Wczoraj Polański odebrał Złote Berło - nagrodę Fundacji Kultury Polskiej za "całokształt twórczości filmowej wypełnionej odkrywczym poszukiwaniem środków wyrazu, poszerzającym i pogłębiającym wrażliwość widza, a jednocześnie wierność doświadczeniom, jakie przypadły w udziale artyście i jego społeczności". Nagroda wynosi 100 tys. zł, dodatkową kwotę - 10 tys. zł fundator, czyli BIG Bank Gdański SA, przeznacza dla osoby lub instytucji wskazanej przez laureata. Przypomnijmy, że Złote Berło przyznawane jest od 1999 roku. Pierwszym laureatem nagrody był Jerzy Giedroyc, który dodatkową kwotę 10 tys. zł przekazał Krzysztofowi Czyżewskiemu - dyrektorowi Ośrodka Pogranicze w Sejnach. To właśnie Wydawnictwo Pogranicze wydało w 2000 r. antypolski paszkwil - "Sąsiadów" Jana Tomasza Grossa.
Obsesje
Kim jest Roman Polański, okrzyknięty "najwybitniejszym polskim reżyserem"?
Urodził się w Paryżu 18 sierpnia 1933 r. w rodzinie polskich Żydów. Gdy miał trzy lata, rodzice powrócili do Krakowa. Okupację niemiecką Polański spędził w getcie krakowskim. Został uratowany przez polską rodzinę od wywiezienia do obozu koncentracyjnego. W 1959 r. Polański ukończył szkołę filmową w Łodzi. Już na studiach przejawiał skłonności odbiegające od normalnych zachowań. Jednym z obsesyjnych wątków jego twórczości filmowej jest motyw krwi. Tak o tym pisze Grażyna Stachówna w swojej książce pt. "Polański od A do Z", wydanej, co znamienne, przez Wydawnictwo Znak: "Krew pojawia się w każdym filmie Polańskiego. Na początku była oznaką dokonywania gwałtu, wyrazem okrucieństwa i przemocy, dowodem cierpienia. (...) Krew zawsze łączyła się w nich [filmach Polańskiego - dop. S.K.] z cierpieniem, upokorzeniem i śmiercią, ale także z okrucieństwem, sadyzmem i perwersją".
Jednym z pierwszych filmów Polańskiego jest etiuda pt. "Morderstwo". Stachówna stwierdza, że obraz ten może być "ilustracją złego koszmaru" lub "projekcją chorej wyobraźni", ponieważ "z ekranu emanuje groza, napięcie, strach i okrucieństwo: śpiący człowiek, morderca, nóż, drgające ciało, krew". Ten film to nie wyjątek, cechy okrucieństwa mają niemal wszystkie produkcje nakręcone przez Polańskiego.
Promocja satanizmu
Polański od początku aż do dziś tworzy też obrazy, w których dominuje wątek satanistyczny. Najsłynniejszą jego produkcją jest "Dziecko Rosemary" (1968 r.). Głównym konsultantem filmu był Anton Szandor La Vey, założyciel Kościoła Szatana i autor "Biblii Szatana", który pojawia się w filmie jako diabeł gwałcący tytułową bohaterkę. Akcja filmu kończy się w 1966 r. narodzinami szatana (w tym roku, ogłoszonym przez La Veya, ze względu na dwie szóstki, rokiem szatana, zostaje założony jego Kościół Szatana).
Podobny w wymowie jest film "Dziewiąte wrota" (1999 r.), opowiadający o wiedzy tajemnej otwierającej dostęp do piekieł i o kabale (satanistycznej doktrynie, która wyznacza wierzenia masonerii). Oba filmy - "Dziecko Rosemary" i "Dziewiąte wrota", rozpowszechniły szeroko w kulturze masowej ideę satanizmu, wyrządzając ogromne szkody duchowe i moralne milionom ludzi.
Przestępca
Życie prywatne Polańskiego biegnie równoległym tokiem do jego filmów.
9 sierpnia 1969 roku służąca znalazła w luksusowej willi "Bel Air", położonej na przedmieściu Los Angeles ciała pięciu zamordowanych w nocy osób. Byli wśród nich Sharon Tate (żona Polańskiego) i Wojciech Frykowski (jego przyjaciel i ochroniarz).
Okoliczności tej zbrodni pozostały do dzisiaj niejasne. Wiele wskazuje na to, że pozostawała ona w ścisłym związku z kultem szatana. Wszystkie tropy prowadziły bowiem do Kościoła Szatana La Veya.
Życiu Polańskiego, który zmieniał żony i kochanki jak rękawiczki, towarzyszyły liczne skandale obyczajowe. Po największym z nich - uwiedzeniu w 1977 r. 13-letniej dziewczynki, reżyser "cudem" uniknął więzienia, salwując się ucieczką ze Stanów Zjednoczonych. Wyjechał do Francji, gdyż od 1963 r. posiadał obywatelstwo tego kraju. Uniemożliwiło to jego ekstradycję do USA. Od tamtej pory wszystkie filmy Polańskiego powstają w Europie.
Dobry Niemiec, zły Polak
Najnowszy film Polańskiego pt. "Pianista" zdobył w tym roku Złotą Palmę na festiwalu w Cannes. Jednak większość krytyków - nie tylko polskich, ale i światowych - nie wyrażała specjalnego zachwytu. W zachodniej prasie, m.in. w "Le Mond", "Liberation", "Guardianie", "Daily Telegraph", ukazały się komentarze, że nagroda stanowi wynik pewnych układów, jest reakcją na niedawne wybory we Francji, w których wysoką pozycję zajął Le Pen.
Siłą rzeczy "Pianisty" jeszcze nie widziałem. Z informacji, które jednak do nas docierają, wynika, że obraz ten jest zrobiony w tym samym duchu co "Lista Schindlera". Tutaj również występuje dobry Niemiec i Polacy, którzy nie zawsze "są w porządku", i zawarta jest prawdopodobnie mniej lub bardziej zakamuflowana sugestia, abyśmy również bili się w piersi za holokaust. Możliwe, że film jest krytykowany także dlatego że sugestia ta jest, według niektórych, zbyt mało wyraźna.
Sam Polański, odbierając Złotą Palmę, powiedział, że przyznano ją "filmowi, który reprezentuje Polskę", co wielu komentatorów z polskojęzycznych mass mediów przyjęło z entuzjazmem.
Osobiście nie chciałbym, aby Polańskiego i jego filmy kojarzono z Polską.
Niemoralny autorytet
Po II wojnie światowej systematycznie niszczono polskie elity i eliminowano autorytety moralne. Po 1989 r. zrobiono wszystko, by nie odrodziły się prawdziwie polskie elity. Z drugiej strony, proponuje nam się... Polańskiego jako autorytet moralny. Okrucieństwo, sadyzm i perwersja, satanizm, wyuzdanie, gwałt, wszechobecne w jego filmach mają być przepustką do kultury. Przesłanie jest więc czytelne: moralność i normalność nie mają żadnego znaczenia.
Polański w normalnym kraju, w normalnych czasach nie miałby wstępu do Polski, tak jak od lat jest persona non grata w wielu krajach. Fakt, że jest u nas dzisiaj fetowany, nagradzany, że wystąpi w jednej z głównych ról w ekranizacji "Zemsty" Fredry, musi nie tylko przerażać. To jest memento, które powinno nas obudzić, skłonić do aktywności. Jeżeli będziemy bierni, nie tylko zniszczą Polskę gospodarczo, pozbawią ją suwerenności, ale również splugawią, naruszając jej honor i godność.
dr Stanisław Krajski, Nasz Dziennik, 2002-09-04