam takich jak on
niemało, jako że Szwecja udzielała azylu komunistom wiejącym przed Pinochetem),
zobaczył tę flagę, zdębiał i oskarżycielsko-wyższościowym tonem poinformował
mnie, że toż to przecież symbol rasizmu, jawnie sugerując zmianę tła. Jak
zwykle w takiej sytuacji obudził się we mnie diabeł i odparłem, by zamiast
gadać głupoty lepiej dokształcił się w temacie. Wyszedł z pokoju mrucząc coś
pod nosem i wtedy właśnie zacząłem się zastanawiać, czy zakapuje mnie „tylko”
szefowi, czy też za kwadrans znajdę się w radiowozie... Szczęśliwie nic takiego
jednak nie nastąpiło. Jakiś czas później, chcąc go nieco sprowokować,
powiedziałem mu: „Wiesz co, Luis, jak chcesz, to specjalnie dla ciebie zmienię
sobie tło pulpitu na starożytny symbol słońca”. Nie do końca pojął aluzję, ale
wyczuł podstęp, bo tylko spojrzał na mnie spode łba i na tym się skończyło. I
dobrze, bo gdybym poszedł za ciosem, to tym razem na pewno wpakowałbym się w
nielichą kabałę.
Jarosław Wiśniowski : Zbyt krótko
przebywałem w Norwegii, by móc dać wyczerpującą odpowiedź, lecz na pierwszy
rzut oka na to wygląda. Oba narody mają wspólną historię, religię i mentalność,
a nawet całkiem podobny język, w związku z czym rozumieją się nawzajem. Coś jak
Czesi i Słowacy. Do Norwegów również odnosi się wspomniane na początku prawo
Jante, a ponadto panuje u nich socjalizm oraz ściśle z nim powiązany łagodny
totalitaryzm, taki z ludzką twarzą, gdzie urzędnik odgrywa rolę nie ciemiężyciela,
a pasterza; gdzie państwo jest wszechobecne i sprawuje ścisłą kontrolę nad niewoln...
eee, obywatelami, spośród których większość wprawdzie zdaje sobie z tego
sprawę, ale jest przekonana, że to wszystko dzieje się dla ich dobra i inaczej być
nie może, a już na pewno nie lepiej. Nie ma się co dziwić, w końcu tłoczy się
im to do głów od przedszkola. Krótko mówiąc: tak, oba społeczeństwa są raczej
podobne do siebie.
Jarosław Wiśniowski : O ile można
z pewnością powiedzieć, że za instalacją dekadencji w Polsce stoją Sowiety, a w
ostatnich latach również UE i USA, o tyle w odniesieniu do Szwecji i Norwegii nie
znajduję niezbitych dowodów na istnienie takiego związku. Jak już wspomniałem w
poprzednim punkcie, oba kraje łączy ze sobą wiele cech i od wieków wywierają one
wzajemny wpływ na siebie, ale zarazy, o których wcześniej pisałem, zaczęły na
dobre plenić się w latach 60., czyli wtedy, gdy Norwegia była już od dawna
niezależna gospodarczo i politycznie od Szwecji. Choć istotnie może być coś w
tym, że odpowiednie siły w pewnym momencie postanowiły przeszczepić na grunt
norweski rozmaite feminizmy, homoseksualizmy, inżynierię społeczną,
socjaldemokrację i inne skarania boskie, wzorując się właśnie na modelu
szwedzkim. Trzeba by dokładniej przeanalizować ten problem, a to wymaga czasu.
Jarosław Wiśniowski : Stosunek do epopei Wikingów przejawia się choćby w taki sposób, że w latach 80. i 90. nastąpił w Skandynawii wysyp zespołów rockowych i metalowych nawiązujących bezpośrednio do mitologii nordyckiej. Wielu członków tych grup otwarcie gardzi chrześcijaństwem (a niechby spróbowali pogardzić islamem, czy judaizmem...) i demonstracyjnie obchodzi święta swych pogańskich przodków, biorąc udział w różnorakich ceremoniach organizowanych na wzór staronordycki. No, może z wyjątkiem składania krwawych ofiar. Ale i do głosu przeciętnego Skandynawa wkrada się nutka dumy, gdy mówi o swym kulturowym i genetycznym dziedzictwie, mimo że tak niewiele mu go zostało – zwłaszcza tego drugiego. I tu przechodzimy do drugiej części pytania. Tak się składa, że pracowałem w środowisku, w którym wymagana była pewna siła fizyczna, więc o obecności cherlaków nie mogło być mowy. Niektórzy nawet wyglądali tak groźnie jak typ z Regular Ordinary Swedish Meal Time... Zwłaszcza pewien dwumetrowy brodacz, który, zapytany o imię, odparł: „Stieg! To starodawne imię Wikingów!” Na ulicy natomiast bardzo często można zetknąć się z typem bladego wymoczka o mętnym wzroku i mówiącego falsetem, co zresztą zdają się lansować tamtejsze media. A kobiety? Tu można się zdumieć. Jeśli komuś taka Szwecja kojarzy się z nieprzeliczonymi hordami długonogich blond-piękności, niech pozbędzie się wszelkich złudzeń. Albo Szwedki faktycznie tak wyglądały jedno lub dwa pokolenia temu, albo to państwo zatrudnia niezwykle skutecznych propagandystów, do których sam Goebbels mógłby uczęszczać na korepetycje. Ponieważ jednak nie przystoi zbytnio rozwodzić się nad brakiem walorów fizycznych płci (w założeniu) pięknej, spuszczę na ten wątek zasłonę milczenia. Pod rozwagę poddam jednak fakt, że oprócz uprawiania popularnej w Skandynawii seksturystyki, wielu mężczyzn importuje sobie żony z zagranicy, zwłaszcza z Azji Wschodniej. I to nie tylko z powodu znacznego stopnia zaczadzenia umysłów Szwedek zgubną ideologią feminizmu. Zresztą zgodnie z ową ideologią panie nie pozostają w tyle i również masowo podróżują po świecie w poszukiwaniu wrażeń, z tym nie na wschód, a do Afryki i na Karaiby.
Antoine Ratnik : Czy zna Pan Finlandię i jeśli tak, to jak ocenia Pan ten kraj?
Jarosław Wiśniowski : Nie byłem w
Finlandii, więc ciężko mi cokolwiek powiedzieć na temat życia tamże, ale
podziwiam przodków dzisiejszych Finów za sprawne oczyszczenie swego kraju z
komunistycznych bandytów w 1918 r. oraz za mężny opór, jaki stawili potężnym Sowietom
podczas wojny zimowej, choć w przeciwieństwie do Polski, niemal całkowicie
osamotnionej w 1920 r., mogli oni liczyć na pomoc materialno-logistyczną ze
strony innych państw. Jednak na dłuższą metę nic im to nie dało, gdyż i tak w
końcu zapanował u nich socjalizm, podobnie jak w całej Skandynawii. Hm, z
drugiej strony może to jednak nienajlepsze porównanie, jako że Finlandia przez
wielu nie jest uważana za kraj skandynawski... Ot, taka ciekawostka.
Zna Pan kilka jezykόw.Czy może Pan Czytelnikom, szczegolnie mlodym,zasugerowac jakąś skuteczną metodę aby dobrze i dogłebnie opanowac choć jeden z zachodnich językow?
Jarosław Wiśniowski : Ależ czemu
ograniczać się do języków zachodnich? Cały ten owczy pęd do angielskiego –
jakkolwiek jeszcze ważnego – jest dla mnie niezrozumiały. Dziś w mowie Tolkiena
(acz coraz bardziej ubożejącej) sklecić kilka zdań na krzyż, a tym samym dogadać
się, potrafi każdy głupi, co tylko dowodzi jej względnej prostoty. Dlatego też
na miejscu ambitnych bądź snobistycznych rodziców oddających pociechy do pralni
mózgów z angielskim jako językiem wykładowym posłałbym swoje dzieci na lekcje
języka chińskiego lub koreańskiego – co do których prorokuję, że w niedalekiej
przyszłości nabiorą znaczenia światowego (zwłaszcza ten pierwszy) – lub
niezasłużenie pogardzanego u nas rosyjskiego. A przepis? Przede wszystkim
należy mieć motywację. Nie zrażać się pozornym brakiem natychmiastowych
efektów. Jest to szczególnie istotne, gdyż wielu młodych ludzi hołduje zasadzie
wyrażonej w utworze Queen: „I want it all and I want it now”. Uczyć się
systematycznie. Z własnej, nieprzymuszonej woli, bo w przeciwnym razie z
dogłębnego opanowania nici. Zresztą tyczy się to także innych dziedzin... Wybić
sobie z głowy fałszywe twierdzenie, że starszy człowiek nie jest w stanie
nauczyć się języka obcego. Opracować własną metodę nauki. Osobiście polecam
łączenie przyjemnego z pożytecznym. Tym też sposobem opanowałem język angielski,
siedząc ze słownikiem nad wkładkami kaset (dla młodszych Czytelników: to takie
muzealne nośniki dźwięku) Iron Maiden, Metalliki i Guns N’ Roses, niemiecki –
ślęcząc nad tłumaczeniami Asteriksa i „Władcy Pierścieni”, szwedzki – „Roku
1984” i książek Fredericka Forsytha, pieczołowicie spisując i sprawdzając
nieznane słowa i zwroty, których z czasem robi się coraz mniej, ku dzikiej
radości czytającego. Natomiast obecnie ucząc się francuskiego idę z duchem
czasu i korzystam ze współczesnych zdobyczy techniki, czyli internetu.
Przeglądam artykuły i blogi, koresponduję oraz prowadzę działalność
złodziejsko-wywrotową, polegającą na ściąganiu i czytaniu oryginalnych wydań
moich ulubionych komiksów: Asteriksa,
Thorgala i Lucky Luke’a. Dokształciłem się również grając w galijską wersję
Warcrafta 3... Jak więc widać, możliwości jest nieskończenie wiele, tylko nie
należy zapominać o swym celu. A w ogóle to najlepszym sposobem na nauczenie się
języka jest wyjazd do danego kraju. Pod warunkiem, że przynajmniej na początku
– jakkolwiek polonofobicznie to zabrzmi – będzie się spędzało jak najmniej
czasu w towarzystwie przebywających tam rodaków, a jak najwięcej wśród jego
rodowitych mieszkańców. Znam przypadki gastarbajterów mieszkających w Niemczech
od lat 60. i wciąż nie umiejących porozumieć się po niemiecku. Ale tak to jest,
jak ktoś zamyka się we własnym getcie.
Antoine Ratnik: Dziękuję Panu bardzo serdecznie za
ten pasjonujący wywiad i gratuluję jakości Panskiego polskiego; z podobną
dbaloscią o szatę językową jeszcze się dotychczas
nie spotkałem w kraju po nieszczęsnym 1989 roku.
Dziękuję raz jeszcze.
aw
źródło: konserwatyzm.pl
wtorek, 16 kwietnia 2013
# Chińska gospodarka spowolniła do... 7,7% PKB.
Daj Bój połowę tego wzrostu w UE.
Źródło: pb.pl
Opracował: G.K.
#CBOS: Polacy boją się ,że jutro będzie jeszcze gorzej.
Zaledwie
17% Polaków jest spokojnych o byt finansowy swoich rodzin, a prawie
połowa obawia się biedy. W ostatnim badaniu CBOS aż 45% respondentów
odpowiedziało twierdząco na tak postawione pytanie.
Sytuacja pogorszyła się o 4 punkty procentowe w stosunku do roku ubiegłego. Tylko co trzecia osoba z grupy zagrożonej biedą uważa, że poradzi sobie w zaistniałej sytuacji.
Na pytanie o ocenę swoich warunków materialnych 48% ankietowanych
określiło je jako przeciętne, 14% uważa je za złe, a 38% za dobre.
Przeważająca ilość badanych uważa, że w ciągu najbliższego roku ich
warunki materialne nie zmienią się. Odpowiedziało tak 70% pytanych. 17%
badanych obawia się natomiast pogorszenia sytuacji materialnej, a tylko
13% liczy na poprawę warunków bytowych.
Badania zostały przeprowadzone przez CBOS na losowej grupie 1060 dorosłych Polaków w dniach 13-17 marca bieżącego roku.
na podstawie: CBOS
źródło: autonom.pl
==========================================================
Ale dalej będziecie głosować na rudego bo mityczni wrogowie są większym zagrożeniem niż realna nędza i głód!
Sytuacja pogorszyła się o 4 punkty procentowe w stosunku do roku ubiegłego. Tylko co trzecia osoba z grupy zagrożonej biedą uważa, że poradzi sobie w zaistniałej sytuacji.
Badania zostały przeprowadzone przez CBOS na losowej grupie 1060 dorosłych Polaków w dniach 13-17 marca bieżącego roku.
na podstawie: CBOS
źródło: autonom.pl
==========================================================
Ale dalej będziecie głosować na rudego bo mityczni wrogowie są większym zagrożeniem niż realna nędza i głód!
Subskrybuj:
Posty (Atom)